Premium

"Ostatnia Wieczerza" to było zamówienie, które otrzymał dobry rzemieślnik. A "Dama" nie jest z "łasiczką"

Zdjęcie: fot. Antonina Długosińska

Widzisz "Ostatnią Wieczerzę" – myślisz Leonardo da Vinci. Dlaczego? I dlaczego właśnie on dostał to zlecenie? To proste – był wtedy jednym z najlepszych twórców identyfikacji wizualnej. Znakiem czasów może być też inskrypcja "Johannes de Eyck był tutaj". Podobne napisy znajdziemy dziś w autobusie, górskim schronisku czy na wieży Eiffla. Jakie sekrety kryją w sobie obrazy, które wszyscy znamy?

"Ostatnia Wieczerza" zachwyca od przeszło 500 lat. Zachwyca – i słusznie, bo Leonardo da Vinci namalował scenę, która stała się punktem odniesienia dla całej ikonografii chrześcijańskiej. Zastosował w niej chwyty, które do dziś sprawiają, że obraz oglądamy w taki, a nie inny sposób. Choć nie można odmówić wielkiemu mistrzowi geniuszu, "Ostatnia Wieczerza" to techniczny bubel i wiedział o tym już sam Leonardo, który dzieło poprawiał jeszcze za swojego życia.

Podczas gdy z najsłynniejszego fresku świata odpadały kolejne fragmenty farby, w Meksyku zachował się niezwykły wizerunek Matki Boskiej. Obraz tak tajemniczy, że do dziś nie wiadomo, jak powstał, ani jakim cudem zachował się w tak dobrym stanie.

Równie tajemnicze jest też "selfie" Jana van Eycka, które prawdopodobnie zostawił na swoim obrazie. A dama z łasiczką – to tak naprawdę dama z gronostajem, z dworską historią romansu w tle. 

Z Piotrem Janowczykiem – wykładowcą historii sztuki i artystą wizualnym rozmawia Antonina Długosińska.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo