"Spadaj, bogaty głupku!". Najbogatszy Francuz pozywa gazetę

Bernard Arnault jest m
Bernard Arnault jest m
Źródło: LVMH
Bernard Arnault, prezes największego na świecie koncernu dóbr luksusowych LVMH, pozywa dziennik "Libération". Gniew najbogatszego Francuza wywołała okładka pisma, będąca odpowiedzią na doniesienia, że biznesmen stara się o belgijskie obywatelstwo, aby uniknąć płacenia podatków w ojczyźnie. Został na niej pokazany z walizką w ręku i tytułem: "Spadaj, bogaty głupku!".
"Liberation" napisał: "Casse-toi, riche con!" , co można przetłumaczyć "Spadaj, bogaty głupku!"
"Liberation" napisał: "Casse-toi, riche con!" , co można przetłumaczyć "Spadaj, bogaty głupku!"

"Bernard Arnault nie ma innego wyboru, zważywszy na skrajną obelżywość i publiczną zniewagę. Idzie do sądu, by oskarżyć gazetę o zniesławienie" - oświadczył jego prawnik, informując o podjęciu działań prawnych przeciwko "Libération".

Arnault, prezes największego na świecie koncernu dóbr luksusowych LVMH, do którego należą m.in. domy mody Louis Vuitton i Dior, uznał, że paryski dziennik go obraził.

Chodzi o okładkę z poniedziałku, na której uśmiechnięty biznesmen pokazany jest z walizką w ręku i tytułem: "Spadaj, bogaty głupku!" (nagłówek ma nawiązywać do słynnej gafy byłego prezydenta Sarkozy'ego, który do człowieka, który odmówił podania mu ręki, powiedział: "Spadaj, ty biedny draniu"). Poza tym, pismo nazwało Arnaulta "symbolem egoizmu i arogancji najbogatszych", zarzucając mu całkowity brak poczucia solidarności społecznej i patriotyzmu.

Szok nad Sekwaną

W ten sposób lewicowy "Libération" potępił Arnaulta - najbogatszego Francuza i czwartego najbogatszego człowieka świata - za starania o belgijskie obywatelstwo. Według pisma, 63-letni właściciel LVMH chce uciec od zapowiadanego przez Francois Hollande'a 75-procentowego "antykryzysowego" podatku dochodowego, który mieliby przez 2 lata płacić wszyscy, którzy zarabiają ponad milion euro rocznie.

Decyzja biznesmena wywołała nad Sekwaną szok. Prezydent Hollande oświadczył, że "Arnault musi ocenić, czym jest staranie się o obywatelstwo innego kraju, a czym duma z bycia Francuzem". - Chcę uzdrowić gospodarkę. Trzeba odwołać się do patriotyzmu w tym trudnym czasie - dodał.

Choć biznesmen zaprzeczył, jakoby chciał uciec przed fiskusem, następnego dnia "Liberation" znowu weszło z nim w polemikę: "Bernard, jeśli wrócisz, zapomnimy o wszystkim"
Choć biznesmen zaprzeczył, jakoby chciał uciec przed fiskusem, następnego dnia "Liberation" znowu weszło z nim w polemikę: "Bernard, jeśli wrócisz, zapomnimy o wszystkim"

Biznesmena skrytykowali także inni politycy. Minister finansów Pierre Moscovici stwierdził, że Arnault popełnił błąd, bo "kiedy kieruje się dużą firmą, trzeba dawać dobry przykład". Eurodeputowany Jean-Luc Melenchon uznał, że decyzja miliardera złości go i upokarza tak, jak innych Francuzów. Przywódczyni Frontu Narodowego, Marine Le Pen zarzuciła Arnaultowi "skandaliczne postępowanie".

"Jestem i pozostanę podatnikiem we Francji"

Arnault po tej fali krytyki zaprzeczył, jakoby miał wyprowadzić się z kraju, by uciec przed fiskusem. - Jestem i pozostanę podatnikiem we Francji i wywiążę się, jak wszyscy Francuzi, z obowiązków podatkowych. Nasz kraj musi liczyć na wkład każdego wobec głębokiego kryzysu gospodarczego w warunkach dużych ograniczeń budżetowych - powiedział agencji AFP. I dodał, że starania o podwójne obywatelstwo wynikają z powodów osobistych i podjął je kilka miesięcy temu.

Belgijskie media przypominają, że Arnault jest związany z tym krajem rodzinnie, ma apartament w Brukseli i bywa tam 3-4 razy w miesiącu. Twierdzą, że potrzebuje belgijskiego paszportu, bo chce sfinalizować nową inwestycję. Być może projekt wiąże się z belgijskim miliarderem Albertem Frere, biznesowym partnerem Francuza.

"Libération" wytknął jednak bliskiemu przyjacielowi Sarkozy'ego (był m.in. świadkiem na jego ślubie z Carlą Bruni), że już raz uciekł przed fiskusem. Wyemigrował na 3 lata do USA po zwycięstwie Francois Mitterranda w wyborach prezydenckich w 1981 roku. Wrócił, gdy socjaliści obrali bardziej liberalny kurs w gospodarce.

Decyzja Bernarda Arnault wywołała medialną debatę: i we Francji, i w Belgii
Decyzja Bernarda Arnault wywołała medialną debatę: i we Francji, i w Belgii

Potentat rynku luksusu

Bernard Arnault pochodzi z bardzo zamożnej rodziny przedsiębiorców z Roubaix, niedaleko granicy z Belgią.

Jego fortuna jest szacowana na 21 mld euro. To efekt sukcesu koncernu, którego jest właścicielem - Moët Hennessy Louis Vuitton (LVMH). Zarabia na luksusowych wyrobach: ubraniach, torebkach, zegarkach, winach, biżuterii i kosmetykach. Do koncernu należą takie modowe marki, jak Christian Dior, Givenchy, Céline, Louis Vuitton, Marc Jacobs, Kenzo i Fendi; firmy produkujące najbardziej renomowane marki szampanów, m.in. Moët & Chandon, Dom Prignon i Krug; firmy jubilerskie Chaumet i Bulgari oraz producenci zegarków, m.in. TAG Heuer.

Arnault posiada także m.in. wyspę Indigo Island położoną na Bahamach (jej wynajem kosztuje 300 tys. dolarów za tydzień), a także hotel Cheval Blanc w narciarskim kurorcie Courchevel.

Autor: Agnieszka Kowalska/k / Źródło: Daily Telegraph, Guardian, tvn24.pl

Czytaj także: