- jakie dowody w procesie o zabójstwo policjanta przed 32 latami przedstawiła prokuratura;
- jakie wątpliwości podnosili eksperci i sąd;
- czy nowe ślady biologiczne przyczyniły się do rozwiązania sprawy;
- jakie argumenty przedstawiła obrona Janusza K.
Dziewięć minut i dziesięć sekund trwała mowa końcowa prokuratora. Stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę fakt, że Sławomir Anek z Prokuratury Rejonowej w Sieradzu podsumowywał pełen zwrotów akcji proces, który ciągnął się od 21 października 2021 roku.
Kiedy prokurator przemawiał, słuchało go pięć osób ze składu sędziowskiego. Audytorium składało się też z oskarżonego, jego obrońcy oraz niżej podpisanego - jedynego przedstawiciela mediów. Na sali nie było żadnej publiczności. Kameralna atmosfera podczas kluczowego momentu procesu może dziwić o tyle, że początkowo sprawa Janusza K., zatrzymanego pod zarzutem dokonania zbrodni sprzed lat, cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem mediów w całym kraju. O zamordowanym w 1994 roku starszym sierżancie Henryku Stolarku regularnie przez całe lata wspominała policja.
"To wstyd, że zabójstwo policjanta uszło komuś płazem. Złapanie sprawcy to dla nas sprawa honoru" - zapowiadali funkcjonariusze w Komendzie Głównej Policji podczas obchodów Święta Policji w 2018 roku, co zresztą opisaliśmy w tvn24.pl.
Rok później doszło do "przełomu". Zatrzymany został Janusz K., który w 1994 roku miał zaledwie 19 lat. Prokuratura dumnie ogłaszała wtedy, że "osobowe i nieosobowe dowody jasno wskazują na sprawstwo zatrzymanego" (to dokładny cytat za Jolantą Szkilnik, rzeczniczką Prokuratury Okręgowej w Sieradzu), a "zmowa milczenia została złamana" (to z kolei słowa ówczesnego rzecznika Komendy Głównej Policji, młodszego inspektora Mariusza Ciarki).