Mapy tworzone są na podstawie danych zebranych między innymi z publicznych rejestrów czy systemu ubezpieczeń publicznych, pomagają urzędowi ds. imigracji i egzekwowania ceł (ICE) zidentyfikować miejsca, w których znajdują się migranci. Czy to scenariusz filmu science fiction? Nie, to amerykańska rzeczywistość.
Działalność ICE jest w ostatnich tygodniach mocno krytykowana. Urząd nie tylko dokonuje masowych deportacji. Jego agenci w styczniu użyli broni palnej, zabijając dwoje amerykańskich obywateli - Renee Good i Alexa Prettiego.
Mimo krytyki ICE się nie zatrzymuje. Jak podają amerykańskie media, urząd wystąpił właśnie do firm technologicznych, by przekazały informacje z zakresu "komercyjnych danych wielkoskalowych (Big Data) i technologii reklamowych (Ad Tech)", które mogłyby "bezpośrednio wspierać działania dochodzeniowe". Stosowny wniosek można znaleźć w opublikowanym w piątek Federalnym Rejestrze, oficjalnym dzienniku rządowym Stanów Zjednoczonych zawierającym m.in. ogłoszenia agencji rządowych i inne dokumenty publiczne.
"Organy ścigania w całym kraju wykorzystują innowacje technologiczne do walki z przestępczością. ICE nie jest tu wyjątkiem" – oświadczyli przedstawiciele służby w odpowiedzi na pytania magazynu "Wired". Twierdzą jednak, że choć wykorzystują technologię do wspierania dochodzeń i pomocy w aresztowaniach, to "szanują jednocześnie swobody obywatelskie i prywatność".
Czy można im wierzyć?