Żądania Żaryna po reportażu o neonazistach. Prawnicy odpowiadają senatorowi PiS

TVN24

Profesor Jan Żaryn w "Kropce nad i" przekonywał, że dziennikarze powinni złożyć "donos obywatelski"tvn24
wideo 2/36

Senator Jan Żaryn domaga się od dziennikarzy "obywatelskich donosów" przed publikacją materiałów śledczych. Tymczasem żądania senatora nie mają oparcia w obowiązującym prawie, co potwierdzają pytani przez tvn24.pl prawnicy oraz branżowy artykuł w czasopiśmie dla prokuratorów udostępniany przez Prokuraturę Krajową. - Odpowiadam zbiorowo wszystkim tym, którzy atakują "Superwizjer" i de facto bronią neonazistów: dziennikarze informują społeczeństwo i zawiadamiają władze poprzez swoje publikacje - dodaje Adam Pieczyński, redaktor naczelny TVN24. - Wyjątki od tej zasady są opisane w polskim prawie.

Profesor Jan Żaryn, senator RP, historyk, członek klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczący senackiej Komisji Edukacji Nauki, Edukacji i Sportu oraz członek Senackiego Zespołu do spraw Wychowania Młodego Pokolenia był gościem "Kropki nad i" TVN24 we wtorek 23 stycznia. Rozmowa dotyczyła wydarzeń wokół głośnego reportażu "Superwizjera" TVN ukazującego przejawy propagowania nazizmu i czczenia Adolfa Hitlera przez środowisko skupione wokół lidera Stowarzyszenia "Duma i Nowoczesność".

Po jego wyemitowaniu prokuratura zatrzymała pięć osób, uczestników imprezy ku czci Adolfa Hitlera zorganizowanej w lesie pod Wodzisławiem Śląskim w 128. rocznicę urodzin przywódcy III Rzeszy. Propagowanie faszyzmu potępili prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki. Wśród publicystów i polityków pojawiły się także żądania delegalizacji stowarzyszenia, z którym związani są wielbiciele Hitlera.

"Obywatelski donos do ABW, do prokuratury"

Gość "Kropki nad i" drążył temat w innym kierunku. Dociekał, dlaczego TVN przed emisją reportażu nie zawiadomił prokuratury o przestępstwie. Sugerował, że dziennikarze powinni złożyć "obywatelski donos" do prokuratury lub Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarzucał, że od zarejestrowania ekscesów w dniu urodzin Adolfa Hitlera do emisji reportażu minęły miesiące (raz użył określenia "blisko rok", a w innej części rozmowy "osiem miesięcy"). Na te uwagi prowadząca rozmowę Monika Olejnik odpowiedziała, że całość pokazanych w reportażu materiałów obejmowała również wydarzenia z listopada.

Zarzut Żaryna nie miał incydentalnego charakteru, nie był wyrażony w ferworze emocji. W czasie rozmowy z Olejnik senator PiS powtórzył go pięciokrotnie.

- Dlaczego TVN postanowił się tym zająć w styczniu, a nie przekazał do prokuratury, do ABW informacji o oczywistym incydencie z naruszeniem prawa? - pytał.

- Nie dokonała tego co powinna, czyli obywatelski donos do ABW, do prokuratury - mówił o dziennikarce, która przeniknęła w szeregi neonazistów.

- Ja tylko krytykuję, że nie następnego dnia, tylko osiem miesięcy później prokuratura się o tym dowiedziała - powtarzał w dalszej części rozmowy.

- Dlaczego TVN nie wyciął tego fragmentu i nie doniósł o przestępstwie, jakie miało miejsce w kwietniu maju zeszłego roku, a dzisiaj mamy styczeń? - dodawał.

Termin publikacji - suwerenna decyzja redakcji

Tymczasem wycinanie fragmentu zebranego materiału przed publikacją - czego oczekiwałby polityk - i przekazywanie go do prokuratury nie jest powinnością ani dziennikarza, ani redakcji, ani wydawcy. Nie ma takiego obowiązku w przepisach prawa. Potwierdzają to pytani przez tvn24.pl prawnicy różnych specjalności - adwokat, prokurator i naukowiec akademicki.

- Przecież to oczywiste, że publikacja materiału dziennikarskiego jest zawiadomieniem o przestępstwie lub źródłem do podjęcia postępowania z urzędu. Nie ma czegoś takiego jak obowiązek obywatelskiego donosu przed publikacją materiału - zaznacza profesor UJ Ireneusz Kamiński, opiekun merytoryczny programu "Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Adwokat Dariusz Pluta praktykujący w obszarze spraw związanych z mediami podkreśla, że data publikacji jest wyłączną i samodzielną decyzją redakcji. Na tym między innymi, jego zdaniem, zasadza się wolność mediów.

- Dziennikarze, chcąc wejść w temat, muszą zdobyć komplet materiałów i to im należy pozostawić decyzję o momencie publikacji. Powinniśmy być im wdzięczni, że udokumentowali zdarzenia i podali je prokuraturze na talerzu. Zawsze padają pytania: "Dlaczego teraz?" i "Komu to służy?", ale one nie mają sensu. Natomiast ujawnione przez "Superwizjer" nagrania pokazują, jak ogromny sens ma misja dziennikarstwa śledczego - podkreślił mecenas Pluta.

Również przedstawiciel środowiska prokuratorskiego w rozmowie z tvn24.pl uznał, że najlepszą formą zawiadamiania o przestępstwie przez dziennikarzy jest publikacja materiału.

- Jeżeli redakcja uznała, że powiadomi o tym zajściu i prokuraturę, i społeczeństwo, gdy będzie miała pełny materiał, ma to taki sam walor, jak zawiadomienie o przestępstwie złożone w prokuraturze na piśmie. Tu nie chodzi o formalizmy. Tu chodzi o wrażliwość i czujność - stwierdził prezes Stowarzyszenia Prokuratorów "Lex Super Omnia" Krzysztof Parchimowicz.

"Prawo wolnych i niezależnych mediów"

Co ciekawe, Prokuratura Krajowa, którą kieruje poseł i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, udostępnia na swoich stronach internetowych artykuł z branżowego czasopisma prokuratorów "Prokuratura i Prawo". Znajduje się w nim fragment odnoszący się do kwestii podjętej przez Żaryna:

"Publikacja materiałów prasowych następuje wtedy, gdy redakcja nabierze przekonania, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa. Jest to skuteczna metoda zawiadomienia o przestępstwie, a dokumentowanie takiego przekonania jest prawem wolnych i niezależnych mediów" - podkreśla Małgorzata Kędzierska na łamach "Prokuratury i Prawa" (nr 4/2007). Stan prawny w tym względzie od czasu publikacji tego artykułu nie zmienił się.

Jedynym rodzajem przestępstw, o których dziennikarze mają obowiązek zawiadomić organy ścigania natychmiast, niezależnie od terminu publikacji materiału, są przestępstwa określone w artykule 240 Kodeksu karnego, na przykład ludobójstwo, pozbawienie niepodległości Rzeczpospolitej, próba oderwania części terytorium państwa, przygotowywanie do zamachu na prezydenta, usunięcie przemocą konstytucyjnego organu RP, zdrada państwa, niszczenie urządzeń obronnych, zabójstwo, przygotowania do zamachu terrorystycznego lub celowe sprowadzenie katastrofy, porwanie samolotu lub statku, a także wzięcie lub przetrzymywanie zakładników. Kto niezwłocznie nie zawiadamia o tych ściśle wymienionych przestępstwach, sam dopuszcza się przestępstwa.

Standardy wzorca bezstronnego medium

Propagowanie faszyzmu nie jest wymienione w tym zamkniętym katalogu przestępstw. Ujawnianie przez dziennikarzy działań niezgodnych z prawem w pierwszej kolejności w przygotowywanych przez nich materiałach jest standardem wolności mediów w większości krajów o ugruntowanej demokracji.

Na przykład wytyczne dla dziennikarzy BBC (uznawanego za wzorzec bezstronnego i niezależnego medium) nie mówią o tym, że dziennikarz ma obowiązek informować władze o przestępstwach, które dokumentuje na potrzeby materiału. Standardy BBC ostrzegają jednak, że praca dziennikarzy śledczych nie może utrudniać pracy organów ścigania i że dziennikarze powinni być przygotowani na to, że będą wzywani na świadków - po publikacji materiału.

Autor: jp//now / Źródło: tvn24.pl