Maciuś. Pingwin, który rozkochał w sobie nie tylko Międzywodzie

Ratownicy z pingwinem
"Wydawało się, że dzieci gonią kaczkę. Okazało, że to jest pingwin"
Źródło wideo: materiały archiwalne
Źródło zdj. gł.: Jerzy Hilszer
To była wielka ucieczka z radzieckiego statku. Najpierw wpław przez Morze Bałtyckie, potem autobusem, pociągiem i tramwajem do azylu w Poznaniu. Taką niezwykłą drogę przed 60 laty pokonał pewien... pingwin. Dotarliśmy do osób, które go widziały.

"Jak donosi Agencja TASS, radzieccy naukowcy przebywający na Antarktydzie odkryli wielką kolonię pingwinów. W osadzie znajduje się około 10 tys. tych rzadkich ptaków" - informowała 15 lipca 1966 roku Polska Agencja Prasowa.

Dziewięć dni później na plaży w Międzywodziu jeden z ratowników dostrzegł, że dzieci bawią się w wodzie z jakimś zwierzęciem.

- Wydawało się, że dzieci gonią kaczkę. Okazało, że to jest pingwin. Złapał go i zabraliśmy go do pakamery, którą mieliśmy przy plaży - mówi Jerzy Hilszer, który od 1964 roku w wakacje z bratem i kolegami z Politechniki Poznańskiej dorabiali jako ratownicy w Międzywodziu.

Na łapce miał kawałek sznurka, którym prawdopodobnie wcześniej był przywiązany na statku. Zerwał go i znalazł się w wodzie.

Datki za zdjęcie

Informacja o tym, że na plaży znalazł się pingwin, rozniosła się błyskawicznie. - Wszyscy wokoło o tym mówili. Tato z babcią nas zabrali nad morze. Widziałam tego pingwina, jak był ogrodzony parawanami - taką zagrodę zrobili mu ratownicy. Dookoła było pełno ludzi, każdy zdziwiony, bo rzadko kto widział takiego ptaka na dwóch nogach, który nie fruwa. Kto miał aparat, ten robił sobie zdjęcia - mówi Elżbieta Szymańska, która miała wówczas pięć lat.

Oni nie mieli.

Plażowa zagroda dla Maciusia
Plażowa zagroda dla Maciusia
Źródło zdjęcia: Jerzy Hilszer

Zdjęcie przy pingwinie ma za to Mariusz Ostanek. - Na fotografii z Maciusiem mam zaledwie dwa lata, dlatego niewiele pamiętam z tamtych wakacji. Wszystko, co wiem o tym niezwykłym wydarzeniu, znam z opowiadań mojej mamy, która również jest ze mną na zdjęciu, a także mojego starszego rodzeństwa - mówi. Jego rodzina przyjeżdżała na wakacje co roku, bo mieścił się tu ośrodek wczasowy dla pracowników zakładów Bacutil przerabiających odpady pochodzenia zwierzęcego.

- Pewnego razu zobaczyłam duże zgromadzenie. Wbiegłam z moim dwuletnim syneczkiem. Zobaczyłam, że grupa studentów zbiera na karmę dla pingwina. Okazało się, że ratownicy wyłowili go z morza, a studenci - jak to studenci - zwęszyli na tym mały biznes. Oczywiście zrobiłam sobie zdjęcie z synem - mówi jego matka Antonina Andersson.

Dwuletni Mariusz Ostanek z mamą Antoniną i pingwinem Maciusiem na plaży w Międzywodziu
Dwuletni Mariusz Ostanek z mamą Antoniną i pingwinem Maciusiem na plaży w Międzywodziu
Źródło zdjęcia: Mariusz Ostanek

Ich sąsiadem w Międzywodziu był wtedy Emil Karewicz. Aktor nie był jeszcze wtedy kojarzony z roli Brunnera w serialu "Stawka większa niż życie", który zaczął powstawać siedem miesięcy później. - On miał córkę w wieku mojego syna i przez dzieci się poznaliśmy. Oni także mieli zdjęcie z pingwinem - wspomina pani Antonina.

Szał na zdjęcia z pingwinem był tak wielki, że u miejscowego fotografa, który wywoływał zdjęcia z rolek z filmami, ustawiały się kolejki. On sam potem przemianował swój zakład na "FOTO-Pingwin".

Pingwin, a może kaczka... dziennikarska?

O niespodziewanym gościu szybko dowiedzieli się też dziennikarze. Wszystko dzięki temu, że w Międzywodziu znajdował się ośrodek wczasowy RSW "Prasa-Książka-Ruch". - Przebywało w nim sporo dziennikarzy, zarówno miejscowych z gazet szczecińskich, ale też redaktor "Przekroju" - mówi Jerzy Hilszer.

"Setki ciekawskich przez całe dnie oblegają miejsce chwilowego azylu ptaka" - pisał Piotr Wiszniewski w "Przekroju".

Artykuł w "Przekroju" o pingwinie Maciusiu
Artykuł w "Przekroju" o pingwinie Maciusiu
Źródło zdjęcia: Przekrój nr 33/1966

A redaktor "Głosu Szczecińskiego" przekonywał, iż tylko zamieszczenie przy artykule zdjęć pingwina przekonać może czytelników, że pingwin nie jest... kaczką dziennikarską.

Ratownicy opiekowali się pingwinem przez kilka dni. Ochrzcili go Maciusiem i karmili małymi rybkami, które dostali od rybaków. Jednocześnie czynili starania, by trafił on w bezpieczne miejsce - gorąca plaża dla przybysza z Antarktydy nie była odpowiednia. Nie dziwi więc fakt, że pingwin swoim tymczasowym opiekunom próbował uciekać, by zażyć kąpieli w Bałtyku.

Chętnych do zdjęć z pingwinem nie brakowało
Chętnych do zdjęć z pingwinem nie brakowało
Źródło zdjęcia: Jerzy Hilszer

- W tych latach było trudno się gdziekolwiek dodzwonić. W końcu po wielkich wysiłkach skontaktowaliśmy się poprzez jakąś poznańską gazetę z ogrodem zoologicznym w Poznaniu - wspomina Hilszer.

"Pierwsze telefony do poznańskiego ZOO skierowano już podobno w niedzielę - jednakże dopiero we wtorek uzyskano połączenie" - pisał 29 lipca "Express Poznański".

Do Międzywodzia pojechał Stefan Anioła z poznańskiego zoo. - Miał duże wątpliwości, jadąc, czy to jest rzeczywiście pingwin, a nie kaczka czy inny ptak - śmieje się Hilszer.

Maciuś był prawdziwą gwiazdą
Maciuś był prawdziwą gwiazdą
Źródło zdjęcia: Ewa Trzebińska- Brzezińska

Pingwin w pociągu i tramwaju

Nad Morze Bałtyckie pracownik zoo nie pojechał samochodem, a pociągiem i autobusem. W taki sam sposób do Poznania dotarł z pingwinem. "Potem podróżował tramwajem na Dębiec, gdzie nocował na balkonie mieszkania przy ul. Orzechowej 18, a następnego dnia rano także tramwajem dotarł do zoo" - opisuje Jan Śmiełowski, dyrektor poznańskiego zoo w latach 1991-1994, w książce "Stary Ogród Zoologiczny w Poznaniu". Z jego ustaleń wynika, że pingwin uciekł ze statku płynącego do Królewca, do którego w tym czasie trafiło liczące kilkadziesiąt pingwinów stado.

Anioła nie miał ze sobą niczego do transportu zwierzęcia. Skrzynię wykonał w Międzywodziu przy pomocy ratowników, milicjantów i kierownika jednego z ośrodków wczasowych.

W Poznaniu pingwin - pierwszy tego gatunku w Polsce - stał się wielką atrakcją zoo. Najpierw ulokowano go w klatce obok wiewiórek, potem przeniesiono do basenu, w którym wcześniej była foka.

"Pingwin Maciuś urzekł całą publiczność, szczególnie jednak najmłodszych poznaniaków. Nie odstępują oni swego ulubieńca ani na krok. Muszą koniecznie zobaczyć, jak pingwin zjada rybki, jak się bawi z pielęgniarzem. A co za radość, gdy Maciusia wypuszczą na chwilę z klatki. Taką właśnie nieupozorowaną scenę uchwycił fotoreporterski obiektyw. Mały pingwin obszedł kolejno gromadkę dzieciaków i z każdym się przywitał, dotykając dziobem ręki. Dzieci były zachwycone" - czytamy w "Expressie Poznańskim" z 4 sierpnia 1966 r.

Pingwin trafił do poznańskiego zoo
Pingwin trafił do poznańskiego zoo
Źródło zdjęcia: MKZ/CYRYL, Express Poznański/wbc.poznan.pl

Podstawą diety Maciusia stały się śledzie - koniecznie podawane przez opiekuna, który przywiózł go z Międzywodzia. Zwiedzający jednak dokarmiali go na własną rękę. Przynosili mu nawet lody. "Tak nie wolno postępować! Maciusiowi lody wcale nie smakują, i - co gorsze - szkodzą" - pisał "Express Poznański" 9 sierpnia.

Maciuś wrócił nad morze

Efekty były opłakane. A w zasadzie opłakiwane przez cały Poznań. 25 sierpnia poznańska popołudniówka doniosła o śmierci nowej gwiazdy zoo. Sekcja pingwina wykazała, że Maciuś miał problem z nerkami. - Te pingwiny mocno narażone są na grzybicę płuc. Są też trudne do hodowli, trzeba je trzymać w klimatyzowanych pomieszczeniach - mówi Jan Śmiełowski. Wtedy o tym jeszcze nie wiedzieliśmy.

Sekcja przyniosła też sensacyjne wieści - okazało się, że Maciuś był samicą.

Maciuś padł w czasie służbowego wyjazdu jego opiekuna. - Po latach dowiedziałem się, że nasz pingwin trafił do Muzeum Przyrodniczego w Międzyzdrojach. Wypchany pingwin jest tam wystawiony jako jeden z ptaków wyspy Wolin - mówi Jerzy Hilszer.

Wypchany pingwin Maciuś w Muzeum Przyrodniczym Wolińskiego Parku Narodowego w Międzyzdrojach
Wypchany pingwin Maciuś w Muzeum Przyrodniczym Wolińskiego Parku Narodowego w Międzyzdrojach
Źródło zdjęcia: Jerzy Hilszer

Po blisko 60 latach Maciuś wrócił też do Międzywodzia. W październiku ubiegłego roku w tym bałtyckim kurorcie odsłonięto pomnik pingwina. - Wielu mieszkańców nie znało tej historii. Udało nam się zdobyć grant sołecki i postawiliśmy tego pingwina na kamieniu - mówi Ewa Trzebińska-Brzezińska, sołtys Międzywodzia.

Maciuś doczekał się pomnika
Maciuś doczekał się pomnika
Źródło zdjęcia: Ewa Trzebińska- Brzezińska

Jak dodaje, o pingwinie opowiadają też turystom, przypominają jego historię na festynach. - Nasza straż pożarna chce nawet sobie zrobić emblemat Maciusia na samochód i na łódkę - mówi.

- To fantastyczne, że po 60 latach w Międzywodziu wciąż się o tej historii pamięta - kończy Jerzy Hilszer.

Po blisko 60 latach Maciuś wrócił też do Międzywodzia, ma tam pomnik
Po blisko 60 latach Maciuś wrócił też do Międzywodzia, ma tam pomnik
Źródło zdjęcia: Ewa Trzebińska- Brzezińska
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: