Europa wyciąga wnioski z gazowej wojny


Jeszcze w styczniu może się okazać, że zakręcenie kurka przez rosyjski Gazprom odniosło skutek odwrotny od oczekiwanego przez Kreml. Być może jeszcze w tym miesiącu przyspieszenia nabierze europejski projekt gazociągu Nabucco.

Rosyjsko-ukraiński konflikt gazowy umocnił nas w przeświadczeniu o słuszności inwestycji - oświadczyli przedstawiciele krajów zaangażowanych w projekt Nabucco i na 26 i 27 stycznia zwołali w Budapeszcie swój szczyt.

Spotkanie udziałowców - w skład konsorcjum wchodzi austriacka grupa OMV, węgierski MOL, rumuński Transgaz, bułgarski Bulgargaz, turecki Botas i niemiecki RWE - nie przez przypadek odbędzie się w węgierskiej stolicy.

Węgrzy przejmują pałeczkę

To właśnie Węgrzy od kilku miesięcy mocno naciskają na realizację projektu, której realizacja wcześniej, pod austriackim przewodnictwem, nie zapowiadała się pomyślnie. Teraz szef projektu Reinhard Mitschek ocenia, że w jeszcze w tym roku będzie zielone światło dla rozpoczęcia prac.

- W 2010 roku rozpoczniemy prace, a w 2013 roku gaz zacznie docierać do austriackiego terminalu Baumgarten - powiedział Mitschek w austriackim radiu.

Nabucco ma liczyć 3300 km i biec przez terytorium Turcji, Bułgarii, Rumunii i Węgier, kończąc bieg w Austrii. Rurociąg ten zaopatrywałby Unię w gaz pochodzący znad Morza Kaspijskiego i z Azji Środkowej.

Szansa na dywersyfikację dla kontynentu

Koszty budowy Nabucco szacuje się na 8 miliardów euro. Wciąż nie jest jednak jasne, kto zapełni go surowcem, choć tempa nabrały rozmowy z głównym dostarczycielem błękitnego paliwa - Turkmenistanem. To tam odkryto ostatnio nowe wielkie złoża, ok. 18 bln m3.

Austriacki OMV i niemiecki RWE zawiązały nawet spółkę, która w efekcie ma zaowocować budową gazociągu po dnie Morza Kaspijskiego.

Europejczycy muszą się spieszyć, by bardziej lukratywnego kontraktu z Turkmenami nie zawarli Rosjanie, którzy chcą puścić pod dnie Morza Czarnego konkurencyjny dla Nabucco gazociąg o nazwie South Stream.

W przeciwieństwie jednak do projektu europejskiego, wobec gospodarczego kryzysu, plany budowy rosyjskiej rury stoją pod znakiem zapytania. Przyczyny przyspieszenia są jednak przede wszystkim natury geopolitycznej - Nabucco po prostu omijałby Rosję, chroniąc Europę przed nieprzewidywalnymi decyzjami Kremla i Gazpromu w każdej chwili grożącymi kontynentowi odcięciem kurków.

Bułgaria też chce mieć inne źródła

W poniedziałek na krok w kierunku dywersyfikacji źródeł gazu podjęła też w całości uzależniona od rosyjskiego gazu Bułgaria. Sofia zamierza poprosić w poniedziałek UE o pomoc w wysokości 900 milionów euro na konieczne do osiągnięcia tego celu inwestycje.

Władze bułgarskie w obawie przed powtórzeniem się kryzysu zaproponowały budowę odgałęzienia gazociągu Turcja-Grecja-Włochy, którą (na razie do Grecji, budowa odcinka do Włoch ma ruszyć w tym roku) płynie nadkaspijski gaz. Nitka z greckiego portu Komotini do Płowdiwu miałaby długość 70 km i budowę można byłoby zrealizować względnie szybko.

Pieniądze musi wyłożyć Unia Europejska

Brakujący odcinek łączący gazociąg z Grecją miałby kosztować 125 milionów euro. Koszt skromniejszego odcinka, łaczącego kraj z Rumunią, oszacowano na 30 milionów euro.

Bułgaria chce poza tym za sumę 250 milionów euro zwiększyć zdolność składowania gazu w magazynie we wsi Cziren koło Wracy na północnym-zachodzie kraju. Sofia myśli też o przeznaczeniu 500 milionów euro na terminal do odbioru gazu skroplonego.

Wszystkie te inwestycje stanowią "sumę niezwykle ważną, niemożliwą do sfinansowania przez samą Bułgarię" - przyznał szef resortu gospodarki i energetyki.

Źródło: tvn24.pl, PAP