W sobotę wieczorem służby po fałszywym zgłoszeniu siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, które - jak podała rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka - należy do członka rodziny prezydenta Karola Nawrockiego. Jeszcze w nocy odbyła się pilna narada w resorcie spraw wewnętrznych i administracji z udziałem szefów służb. Następnie w niedzielę rano miała miejsce odprawa rządu i przedstawicieli służb zwołana przez premiera Donalda Tuska.
Do sprawy odniósł się w "Faktach po Faktach" w TVN24 szef MSWiA Marcin Kierwiński. Powiedział, że służby "prowadzą bardzo intensywne śledztwo".
Opowiadał o zgłoszeniu i przeprowadzonej interwencji. Przekazał, że były "dwa zgłoszenia SMS-owe". Jak mówił zgłoszenie dotarło "do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego o dymie, o tym, że są osoby, które nie oddychają w pomieszczeniu".
Dodał, że zadysponowano "zgodnie z procedurą straż pożarną, policję i zespół ratownictwa".
- Straż dojeżdża pierwsza na miejsce zdarzenia. Patrzy, że nie ma dymu. Zagląda z zewnątrz do tego mieszkania (...). Równolegle przychodzi drugie zgłoszenie, które mówi o tym, że jest tam osoba, która straciła funkcje życiowe (...). Wtedy dowódca operacji podejmuje decyzję w związku z zagrożeniem życia, aby otworzyć to mieszkanie - relacjonował szef MSWiA.
Dodał, że wcześniej służby dzwoniły poprzez domofon. - Strażacy, którzy podejmują tę próbę, mają wrażenie i mówili to swoim dowódcom, jakby ktoś odbierał domofon i odkładał ten domofon - powiedział Kierwiński.
Dodał, że stąd taka decyzja, zgodna z procedurami, "o otworzeniu drzwi". - Tam zamki zostały wyłamane tak, żeby można było wejść - mówił.
"Dowiedziano się, że na miejsce zmierza siostra pana prezydenta"
Pytany, kiedy okazało się, że mieszkanie należy do rodziny prezydenta. - Z tego, co wiem od komendanta głównego straży pożarnej, chwilę później chyba od jednej z sąsiadek dowiedziano się, że na miejsce zmierza siostra pana prezydenta, która zresztą przejęła niejako od straży i policji to mieszkanie po tej interwencji - powiedział.
Kierwiński mówił, że o zdarzeniu rozmawiał bezpośrednio z premierem. Pytany, czy Donald Tusk rozmawiał z prezydentem osobiście, odparł, że z tego, co wie, kontaktowali się. - Nie wiem, czy była to rozmowa - dodał.
- Ja zresztą też, jak tylko powziąłem informacje na ten temat, kontaktowałem się z jednym z ministrów pana prezydenta (...). Ten pan minister, nie chcę zdradzać nazwiska, ale też miał tę informację bezpośrednio, ponieważ na miejsce dotarł także syn pana prezydenta, który ma ochronę SOP. Tam też oficerowie SOP byli na bieżąco - relacjonował szef MSWiA.
Szef MSWiA: mieszkanie nie podlega ochronie SOP-u
Kierwiński powiedział też, że "to jest mieszkanie należące do matki pana prezydenta, nie do pana prezydenta, jak niektórzy starają się powiedzieć".
Dodał, że "to mieszkanie nie było zgłaszane ani przez pana prezydenta, ani przez jego urzędników do tego, aby było mieszkaniem, w którym na stałe przebywa pan prezydent". - Nie podlega jako takie ochronie SOP-u - dodał.
"Dopadniemy tych, którzy dopuścili się tych zgłoszeń"
- Służby prowadzą bardzo intensywne dochodzenie od zeszłego tygodnia. Zresztą wczoraj informowałem panów ministra [Pawła] Szefernakera [szefa gabinetu prezydenta - red.] i szefa BBN [Bartosza Grodeckiego - red.], w którym kierunku zmierzają te śledztwa - mówił w "Faktach po Faktach" Kierwiński, odnosząc się do fałszywych zgłoszeń.
Kierwiński wyraził przekonanie, że sprawcy zgłoszeń "zostaną szybko złapani".
- Jest zespół. Komenda Stołeczna Policji współpracuje na bieżąco z Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości - mówił. Dodał że w niedzielę premier "zadaniował wszystkie służby (...), żeby potraktowały tę sprawę z najwyższym priorytetem".
- Dopadniemy tych, którzy dopuścili się tych zgłoszeń - oświadczył.