- Ta sprawa ma drugie dno - tak o zaginięciu Mateusza Żukowskiego mówi Maciej Rokus, szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP oraz doświadczony biegły sądowy.
Mateusz zaginął 19 lat temu w Ujazdowie koło Zamościa. Miał 10 lat.
- To był pamiętny dzień, dlatego że to był 26 maja - Dzień Matki, było gorąco - mówił w 2015 roku w "Czarno na białym" w TVN24 Andrzej Żukowski, ojciec chłopca.
Pan Andrzej był do późna na rybach, a jego żona odpoczywała po nocce w pracy. Mateusz poszedł pobawić się z kolegami. Wtedy dzieci z Ujazdowa czas spędzały najchętniej w parku i kąpały się w rzece. Najprawdopodobniej to koledzy byli ostatnimi osobami, które widziały 10-latka.
Kiedy nie wrócił do domu, rodzice zaczęli poszukiwania. Odwiedzili również jego kolegów - rodzeństwo.
- Wsiadłem na skuter i pojechałem do braci, pytam się, gdzie jest Mateusz, bo nie wrócił do domu. A oni, niby zaspani, mówią, że rozstali się z nim nad wodą. Potem, że w parku, a później, że miał iść do kolegi. Z kolei dziadek stwierdził, że widział, jak "poszedł do Tarnogóry". Mój teść tak mówił, jak ktoś poszedł z prądem rzeki - wspominał ojciec Mateusza w rozmowie z "Uwagą!" TVN.
Podczas poszukiwań nad rzeką znaleziono ubrania chłopca - zwinięte w rulon i schowane w ponad metrowych pokrzywach. Śledczy przyjęli hipotezę o utonięciu dziecka.
30-kilometrowy odcinek rzeki został sprawdzony 17 razy.
Rodzice Mateusza ściągnęli do Ujazdowa płetwonurków z sonarami. Zwracali się też o pomoc do jasnowidzów i wróżki.
Bez efektów.
Państwo Żukowscy nie dowierzyli w wersję o utonięciu. Twierdzili, że ich syn bał się wody i nie umiał pływać. Wskazywali też, że w miejscu, gdzie znaleziono jego ubrania, było kilku wędkarzy, ale żaden z nich nic nie zauważył.
Zarówno koledzy Mateusza, jak i ich rodzice zostali przesłuchani. Jak informowała prokuratura, psycholog stwierdził, że zeznania dzieci są wiarygodne.
W 2015 roku prokuratura umorzyła postępowanie. Potem akta przekazano do lubelskiego Archiwum X.
W 2020 roku policja opublikowała portret progresywny pokazujący, jak mógłby wyglądać Mateusz w wieku 24 lat. - Odzewu niestety nie było, co może wskazywać na to, że Mateusz nie żyje. To jest jedna z hipotez - mówi dziś podinspektor Andrzej Fijołek, rzecznik lubelskiej policji.
Utonięcie? "Nie ma mowy"
Maciej Rokus o sprawie dowiedział się z mediów. Nie pracował przy niej jako biegły. O pomoc - kilkanaście lat po zaginięciu - poprosił go ojciec zaginionego.
- Przyjechałem do niego. Zapoznałem się z dostępnymi aktami sprawy. Dokładnie je przeanalizowałem, aby zrozumieć, co się wtedy stało. Wybrałem się też nad Wieprz, żeby obejrzeć budowę koryta - opowiada.
Wersja o utonięciu, którą wstępnie wtedy przyjęli śledczy, Rokusa nie przekonuje.