Premium

"Politycznych tu nie brakuje. Można ich rozpoznać z daleka, po żółtej łacie"

W tym kraju do kolonii karnej można trafić na kilka lat za nieżyczliwy w stosunku do władz czy milicjantów komentarz w portalu społecznościowym, a na kilkanaście dni za posiadanie biało-czerwono-białego kartonu po telewizorze, którego producent przypadkowo skopiował barwy flagi białoruskiej opozycji. Reżim zastrasza każdego i każdy ma się pilnować.

Obecnie na Białorusi jest 460 więźniów politycznych. To zwykli obywatele, politycy opozycyjni, aktywiści i dziennikarze.

Ale od czasu sfałszowanych wyborów prezydenckich do białoruskich aresztów trafiło na krócej bądź dłużej kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów. To tam czekają na decyzję sądu bądź na przewiezienie do kolonii karnej po wyroku. W izolatorze śledczym można spędzić nawet kilka miesięcy i to nie na podstawie decyzji sądu – jak to jest w większości demokratycznych państw świata, a nawet w Rosji – ale sankcji prokuratora. To jeszcze zwyczaj z czasów radzieckich.

W takim izolatorze śledczym przebywa aktualnie Raman Pratasiewicz, który został zatrzymany 23 maja na lotnisku w Mińsku po bezprecedensowej akcji zmuszenia do lądowania pasażerskiego samolotu lecącego z Aten do Wilna. Po wyroku były współprowadzący serwis Nexta trafi zapewne, jak większość więźniów politycznych, do kolonii karnej.

Raman Pratasiewicz w 2017 rokuPAP/EPA

Oficjalnie to kolonie roboczo-poprawcze. Nie sposób przesądzić, czy może znaleźć się w takiej o zwykłym, wzmocnionym czy zaostrzonym rygorze. W każdej z nich więzień jest zobowiązany do podjęcia pracy, najczęściej na terenie samej kolonii. Dostaje za nią minimalną pensję krajową – 400 rubli białoruskich, czyli około 600 złotych. Większości z tej kwoty więzień nie zobaczy, kolonia odlicza bowiem kwotę potrzebną na jego utrzymanie.

Na Białorusi funkcjonują także więzienia bądź "cele o charakterze więziennym" w koloniach karnych. To miejsca, gdzie swoboda poruszania więźniów jest znacznie ograniczona. W przeciwieństwie do kolonii nie można się po nich przemieszczać w czasie wolnym od pracy, którego w samych koloniach i tak jest bardzo mało.

Białoruskie sądy skazują także na tak zwaną chemię. Nazwa pochodzi jeszcze z czasów radzieckich, gdy skazani pracowali w zakładach chemicznych, często przy toksycznej produkcji. "Chemia domowa" oznacza faktycznie areszt domowy, ale skazany może wykonywać swoją dotychczasową pracę. W przypadku "chemii ze skierowaniem" jest wysyłany do innego miasta, gdzie mieszka w wyznaczonym miejscu i musi znaleźć nowe zatrudnienie. 

Białoruskich więźniów politycznych można wyliczać i wyliczać, wymienieni poniżej to tylko ci najbardziej znani, o których ktoś usłyszał, których losem zainteresował się świat.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo