Premium

Historia i istorja. Trudne lekcje w polsko-ukraińskich klasach

Zdjęcie: Shutterstock

- To nie tylko Wołyń! - zastrzegają nauczyciele, gdy pytam o lekcje polsko-ukraińskiej historii. Ale nasze dzieci często nie wiedzą, że ucząc się o Rusinach, uczą się o przeszłości Ukrainy. Tak jak młodzi Ukraińcy mogą nie zdawać sobie sprawy, że powstanie Chmielnickiego to dla nas coś innego niż dla nich. Dziś, gdy w jednej klasie siedzą dzieci mówiące nawet w trzech różnych językach, uczenie historii wymaga wyjątkowej czujności i wrażliwości.

Dla nich Bolesław Chrobry to nie tyle pierwszy koronowany władca Polski, który odbył wyprawę kijowską. To przede wszystkim teść księcia kijowskiego Świętopełka. I pomógł mu odzyskać miasto w walce z braćmi.

Kazimierz Wielki? W niektórych ukraińskich podręcznikach można przeczytać, że wcielenie przez niego Rusi Halickiej to bezprawny podbój, z tłem religijnym.

Idźmy dalej.

Unia lubelska i Rzeczpospolita Obojga Narodów? "W szkole ukraińskiej prezentowane są jako wydarzenie i państwo, które z jednej strony zjednoczyły ziemie ukraińskie, a zarazem - sprzyjały polonizacji ukraińskiej (ruskiej) elity narodowej".

Im dalej w historię polsko-ukraińską, tym wyzwań dla nauczycieli więcej. Skąd to wiem? Nauczyciel historii Ukrainy i wiedzy o Ukrainie (to osobne przedmioty) Oleksandr Pustovyi zebrał to wszystko w poradniku "Ukraińscy uczniowie i uczennice w naszej klasie". Tuż po agresji Rosji na Ukrainę opublikowała go Szkoła Edukacji Uniwersytetu Warszawskiego i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

PORADNIK O NAUCZANIU HISTORII W POLSKO-UKRAIŃSKICH KLASACH >>>

Dowiedziałam się o nim, bo w czasie rozmowy właśnie do tego poradnika wielokrotnie odsyłali mnie nauczyciele historii - Jacek Staniszewski i Jakub Lorenc. Oni na co dzień kształcą innych nauczycieli w Szkole Edukacji, ale pracują też z dziećmi w niepublicznych szkołach. Staniszewski - w Akademii Dobrej Edukacji, Lorenc - w Monnet International School.

To właśnie ich zapytałam: jak uczyć historii w polsko-ukraińskich klasach? Odsyłając mnie do poradnika Pustovyia, nie uchylali się od odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. Podkreślali, że to z jego wsparciem lepiej mogli mi odpowiedzieć na to pytanie. Rozmawialiśmy więc o tym, co czeka historyków na lekcjach i dlaczego to ważne nawet dla tych, którzy nie chodzą do szkoły.

Kiedy pierogi ruskie zmieniają się w ukraińskie

Dla mnie ta lekcja zaczęła się 28 lutego, kilka dni po agresji Rosji na Ukrainę. To wtedy Staniszewski, Lorenc i trzeci wykładowca Szkoły Edukacji Uniwersytetu Warszawskiego i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności Aleksander Pawlicki opublikowali w sieci nowy odcinek swojego podcastu "Podcasterix". Nagrali go już trzeciego dnia wojny, rozważając m.in., czy w szkolnej klasie w tym przypadku można być neutralnym, jak unikać myślenia chłopka-roztropka, czy wywoływać temat, czy jednak czekać na inicjatywę uczniów.

Pawlicki pod koniec tej rozmowy zwrócił się do kolegów ze zdaniem, że "trzeba mieć świadomość, że cokolwiek powiemy, ma potężną wagę", a "nauczyciele będą musieli się teraz wiele nauczyć".

Dwa tygodnie później zapytałam więc Lorenca i Staniszewskiego: czego się już nauczyliście?

- Najwięcej chyba wrażliwości - zaczyna Staniszewski. - Choć w klasie nie mam jeszcze uczniów z Ukrainy, to każdego dnia obserwuję, że polskie dzieci dużo rozmawiają o tym w domach. A potem na lekcjach wiele rzeczy dotyczących bieżącej sytuacji zaczynają odnosić do omawianych tematów. Sam też się na tym łapię. Na przykład zwykle dość szybko omawiam zasady unii lubelskiej wprowadzającej Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Teraz mówiłem o wiele więcej, bo dzieci wyraźnie pytały o historię terenów kijowskich, a już Litwa mniej je interesowała. Ukraina zaczęła istnieć w ich świadomości dopiero teraz, choć to może dziwić, bo Ukrainy jest w naszej edukacji dużo…

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo