"Groźby i zastraszanie". Korespondent BBC, który informował o sytuacji Ujgurów, wyjechał z Chin

TVN24 | Świat

Autor:
ads/kg
Źródło:
PAP
Ujgurzy z prowincji SinciangReuters
wideo 2/2
ReutersUjgurzy z prowincji Sinciang

Korespondent BBC w Chinach John Sudworth przeniósł się na Tajwan, bo uznał dalszą pracę w Pekinie za zbyt ryzykowną. Powiedział, że "mierzy się z groźbami działań prawnych i olbrzymim nadzorem, utrudnianiem pracy i zastraszaniem" w związku z jego reportażami o "obozach reedukacji" dla Ujgurów w chińskim regionie Sinciang. Państwowe chińskie media oskarżają go o "produkowanie fake newsów" i grożą, że "nie ucieknie przed słusznym potępieniem".

John Sudworth powiedział na antenie BBC Radio 4, że w ostatnich miesiącach nasiliły się groźby chińskich władz pod jego adresem i reprezentowanego przez niego medium. Według klubu korespondentów zagranicznych w Pekinie (FCCC) Sudworth obawiał się o bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny.

- Mierzymy się teraz z groźbami działań prawnych i olbrzymim nadzorem, utrudnianiem pracy i zastraszaniem, zawsze i wszędzie, gdy próbujemy nagrywać – powiedział Sudworth. Dodał, że gdy wyjeżdżał z Chin kontynentalnych, śledzili go policjanci w cywilu.

FCCC wyraził na Twitterze zaniepokojenie nagłym wyjazdem Sudwortha po dziewięciu latach pracy w Chinach. Według klubu działania chińskich władz przeciwko reporterowi BBC "są częścią większego schematu prześladowania i zastraszania, który utrudnia pracę zagranicznych korespondentów w Chinach".

Chińskie państwowe media atakują BBC za reportaże o Ujgurach

Państwowy chiński dziennik "Global Times" pisze w środę, że Sudworth "ukrywa się na wyspie Tajwan", ale "jeśli dalej będzie masowo produkował fake newsy, by atakować i oczerniać Chiny, nie ucieknie przed słusznym potępieniem".

W ostatnich tygodniach podległe komunistycznym władzom chińskie media wielokrotnie atakowały Sudwortha i BBC za reportaże dotyczące doniesień o łamaniu praw człowieka Ujgurów i innych muzułmanów w regionie Sinciang na zachodzie Chin. Według Pekinu są to oszczerstwa, mające na celu zdyskredytowanie Chin.

Ujgurscy pracownicy przed bramą jednego z obozów w regionie Sinciang. Zdjęcie z 2018 rokuTHOMAS PETER/Reuters/Forum

"Praca Johna ujawniła prawdy, których chińskie władze nie chciały pokazywać światu"

BBC przekazywała między innymi relacje kobiet podających się za byłe więźniarki "obozów reedukacji" w Sinciangu, które twierdziły, że dochodzi tam do systematycznych gwałtów i nękania seksualnego. Opisywała też raporty niemieckiego badacza Adriana Zenza, według których władze dokonują przymusowych aborcji i sterylizacji na muzułmankach.

Brytyjska stacja przekazywała też doniesienia o zmuszaniu Ujgurów do ciężkiej pracy w fabrykach i na polach bawełny – jednego z głównych towarów eksportowych Sinciangu. W związku z tymi doniesieniami niektóre zachodnie firmy odzieżowe zadeklarowały, że nie będą używać bawełny z tego regionu, co doprowadziło do fali bojkotów ich produktów w Chinach.

"Praca Johna ujawniła prawdy, których chińskie władze nie chciały pokazywać światu" – oświadczyła BBC.

Komunistyczne władze Chin zaprzeczają zarzutom o łamanie praw człowieka w Sinciangu, określając je jako "największe kłamstwa stulecia". Twierdzą, że w regionie nie funkcjonują "obozy reedukacji", lecz ośrodki kształcenia zawodowego. Utrzymują też, że stanowcza kampania w Sinciangu przynosi dobre efekty w zwalczaniu terroryzmu, separatyzmu i islamskiego radykalizmu.

Prowincja SinciangTVN24, Google Maps

Autor:ads/kg

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Getty Images AsiaPac