W piątek w stolicy Omanu, Maskacie, spotkali się przedstawiciele USA oraz irańskiego reżimu. Według źródeł agencji Reuters Teheran miał się domagać "prawa do wzbogacania uranu". Irański program nuklearny był powodem izraelsko-amerykańskiego ataku w czerwcu ubiegłego roku.
Reuters zauważa, że mimo toczących się rozmów pokojowych z Amerykanami, Iran reorganizuje dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, co zdaniem agencji świadczy o tym, że reżim może przygotowywać się do ewentualnej eskalacji konfliktu. Szef MSZ Iranu ocenił, że koncentracja wojsk amerykańskich na Bliskim Wschodzie "nie przeraża Iranu".
Szef irańskiej dyplomacji: nikt nie ma prawa dyktować nam, jak mamy się zachowywać
Szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi na niedzielnej konferencji prasowej w Teheranie komentował przebieg piątkowych negocjacji. Mówił, że Iran "zapłacił bardzo wysoką cenę za swój pokojowy program jądrowy i wzbogacanie uranu".
- Dlaczego tak bardzo nalegamy na wzbogacanie (uranu), nawet jeśli zostanie nam narzucona wojna? Ponieważ nikt nie ma prawa dyktować nam, jak mamy się zachowywać - oświadczył szef irańskiej dyplomacji.
Dodał, że koncentracja amerykańskich wojsk na Morzu Arabskim i w rejonie Cieśniny Ormuz, która łączy wody tego akwenu z Zatoką Perską, "nie przeraża Iranu".
- Jesteśmy narodem dyplomacji. Jesteśmy również narodem wojny, ale to nie oznacza, że dążymy do wojny - podkreślił Aragczi.
Zmiany w irańskiej armii
Reuters, opisując reorganizację irańskiej armii, przekazał, że Ali Laridżani, który pełni funkcję sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i nadzoruje kontakty dyplomatyczne, otrzyma szersze uprawnienia, aby szybko i skutecznie mógł koordynować działania dyplomatyczne z operacjami wojskowymi. Agencja powołała się przy tym na arabskie źródła dyplomatyczne.
Jeszcze ważniejszym posunięciem ma być planowana zmiana na szczycie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, w którym obecnego dowódcę, Mohammada Pakpoura, ma zastąpić osoba z radykalnego skrzydła tej elitarnej jednostki. Korpus został uznany przez Unię Europejską za organizację terrorystyczną. To odpowiedź na brutalne tłumienie protestów w Iranie, w których zginęło kilkadziesiąt tysięcy demonstrujących.
W cieniu dokonywanych zmian szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi powiedział w sobotę stacji Al Dżazira o tym, jak miałby wyglądać ewentualny irański atak.
- Atak na terytorium amerykańskie nie będzie możliwy, ale zaatakujemy ich bazy w regionie. Nie będziemy atakować sąsiednich krajów, a tylko rozmieszczone w nich amerykańskie bazy - mówił. Podkreślił przy tym dalszą wolę do negocjacji z Waszyngtonem i przypomniał, że Iran chce uznania swojego prawa do wzbogacania uranu i kontynuowania programu rakietowego.
Ograniczenia obu programów domaga się także Izrael. Premier Benjamin Netanjahu zapowiedział, że spotka się z Trumpem, aby omówić kwestie negocjacji z Teheranem.
Napięte relacje USA i Iranu
Od początku roku USA gromadzą siły w rejonie Bliskiego Wschodu. W ostatnich tygodniach USA wzmocniły obecność militarną na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Amerykański myśliwiec F-35 zestrzelił 3 lutego irańskiego drona Shahed-139, który - w ocenie amerykańskich wojsk - "agresywnie" zbliżył się do lotniskowca USS Abraham Lincoln, przebywającego na neutralnych wodach Morza Arabskiego.
Waszyngton domaga się, aby irański reżim całkowicie zrezygnował z rozwijania programu nuklearnego. Mimo podjętych w ostatnich dniach negocjacji, USA wydały ostrzeżenie dla Amerykanów przebywających w Iranie, aby opuścili ten kraj lub zgromadzili zapasy żywności, wody i leków.
Trump podkreśla, że chce porozumienia z Iranem, ale nie wyklucza ataku, jeśli nie dojdzie do rozejmu. Władze w Teheranie grożą, że odpowiedzią na ewentualny amerykański atak byłby odwet na bazy Stanów Zjednoczonych w regionie.
Opracowali Aleksandra Sapeta, Kuba Koprzywa /akw
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: ABEDIN TAHERKENAREH/EPA/PAP