Niezależny portal w Hongkongu kończy działalność po nalocie policji

Aktualizacja:
Autor:
ft\mtom
Źródło:
PAP

Do redakcji niezależnego hongkońskiego portalu informacyjnego Stand News weszła ponad setka funkcjonariuszy policji. Zatrzymano sześcioro byłych i obecnych pracowników pod zarzutem "podżegających publikacji". W związku z tym wydarzeniem portal ogłosił zakończenie prowadzonej od siedmiu lat działalności. To kolejna interwencja służb bezpieczeństwa wobec prodemokratycznych mediów w Hongkongu. 

"W zaistniałej sytuacji Stand News natychmiast wstrzymuje działalność i zaprzestaje aktualizacji strony internetowej (…) Pełniący obowiązki redaktora naczelnego Patrick Lam zrezygnował z funkcji, a wszyscy pracownicy Stand News zostają zwolnieni" – napisano na profilu portalu w serwisie Facebook. Wszystkie opublikowane już treści zostaną usunięte w ciągu jednego dnia – dodano.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

Stand News działał na zasadzie non profit od grudnia 2014 roku i określany był jako prodemokratyczny. W komunikacie o jego zamknięciu napisano, że był "oddany obronie kluczowych wartości Hongkongu, w tym demokracji, praw człowieka, wolności, praworządności i sprawiedliwości".

Nalot na niezależną redakcję

W środę ponad 100 funkcjonariuszy wydziału bezpieczeństwa państwowego hongkońskiej policji weszło do redakcji Stand News, przeszukało ją i zabrało komputery. Policjanci aresztowali również siedem osób związanych z portalem. Wśród zatrzymanych są były i obecny redaktor naczelny Stand News, Chung Pui-kuen i Patrick Lam, a także cztery osoby, które do listopada zasiadały w zarządzie portalu, w tym znana z poparcia dla ruchu demokratycznego piosenkarka Denise Ho oraz była posłanka hongkońskiego parlamentu, prawniczka Margaret Ng – podał portal Hong Kong Free Press (HKFP).

To kolejne zatrzymania dziennikarzy w Hongkongu na mocy narzuconych przez komunistyczne władze Chin przepisów bezpieczeństwa państwowego, które za nieprecyzyjnie określony "separatyzm", "działalność wywrotową" lub "zmowę z obcymi siłami" przewidują nawet karę dożywocia.

Policjanci zjawili się również w domu jednego z redaktorów Stand News Ronsona Chana, który jest obecnie prezesem Hongkońskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (HKJA). Według publicznej stacji RTHK Chan został zatrzymany, a HKFP podała, że pięciu funkcjonariuszy wydziału bezpieczeństwa zabrało go na przesłuchanie.

HKJA wydało oświadczenie, w którym wyraziło głębokie zaniepokojenie najnowszymi zatrzymaniami dziennikarzy. Stowarzyszenie przypomniało również, że hongkońska policja wielokrotnie zatrzymywała w tym roku pracowników mediów i przeszukiwała redakcje. Wezwało władze do szanowania wolności prasy.

Zarzuty wobec portalu Stand News

Policjant Steve Li z wydziału bezpieczeństwa państwowego powiedział dziennikarzom, że władze zamroziły również konto bankowe i aktywa Stand News, opiewające na 61 mln dolarów hongkońskich (prawie 32 mln zł), ponieważ prowadzone jest dochodzenie w sprawie źródeł finansowania portalu. Według policji podejrzane jest m.in. to, że Stand News uruchomił biuro w Wielkiej Brytanii.

Li oskarżył Stand News o publikację w ostatnich latach dużej liczby artykułów "wzbudzających nienawiść lub pogardę wobec rządu", "prowokujących niezadowolenie" wśród mieszkańców Hongkongu i namawiających do używania przemocy oraz łamania prawa – przekazał dziennik "South China Morning Post".

Główny sekretarz hongkońskiej administracji John Lee przestrzegł, nie odnosząc się wprost do Stand News, że każdy, kto "używa pracy dziennikarskiej do własnych celów politycznych lub innych interesów" łamie przepisy bezpieczeństwa państwowego i "zanieczyszcza wolność prasy".

Walka ze środowiskiem prodemokratycznym w Hongkongu

W ciągu ostatnich dwóch lat lojalna wobec Pekinu administracja Hongkongu nasiliła kampanię przeciwko ruchowi demokratycznemu, wykorzystując narzucone przez ChRL przepisy bezpieczeństwa państwowego. Większość wpływowych działaczy opozycyjnych skazano na więzienie lub oskarżono o przestępstwa, a niezależne media znalazły się na celowniku wydziału bezpieczeństwa policji.

W czerwcu po nalocie na redakcję, aresztowaniach dziennikarzy i zamrożeniu kont bankowych do zakończenia działalności zmuszony został największy prodemokratycznych dziennik "Pinggwo Yatbou" ("Apple Daily"). Jego założyciel, krytyczny wobec władz magnat medialny Jimmy Lai, został skazany na więzienie za protesty. Postawiono mu też szereg zarzutów na mocy przepisów bezpieczeństwa państwowego.

Autor:ft\mtom

Źródło: PAP

Pozostałe wiadomości