Do katastrofy kolejowej doszło w niedzielę wieczorem w Adamuz w prowincji Kordoba w Andaluzji. Pociąg przewoźnika Iryo jechał z Malagi do Madrytu. Jego ostatnie wagony wypadły z szyn, wjeżdżając na sąsiedni tor, po którym jechał pociąg przewoźnika Renfe z Madrytu do Huelvy, i który w rezultacie również się wykoleił. W obu maszynach znajdowało się około 400 pasażerów. Zginęło co najmniej 39 osób, ponad 150 jest rannych.
Relacje pasażerów pociągów
Pasażerem jednego z pociągów był 44-letni Santiago. Cytowany przez "El Pais" relacjonuje, że "poczuł gwałtowne hamowanie". - Pociąg zaczął się kołysać, aż w końcu się zatrzymał. Kiedy wyszedłem, zobaczyłem martwego człowieka. Próbowaliśmy dostać się do pierwszego wagonu, ale był on całkowicie zniszczony. Ludzie wołali o pomoc, próbowaliśmy ich wydostać, ale było to bardzo trudne - opowiedział.
Inna z pasażerek, 33-latka cytowana przez "El Pais", opowiada, że pasażerowie nagle zaczęli odczuwać drgania. - I wiele uderzeń, walizki zaczęły spadać, a uderzenia trwały, aż pociąg się zatrzymał - powiedziała. - Myśleliśmy, że to wykolejenie, a kiedy wysiedliśmy, zobaczyliśmy powyginane wagony i dwa przewrócone wagony drugiego pociągu - dodała.
W jednym z pociągów, jadącym z Malagi, znajdował się dziennikarz stacji RTVE Salvador Jimenez. - Byłem w pierwszym wagonie. W pewnym momencie poczułem coś jak trzęsienie ziemi i pociąg wykoleił się. Natychmiast zaczęto wzywać lekarzy, młotkami rozbijać okna i ewakuowano nas z pociągu - relacjonował.
Także 32-letnia María Vidal cytowana przez "El Pais" przyznała, że "to było jak trzęsienie ziemi". Kobieta jechała w czwartym wagonie pociągu Iryo. - Wszystko się trzęsło. Nagle pociąg gwałtownie zahamował i zgasły światła - powiedziała. - Kazano nam nie ruszać się z miejsca. Byliśmy tam chyba przez około 40 minut. Potem wyszliśmy na zewnątrz, gdzie przyjeżdżały karetki z rannymi i ofiarami śmiertelnymi. Jestem w szoku - mówiła. - Widziałam ludzi w okropnym stanie, (słyszałam) okropne krzyki. Trzęsę się - dodała.
Montse Ruiz, która podróżowała w ostatnim wagonie pociągu Renfe, mówiła dziennikarzom, że najpierw pociąg jechał "normalnie", ale potem zaczął zwalniać, aż w końcu "nagle zahamował", wskutek czego ludzie i bagaże wypadli ze swoich miejsc.
- Ludzie krzyczeli i wzywali lekarzy - relacjonował jeden z pasażerów o imieniu José, który jechał w kierunku Madrytu, w rozmowie z Canal Sur.
Jedną z pierwszych osób na miejscu tragedii był burmistrz Adamuz Rafael Moreno. To, co zobaczył na miejscu, opisał jako "koszmar". - Zareagowaliśmy natychmiast (...). W całkowitej ciemności przedzieraliśmy się do pociągu, co było bardzo trudne. Pomagaliśmy, jak tylko mogliśmy - mówił w rozmowie z radiem RNE. - Ewakuowaliśmy rannych, tych, którzy czuli się dobrze, ale i tych, którzy byli w poważnym stanie - relacjonował.
Cytowany przez "El Pais" Ramón Montón powiedział, że nadal nie udało mu się nawiązać kontaktu z żoną, która była w jednym z pociągów. - Rozmawiałem z nią 20 minut przed wypadkiem, prawie się spóźniła na pociąg - przyznał. - Bardzo się denerwuję, nadal jej nie znalazłem - powiedział.
Akcja ratunkowa
Szef straży pożarnej z Kordoby Paco Carmona mówił w rozmowie z telewizją RTVE, że służby wydobywały osoby z różnego rodzaju obrażeniami. Zaznaczył, że dostęp do niektórych wagonów był utrudniony, ponieważ były one "poskręcane" i pełne metalowych elementów i przeszkód, które utrudniały dotarcie ekip ratunkowych do poszkodowanych.
Na miejscu nadal trwają działania służb. Nie wyklucza się, że ofiar śmiertelnych może być więcej, podkreślają hiszpańskie media. - Siła uderzenia była tak duża, że znaleziono ofiary setki metrów od miejsca zderzenia - powiedział w poniedziałek rano prezydent Andaluzji Juan Manuel Moreno Bonilla w rozmowie z radiem RNE.
Minister transportu o katastrofie: "ekstremalnie dziwna"
Przyczyna wypadku nie jest jeszcze znana. Hiszpański minister transportu Óscar Puente nazwał katastrofę "ekstremalnie dziwną". Podczas konferencji prasowej przyznał, że wszyscy eksperci kolejowi, z którymi konsultował się rząd, "są bardzo zaskoczeni tym wypadkiem". Puente zauważył, że doszło do niego na prostym odcinku torów, który był niedawno wyremontowany, a pociąg Iryo, który się wykoleił jako pierwszy, był stosunkowo nowy, miał niecałe cztery lata. W dodatku, jak przekazała spółka, cztery dni temu przeszedł przegląd.
Po tragedii w poniedziałek odwołano ponad 200 pociągów między Madrytem a miastami w Andaluzji. Niedzielny wypadek był największą katastrofą kolejową w Hiszpanii od ponad dekady.
Autorka/Autor: pb//az
Źródło: "El Pais", BBC, Canal Sur, RTVE, tvn24.pl