Premium

Złe oko i róża, bo fryzjerka nogi miała ładne

We wsi jest górka. Na górce stoi krzyż, czyli tak zwana Bożamęka. Kaszubi stawiali je niegdyś, żeby złe moce nie miały wstępu tam, gdzie żyją ludzie. Jezusy chroniły przed urokami, dzieląc świat na dwie części. Jedną przyjazną, bo poświęconą i drugą, gdzie pùrtk, Smãntk, bùszk czy inny kòpëtnik, hasają swobodnie po miedzach.  

Tu zajeżdżam, parkuję, czekam. Podjeżdża auto, starszy człowiek w środku rozpoznaje mnie, kiwa, mam jechać za nim.

Jadę więc, nie wiedząc, co z tego wszystkiego może wyniknąć. Nie mam róży, czymkolwiek ona jest, ale ostatnio pojawiły się u mnie problemy z bezsennością. Może kobiety będą w stanie mi pomóc.

Gadôjce proszã pò kaszëbskù

Nie ma drewnianej chatki, ziół suszących się nad kominkiem, czarnego kota, zasuszonej żmii, półek zastawionych słoikami z podejrzanymi substancjami. Jest za to pralka, która właśnie zaczyna wirować, czajnik elektryczny, stół, a na nim pierniki toruńskie i kupione w sklepie ciasto, i cała masa tematów do omówienia. Oczywiście po kaszubsku.

Panie są dwie, jedna – Maria, ma chyba ze sto lat, druga – Gabriela, nieco młodsza. Nie zgadzają się na ujawnienie nazwisk, nagrywanie kamerą czy robienie zdjęć. Wkrótce dowiem się dlaczego.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo