Premium

Czy Piastowie śnili o latających wężach? 

Zdjęcie: Konrad Ożgo

Wikingowie byli sexy, podbili pół świata i nosili odlotową broń oraz biżuterię. Tymczasem Słowianie jedli żur i chodzili w podartych portkach. Nawet Mieszko musiał sprowadzić wikingów, żeby stworzyli mu państwo. Taki obraz przeszłości proponuje nam popkultura i… srodze się myli.

Wyobraźnię naszych przodków zaludniały fantastyczne stwory, których nie powstydziłby się twórca Wiedźmina. Co więcej, Słowianie potrafili ukazać je w elitarnej sztuce, która długo uchodziła za robotę Skandynawów. Do czasu, aż nad zabytkami nie pochylił się archeolog Leszek Gardeła. 

Aleksander Przybylski: "Panie doktorze, wszędzie widzę węże!" - to o panu?

Leszek Gardeła*: Chyba tak (śmiech). A mówiąc poważnie, to nie wszędzie, ale na szczególnej kategorii wczesnośredniowiecznych przedmiotów. No i nie tylko węże, ale też inne istoty.

Pan sądzi, że są one nasze, przez nas zrobione i że możemy nimi otwierać oczy niedowiarkom?

Czas powiedzieć to głośno i wyraźnie: Słowiańszczyzna jest cool! Zawodowo zajmuję się wczesnośredniowieczną Skandynawią, napisałem na ten temat ponad sto artykułów i pięć książek. Przeglądając muzealne magazyny, obejrzałem setki przedmiotów, takich jak broń, biżuteria, narzędzia. I narastało we mnie przekonanie, że wiele zabytków z terenu Polski, które nasi archeolodzy uznawali za skandynawskie importy, tak naprawdę nie ma z wikingami nic wspólnego. Że pokryte są zdobieniami, które są rodzime i nijak się mają do manier zdobniczych Północy.

Replika ostrogi odkrytej na cmentarzysku w CiepłemWykonanie i fot. T. Czyszczoń

Jakie to motywy?

To wyobrażenia wspomnianych węży lub gadokształtnych stworów, często uskrzydlonych. To przedstawienia ptaków, bydła oraz koni, co ciekawe, niekiedy także mających skrzydła lub psie ogony. To falujące motywy, symbolizujące praocean. Zresztą…. (Leszek Gardeła wyciąga z plecaka parę ostróg zawiniętych w bąbelkową folię). To bardzo dobra kopia szczególnych ostróg, które znamy z kilku stanowisk archeologicznych na terenie Polski. W X i XI wieku nosili je przedstawiciele tutejszych elit. Nazywamy je ostrogami zoomorficznymi lub typu lutomierskiego, bo na cmentarzysku w tej miejscowości znaleziono je po raz pierwszy.

Proszę zobaczyć, jak bogato są zdobione. Nad falistą linią zakończoną głowami węży kroczą zwierzęta przypominające krowy. Może pasą się na wyspie, którą otacza bezkresna woda? Na bodźcu ostrogi stoi koń z wygiętą szyją, a sprzączki i okucia, którymi mocowane były ostrogi, zdobią smocze, wężowe bądź ptasie wyobrażenia.

Ptak czy może jednak smok? Okucie paska spinającego ostrogę w typie lutomierskimMuzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi

Twierdzi pan, że w tej ostrodze zaklęty jest świat?

Dokładnie to, jak Słowianie wyobrażali sobie jego stworzenie, czyli mit kosmogoniczny. Wątkiem tym zająłem się wraz z odkrywczynią ostróg, świętej pamięci Zdzisławą Ratajczyk z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku oraz doktorem Kamilem Kajkowskim z Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie, specjalistą od dawnej obrzędowości słowiańskiej. Z przekazów ludowych wiemy, że u zarania czasu, cytując klasyka, nie było niczego, tylko bezkresny ocean. Po oceanie w łódce płynęła postać. Na imię jej było Bóg. W pewnym momencie z morskiej piany wyłoniła się kolejna istota, której na imię było Diabeł i wsiadła do łódki. Wkrótce Bóg postanowił stworzyć świat. By to uczynić, potrzebował zaczynu w postaci grudki ziemi. Poprosił więc Diabła, by ten zanurkował i wydobył z dna garść ziemi. Chytry Diabeł zrobił to ochoczo, ale ziemię wziął w imię swoje. Gdy wypłynął na powierzchnię, okazało się, że w zaciśniętej dłoni nie miał ani ziarenka. Dopiero gdy za kolejnym razem Diabeł wziął ziemię w imię boże i własne, w dłoni ostało się malutkie ziarnko piasku. Bóg rzucił je na wodę i ziarnko urosło do rozmiarów wyspy.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo