Świat

Paraliż i lawina opóźnień na Gatwick. Wszystko przez jednego drona

Świat

Animacja pokazująca efekt pojawienia się drona przy Gatwick
Animacja pokazująca efekt pojawienia się drona przy GatwickNATS
wideo 2/3

Dziesiątki spóźnionych samolotów, setki pasażerów lądujących nie tam, gdzie powinni i trudne do oszacowania straty - wszystko to przez jednego małego drona-zabawkę. Brytyjska firma odpowiadająca za kontrolę ruchu lotniczego nad Wielką Brytanią apeluje przy pomocy sugestywnej animacji, aby pomyśleć, zanim pójdzie się "pobawić" w pobliżu lotniska.

Wydarzenie pokazane teraz w 3D, miało miejsce w rzeczywistości 2 lipca na lotnisku Gatwick w pobliżu Londynu. Jest ono dobrze znane Polakom, ponieważ lądują tam często samoloty znad Wisły. To drugie najbardziej zatłoczone lotnisko w Wielkiej Brytanii i do niedawna najbardziej ruchliwe na świecie lotnisko z jednym pasem startowym (obecnie ten tytuł dzierży lotnisko w Bombaju).

Początek zawału

Fakt posiadania tylko jednego pasa ma szczególne znaczenie w przypadku pokazanego na animacji incydentu. Kiedy 2 lipca około godziny 17. w pobliżu jego krańca dostrzeżono małego drona latającego blisko ścieżki, którą nadlatują lądujące samoloty, kontrola lotów zdecydowała się zawiesić przyjmowanie maszyn. Ponieważ lotnisko Gatwick nie ma innego pasa, nie było możliwości kontynuować działania. Wszystko stanęło. Na animacji widać, jak bliskie lądowania lub szykujące się do niego maszyny są odsyłane. Wszystkie samoloty zmierzające na Gatwick są kierowane do dwóch stref wyznaczonych przez kontrolę lotów kilkadziesiąt kilometrów dalej. Tam, każda załoga otrzymuje swój kawałek przestrzeni powietrznej i krąży w nim po owalu, przypominającym tor wyścigowy. Pierwsze zawieszenie działania lotniska trwało dziewięć minut. W tym czasie jego pracownicy dotarli w miejsce, gdzie dostrzeżono drona i donieśli, że nic nie widzą. Kontrola lotów zdecydowała się więc wznowić przyjmowanie samolotów. Po kilku minutach dron został jednak ponownie dostrzeżony i znów zamknięto pas. Tym razem na pięć minut. Kiedy pracownicy lotniska ponownie upewnili się, że na trasie lądujących samolotów nic nie lata, kontrola znów wznowiła przyjmowanie maszyn.

Problemy do północy

Zamieszanie trwające w sumie tylko kilkanaście minut, wywołało jednak lawinę zdarzeń. Pięć samolotów krążących w strefach oczekiwania, ze względu na mały zapas paliwa, zdecydowało się skierować na inne lotniska. Zanim "korek" powstały w powietrzu udało się rozładować, wiele samolotów miało już kilkudziesięciominutowe opóźnienia. Inne samoloty w ogóle nie startowały w drogę na Gatwick i czekały w portach odlotów, aż sytuacja się unormuje. Łącznie kilkuset pasażerów wylądowało nie tam, gdzie powinno, a kilka tysięcy było spóźnionych. Sytuacja wróciła do normy dopiero o północy. Wszystko przez jednego małego drona i zaledwie 14 minut zamkniętego pasa. Przy niezwykle intensywnym ruchu oznaczającym jedno lądowanie co kilkadziesiąt sekund, oznacza to jednak chaos, który dobrze widać na animacji.

Coraz więcej incydentów

Filmik powstał na zlecenie firmy NATS, która zarządza przestrzenią powietrzną nad całą Wielką Brytanią. To jej pracownicy, kontrolerzy ruchu lotniczego, musieli sobie radzić ze skutkami pojawienia się małego drona. Jak podkreśla firma, taka sytuacja oznacza wyjątkowe obciążenie psychiczne dla kontrolerów, którzy normalnie i tak pracują pod dużą presją. NATS apeluje do osób bawiących się dronami, aby zapoznawały się z ogólnie dostępnymi wytycznymi dotyczącymi tego jak robić to odpowiedzialnie i bezpiecznie. Są też organizowane przez różne instytucje kursy z tego zakresu. Sprawa jest tym ważniejsza, że drony są coraz tańsze i coraz bardziej powszechne. Liczba incydentów z ich udziałem gwałtownie rośnie. Jeszcze w 2013 roku w Wielkiej Brytanii zanotowano tylko kilka sytuacji, kiedy doszło do niebezpiecznego zbliżenia się drona do samolotu. W 2016 było to już 70 takich incydentów.

Autor: mk/adso / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: NATS