Dywersja, desant, pancerne natarcie. Tak wyglądałby rosyjski "blitzkrieg"?

TVN24

mil.ruUkraińskie wojsko nie byłoby w stanie oprzeć się Rosjanom

- Celem ewentualnej rosyjskiej agresji na Ukrainę byłby totalny blitzkrieg. Ustanowienie nowej granicy, zanim sami Ukraińcy czy Zachód zdołaliby zareagować - pisze jeden z czołowych ekspertów ds. bezpieczeństwa Rosji, dr Mark Galeotti. Przedstawia scenariusz, w którym rosyjskie wojska uderzyłyby w kluczowe punkty infrastruktury, szeroko wykorzystały desanty z powietrza oraz siły specjalne. Celem byłoby szybkie zagarnięcie wybranego fragmentu kraju i postawienie świata przed faktem dokonanym.

Galeotti jest pracownikiem uniwersytetu Nowego Jorku i autorem wielu publikacji na temat polityki bezpieczeństwa Rosji, rosyjskiej przestępczości zorganizowanej i służb specjalnych. Ekspert zaznacza, że otwarta zbrojna agresja Rosji na Ukrainę wydaje się być bezsensownym pomysłem. - Jednak tak samo nielogiczna wydawała się aneksja Krymu. Musimy zaakceptować, że Władimir Putin działa w oparciu o zupełnie odmienną ocenę sytuacji i system wartości - przestrzega na swoim blogu.

Ustanowienie nowej granicy

Atak na Ukrainę nie miałby na celu zajęcia całego kraju i próby ustanowienia okupacji. Chodziłoby o szybkie dojście wojsk do założonej wcześniej linii, która faktem dokonanym stałaby się nową granicą Rosji z Ukrainą. Zajęte tereny, zamieszkane w większości przez ludność rosyjskojęzyczną, byłyby przedstawiane jako "wyzwolone" spod terroru skrajnych nacjonalistów z Kijowa. - Wyprodukowanie jakiegoś pretekstu byłoby łatwe - pisze Galeotti.

Pomimo tego, że Rosjanie posiadają co najmniej dwukrotną przewagę liczebną i znaczącą przewagę jakościową, to interwencja, zdaniem analityka, nie byłaby "łatwym spacerkiem". Agresorzy musieliby się liczyć z oporem znacznej części ludności na zajętych terenach a nawet ewentualną partyzantką. Ukraińskie wojsko prawdopodobnie stanęłoby do boju, w przeciwieństwie do sytuacji na Krymie. Na samą Rosję najprawdopodobniej spadłyby znacznie bardziej dotkliwe sankcje niż dotychczas.

Według Galeottiego optymalny czas na ewentualny atak już minął. Należało go przeprowadzić najpóźniej w minionym tygodniu, bowiem czas działa na niekorzyść Rosjan. Władza w Kijowie krzepnie, a Zachód ma więcej czasu na formułowanie ewentualnej reakcji. Na to samo w swojej analizie kilka dni temu zwracał uwagę Paweł Felgenhauer, ceniony rosyjski analityk wojskowości.

Przygotowanie od wewnątrz

Galeotti opisuje, jak jego zdaniem wyglądałaby agresja na Ukrainę. W gotowości do ataku jest około 80 tysięcy żołnierzy, zgromadzonych przy wschodniej i północno-wschodniej granicy, na odcinku od Biełgorodu do Rostowa nad Donem. Dysponują około 450 czołgami i pojazdami opancerzonymi, oraz 380 sztukami artylerii. Wspiera ich około 140 samolotów oraz 90 śmigłowców.

Zdaniem analityka, najbardziej znaczące jest nie tyle zgromadzenie wojsk nad granicą, ale przygotowanie znacznych zapasów amunicji, paliwa, leków i temu podobnych, które są niezbędne do podtrzymania szybkiej ofensywy.

Sam atak byłby "blitzkriegiem", podobnym do np. działań amerykańskich w Iraku, ale ze znacznie większym udziałem sił specjalnych i lokalnych kolaborantów. Najpierw do akcji ruszyłby specnaz GRU, który na całej Ukrainie miałby siać zamieszanie i przeprowadzać akcje sabotażu. Jednocześnie nawiązano by kontakty z tymi członkami ukraińskich specsłużb, którzy nie są zadowoleni z nowych władz w Kijowie, głównie w SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy), w której ma być wielu ukrytych współpracowników Rosjan.

Równocześnie trwałoby intensywne monitorowanie ukraińskiej komunikacji rządowej i wojskowej, w celu wypracowania metod jej podsłuchiwania i zakłócania. Nadzorowane byłyby ruchy ukraińskich wojsk, zwłaszcza lotnictwa. Bardzo pomocny w tym może być samolot Beriew A-50, czyli rosyjski odpowiednik zachodnich AWACS. Jedną taką maszynę niedawno przebazowano na Białoruś, gdzie mogłaby bezpiecznie operować nawet po wybuchu wojny.

Beriew A-50 ma za zadanie monitorować przestrzeń powietrzną i naprowadzać własne samoloty
Aleks Beltiukow | Wikipedia (CC BY-SA 2.0)

Główny atak

W "godzinie zero" nastąpiłby gwałtowny atak na całą ukraińską strukturę dowodzenia. Nie tylko przy pomocy bombardowania, ale też poprzez zakłócanie, ataki cybernetyczne i akty sabotażu. Rosyjskie lotnictwo od samego początku konfliktu na pewno zdobędzie dominację w powietrzu. Przy pomocy samolotów oraz rakiet nastąpiłby atak na infrastrukturę komunikacyjną, w celu sparaliżowania kraju i ewentualnych ruchów wojsk. Ogólnie celem byłoby wywoływanie maksymalnego chaosu i sparaliżowanie władz w Kijowie, tak aby nie były w stanie sprawnie reagować.

Główny atak, skierowany na duże miasta wschodniej Ukrainy, rozpoczęłyby siły specjalne i kolaboranci, których zadaniem byłoby zajęcie kilku lotnisk. Na nie samolotami przyleciałyby wojska powietrznodesantowe, których zadaniem byłoby opanowanie kluczowych punktów w miastach i umocnienie się. Desant musiałby wytrzymać ewentualne próby kontrataków Ukraińców przy pomocy wsparcia z powietrza.

Główne siły lądowe po przekroczeniu granicy miałyby za zadanie przede wszystkim dotrzeć do wojsk powietrznodesantowych, których główną bronią jest zaskoczenie i po początkowym ataku wymagają szybkiego wsparcia ciężkim uzbrojeniem. Zgodnie z doktryną blitzkriegu, główne miejsca koncentracji wojsk Ukraińskich byłyby omijane i blokowane. Czas na ich "oczyszczenie" byłby już po ustanowieniu linii granicznej przez czołówki pancerne i komandosów.

Za frontem na Ukrainę najpewniej wkroczyłyby wojska MSW, których zadaniem byłoby zapewnienie spokoju na zajętych obszarach. Jak zaznacza Galeotti, na wschodzie Ukrainy miasta owszem są zdominowane przez ludność rosyjskojęzyczną, ale na wsiach jest więcej Ukraińców, którzy mogliby próbować się opierać.

Rosja została pozbawiona prawa głosu w Zgromadzeniu Parlamentarnym po aneksji Krymu. Nagranie archiwalne: podpisanie umowy o przyłączeniu półwyspu do Federacji Rosyjskiej Reuters Archive
wideo 2/35

Autor: mk//gak / Źródło: In Moscow Shadows, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: