"Aspirujący dyktator", "pomarańczowy klaun". Miliony ludzi wyszły na ulice

W marszach przeciwko polityce prezydenta USA Donalda Trumpa, w ramach ogólnokrajowych protestów "No Kings", wzięło udział według organizatorów osiem milionów demonstrantów. Odbyły się one jednocześnie w ponad trzech tysiącach miejscowości we wszystkich stanach.

Główna sobotnia demonstracja odbyła się w Minneapolis, miejscu kontrowersyjnej operacji służb imigracyjnych, gdzie z rąk funkcjonariuszy zginęło dwoje demonstrantów.

Protest na nowojorskim Times Square
Protest na nowojorskim Times Square
Źródło zdjęcia: Lokman Vural Elibol/Anadolu/Getty Images

Gubernator Walz o Trumpie: aspirujący dyktator w Białym Domu

Na scenie przed gmachem stanowego parlamentu przemawiali między innymi gubernator Minesoty Tim Walz oraz senator Bernie Sanders. Wystąpili też Bruce Springsteen, który napisał utwór o wydarzeniach z Minneapolis, oraz Joan Baez.

- Kiedy aspirujący dyktator w Białym Domu wysłał swoich niewyszkolonych, agresywnych bandytów, by wyrządzili szkody Minnesocie, to ty, Minnesoto, stanęłaś w obronie swoich sąsiadów, stanęłaś w obronie przyzwoitości, stanęłaś w obronie życzliwości - mówił Walz, nazywając Trumpa "pomarańczowym klaunem".

"Streets of Minneapolis". Bruce Springsteen nagrał piosenkę "w odpowiedzi na państwowy terror"
Źródło: Bruce Springsteen/ TVN24

Tłumy widać było również na protestach między innymi w Houston, Chicago, czy Nowym Jorku. Ale demonstracje, choć mniej liczne, odbywały się także w wielu mniejszych miejscowościach. W Woodbridge na obrzeżach Waszyngtonu zgromadziło się około 200 osób, ustawiając się na chodnikach i zachęcając przejeżdżających kierowców do trąbienia na znak solidarności, co wielu z nich robiło. Podobną formę i liczebność miało też zgromadzenie w Alexandrii w Wirginii.

"Powiedz nie Trumputinowi"

Tak, jak w przypadku poprzednich manifestacji w ramach "No Kings", protesty nie były skupione wokół jednej sprawy. Przynoszone przez uczestników transparenty wyrażały sprzeciw wobec wojny z Iranem, działaniom ICE, korupcji, czy przyjaznego nastawienia Trumpa do Władimira Putina.

"Powiedz nie Trumputinowi" - głosił jeden z transparentów na proteście w Alexandrii. "Duma z kraju, wstyd za rząd" - głosił inny.

- Jestem tu, bo chcę wyrazić, że to, co się dzieje w naszym kraju nie jest normalne. Nic z tego, co się dzieje, nie jest normalne - powiedziała Lynn, 44-letnia bizneswoman, która na demonstrację zabrała dwie córki. - I dobrze widzieć, że nie jestem w tym sama - dodała.

Marsze pod szyldem "No Kings"

Sobotnie demonstracje są trzecimi odbywającymi się pod szyldem "No Kings", organizowanymi przez koalicję różnych lewicowych grup. Według organizatorów, w sobotę pobito rekord pod względem liczby miejsc, gdzie się odbywały - ponad 3 tysiące.

Poza zgromadzeniami we wszystkich 50 stanach, zaplanowano również demonstracje w 15 krajach, w tym w Rzymie, Paryżu, Sydney, czy Tokio. Liczba uczestników jest trudna do oszacowania, lecz przywódcy ruchu twierdzą, że poprzednie demonstracje, w październiku, przyciągnęły 7 milionów ludzi.

Biały Dom zbagatelizował znaczenie sobotnich demonstracji. "Jedyni ludzie, których interesują te sesje terapeutyczne ludzi cierpiących na zaburzenia na punkcie Trumpa, to reporterzy, którym płaci się za ich relacjonowanie" - napisała w oświadczeniu rzeczniczka Abigail Jackson.

OGLĄDAJ: TVN24
pc

TVN24
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: PAP
Zobacz także: