Denali to jego ostatni klejnot w Koronie Ziemi, na którą składają się najwyższe góry wszystkich kontynentów. W sumie - z powodu geograficznych kontrowersji - do zdobycia jest dziewięć szczytów.
Michał Leksiński na Alaskę wyleci w maju, wróci w czerwcu. Co później?
Ile razy żona groziła panu rozwodem? Pytam, bo wspinanie to śmiertelnie ryzykowna pasja.
Nigdy, zawsze będzie przy mnie. Gdy dziewczyna poznaje chłopaka z pasją do gór, to na początku jest ekscytująco, bo coś nietypowego, bo zwiedza się świat, bo góry. U nas też tak było. Na początku polecieliśmy do Iranu, próbowaliśmy zdobyć pięciotysięcznik Mount Damavand. Oczywiście sytuacja zmienia się, gdy pojawiają się dzieci, wtedy pojawiają się rozmowy. Moja Ola mówiła: wiem, że nie mogę ci tego zabronić.
Ale to ona na czas wyprawy zostaje z dwójką dzieci. Dochodzi strach o pana.
Gdy mnie nie ma, staram się organizować ich życie, by było dla nich możliwie jak najprostsze. W pogotowiu są dziadkowie, wystarczy telefon Oli i przyjeżdżają. Podczas wyprawy na Everest nie było mnie 48 dni, reszta wypraw jest krótsza, około dwóch do trzech tygodni, raz do roku.
Ola wie, że góry są wpisane we mnie, ale wie również, że przygotowuję się do wypraw na więcej niż sto procent, fizycznie i organizacyjnie, żeby minimalizować ryzyko. Dlatego na Denali jadę z agencją, która wyprawę organizuje. Z agencją jest zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej. Taka była prośba Oli.
Miał pan zwichnięty bark i roztrzaskane kolano przed Mont Blanc, pierwszym szczytem z Korony Ziemi. Zachorował pan i stracił wyprawę na Antarktydę kilkanaście godzin przed wylotem, dwie nieudane próby zdobycia Denali. Jest porażka, która pana złamie?
Myślę, że bardziej może mnie złamać trudna sytuacja prywatna niż coś w pracy czy związanego z pasją. Tu nauczyłem się, że odbudowa jest procesem.
Miałem wybity bark na wysokości 3500 metrów na Denali, helikopter nie mógł dolecieć. Samodzielnie musieliśmy zejść z góry.
Zbliża się wyprawa na Antarktydę, kosztuje ponad 200 tysięcy złotych, zbierasz sponsorów, masz zobowiązania, szczepisz się, izolujesz, a i tak okazuje się, że masz covid. Wyprawa jest odwołana, nie lecę. To był taki moment, kiedy nie chcesz nawet słuchać muzyki, bo słuchasz jej głównie, gdy trenujesz przed wyprawą w góry. Po co masz trenować, skoro w góry nie jedziesz?
Był pan obrażony na góry?
Nie. Żona powiedziała mi, że to mógł być nawet mały epizod depresyjny. Ona mnie z tego wyciągnęła, to ona mówiła: No nie, stary, chwila. Nie może być tak, że nie pokonały cię złamane kolano czy wybity bark, a pokona kwarantanna. Zbierz się w sobie, krok po kroku.