Kto się interesuje choć trochę światem Hollywoodu, mógł w ostatnich dniach zobaczyć w sieci informację, że aktor Leonardo DiCaprio zniknął z mediów społecznościowych. Rozpisywano się o tym szeroko na wielu anglojęzycznych, ale i na polskich profilach. Miałoby to mieć związek z ujawnionymi dokumentami Jeffreya Epsteina. Leonardo DiCaprio nie tylko ma się w tych dokumentach pojawiać, lecz w dodatku mają tam być dowody na to, że jadał ludzkie mięso. A ponieważ za "jedzenie mięsa dzieci" internauci mieli zasypać profile słynnego aktora wyzwiskami i groźbami typu "Aresztować kanibala!" - więc postanowił on usunąć swoje konta z sieci.
Uspokajamy: profile społecznościowe Leonarda DiCaprio wciąż istnieją. Lecz wielu zapewne pomyśli, że są jakieś granice absurdu, a fake newsy o kanibalizmie aktora wykraczają na pewno daleko poza nie. Szczególnie w przypadku tak poważnej afery jak ta dotycząca dokumentów Jeffreya Epsteina.
Też tak sądziliśmy, dopóki nie prześledziliśmy, jak bardzo nowa teoria spiskowa wrasta w poważne doniesienia o wysoko postawionych osobach, które po ujawnieniu akt Epsteina rezygnują ze swoich stanowisk. Wydaje się niemożliwe, by Amerykanie - zamiast interesować się, kto kogo krzywdził przez tyle lat - woleli snuć jakieś niepotwierdzone teorie.
A jednak. Kto zna specyfikę Stanów Zjednoczonych, wie, że w kulturze politycznej tego kraju teorie spiskowe są obecne od zawsze. I że mają swoje role. Tak samo jest z tą o celebrytach-kanibalach. Ma ona podłoże polityczne i dobrze ilustruje, gdzie przebiegają podziały wśród Amerykanów.
Tylko że jej skutki wcale śmieszne nie są.