|

Tu wojna przychodzi SMS-em. Jak się żyje w cieniu alertów w Bieszczadach?

Alerty? Przeczytam i usuwam. A co mam robić? - mówi mieszkanka Ustrzyk Dolnych
Alerty? Przeczytam i usuwam. A co mam robić? - mówi mieszkanka Ustrzyk Dolnych
Źródło zdj. gł.: Martyna Sokołowska/tvn24.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Telefon sygnalizuje każde kolejne ostrzeżenie, czasem chwilę później odzywają się syreny. W przygranicznych miejscowościach Bieszczad wojna w Ukrainie nie jest wiadomością z telewizji. Ma dźwięk, który mieszkańcy dobrze znają. Sprawdzamy, jak wygląda codzienność w cieniu alertów.Artykuł dostępny w subskrypcji

Godzina 7.09. Budzi mnie dźwięk telefonu. Odczytuję SMS-a. "UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów". 34 minuty później przychodzi kolejny SMS: "UWAGA! Zakończył się atak powietrzny na Ukrainie. Brak zagrożenia na terenie Polski".

Wiadomości o tej treści od 20 sierpnia 2026 roku regularnie dostają mieszkańcy województwa podkarpackiego i lubelskiego. Zaczęły przychodzić po tym, gdy 30 lipca rosyjski pocisk naruszył polską przestrzeń powietrzną i spadł w okolicach Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie. Po zarzutach dotyczących nieskuteczności systemu ostrzegania Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapowiedziały szybsze przekazywanie informacji o zagrożeniach za pośrednictwem SMS-ów, nawet gdy dotyczą one jeszcze terytorium Ukrainy. I tak też się dzieje.

Pozostało 88% artykułu
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak wygląda codzienne życie w Bieszczadach przy powtarzających się wojennych alertach.
Jakie środki ostrożności podejmują mieszkańcy przygranicznych miejscowości.
Jakie są największe obawy i wyzwania związane z brakiem schronów i infrastruktury.
Jak mieszkańcy radzą sobie psychicznie z ciągłym poczuciem zagrożenia.
Czytaj także: