Do tej niebezpiecznej sytuacji doszło 4 stycznia w gminie Lądek. To wtedy młody mężczyzna postanowił wybrać się na trening na tereny nadwarciańskie. Warunki nie były łatwe. Wiał silny wiatr, intensywnie padał śnieg i deszcz.
- W pewnym momencie ten mężczyzna zorientował się, że całkowicie opadł z sił, a także stracił orientację w terenie. Na domiar złego bateria w telefonie była rozładowana, więc nie był w stanie samodzielnie wezwać pomocy - powiedziała młodszy aspirant Anna Klój z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.
Do tego zapadł zmrok i zaczęły się intensywne opady. Termometry wskazywały wtedy minus 6 stopni. 18-latek zaczął biec w kierunku świateł. Tak dotarł do miejscowości Ciążek. Szczęśliwie jego wołanie o pomoc usłyszała osoba, która mieszkała w jednym z budynków w pobliżu terenów nadwarciańskich. - Zareagowała ona natychmiast, wezwała na miejsce służby ratunkowe, dzwoniąc pod numer 112. Równolegle inna osoba powiadomiła grupę poszukiwawczo-ratowniczą - wskazała mł. asp. Klój.
"Machał rękami i krzyczał, że nie wie, gdzie jest"
Do biegacza udało się dotrzeć po dwóch godzinach. - Chłopak był po drugiej stronie Warty. Ubrany niestosownie do panujących warunków pogodowych. Machał rękami i krzyczał, że nie wie, gdzie jest i potrzebuje pomocy - powiedział TVN24 Arkadiusz Delewski, koordynator oddziału Słupca Wielkopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratunkowej.
18-latek był wyziębiony, ale nie wymagał hospitalizacji. Został przekazany pod opiekę rodzicom.
Służby przypominają, by podczas wyjść o tej porze roku zadbać o odpowiednią odzież - dostosowaną do warunków pogodowych. Warto też mieć naładowany telefon oraz powerbank i pamiętać, że przy mrozach takie urządzenia szybciej się rozładowują. Po zmroku istotne jest też oświetlenie.
Autorka/Autor: aa/tok
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24