5 marca Urząd Miasta w Kolbuszowej ogłosił przetarg na przebudowę ulicy Partyzantów. W ramach inwestycji ma powstać ponadkilometrowa ścieżka pieszo‑rowerowa oraz chodnik o długości ponad 100 metrów. Realizacja planów wymaga wycinki potężnego dębu, a na to nie chcą zgodzić się mieszkańcy.
"Skandaliczna i przerażająca sprawa"
W obronie dębu stanął Łukasz Łuczaj, botanik, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego i popularyzator wiedzy o roślinach. Ostro sprzeciwia się planowanej wycince dębu. Jak podkreśla, to jedno z najcenniejszych drzew w regionie - może mieć nawet 300 lat.
- W mieście nie ma większego drzewa. Ten dąb ma niemal cztery metry obwodu w pierśnicy, na jego pniu znajduje się piękna kapliczka. Jest w doskonałej kondycji - mówi profesor Łuczaj. - To najbardziej skandaliczna i przerażająca sprawa, z jaką miałem do czynienia, jeśli chodzi o ochronę przyrody w Polsce - dodaje.
Według planów lokalnych władz, dąb ma zostać wycięty w związku z modernizacją drogi, budową chodnika i ścieżki rowerowej. Profesor zwraca uwagę, że mowa o drzewie, które "prawdopodobnie pochodzi z XVIII wieku i jest starsze niż większość zabytków w mieście".
Profesor podkreśla, że podobna sytuacja miała miejsce w Rzeszowie, gdzie - po protestach mieszkańców i zmianie planu inwestycji udało się uratować cenne drzewo. - Wystarczyło przesunąć rondo o dwa metry, by zachować 200-letni dąb przy ulicy Fredry w centrum miasta. Dlatego apeluję do władz Kolbuszowej, żeby nie było wstydu - dodaje.
Profesor Łuczaj uruchomił w internecie petycję, pod którą trwa zbiórka podpisów w obronie drzewa. Czytamy w niej: "Uważamy, że modernizacja drogi i budowa chodnika czy ścieżki rowerowej nie może być powodem dewastacji największych wartości przyrodniczych miasta. Domagamy się modyfikacji planu tej inwestycji drogowej". Pod apelem do środy (11 marca) podpisało się już ponad tysiąc dwieście osób.
- Może uda się to jeszcze powstrzymać, wszystko zależy od naszych władz - podsumowuje profesor Łuczaj.
W sieci zawrzało. Internauci nie zostawili suchej nitki na decyzji miasta.
"Na skróty i bez wysiłku, a wystarczyło by zrobić projekt, który wkomponuje dąb i całą resztę tak by była dodatkową atrakcją dla rowerowych turystów. Przecież mamy tylu zdolnych młodych projektantów" - napisała jedna z użytkowniczek Facebook'a.
"Podpisane! Zarządy takimi decyzjami pokazują swoją całkowitą ignorancję i brak szacunku dla dziedzictwa. Jak nie będzie tego dębu to miejsce będzie żadne i nijakie. I stracą mieszkańcy, na pewno jest masa wspomnień i historii przodków związana z tym dębem. To by była strata łączności z przeszłością" - stwierdziła kolejna.
"Zgłosić ten dąb jako pomnik przyrody i nie będą mogli go tknąć" - skwitowała inna.
Jak dwie Ireny dąb uratowały
Podobna sytuacja - jak teraz w Kolbuszowej - miała miejsce w 2019 roku w Rzeszowie. Miasto planowało przebudowę skrzyżowania ulic Batorego, Głowackiego i Siemiradzkiego, aby usprawnić ruch w pobliżu siedziby ZUS. Inwestycja zakładała budowę dwupasmowego ronda, ale jej realizacja oznaczała wycinkę dwustuletniego dębu. Na to nie zgodzili się mieszkańcy.
W obronie drzewa stanęły Irena Paterek i Irena Cymbalista. Zorganizowały petycję, a potem zaczęły dyżury pod dębem. Codziennie - na zmianę - przynosiły krzesełka i pilnowały, by nikt nie naruszył starodrzewu. Ich determinacja przyniosła efekt - prezydent miasta zdecydował, że dąb pozostanie na swoim miejscu, a inwestycję zmodyfikowano.
Dąb do dzisiaj stoi na swoim miejscu.
Irena Paterek teraz podpisała się też pod petycją przeciwko wycince dębu w Kolbuszowej. "Jak widać na przykładzie rzeszowskiego dębu na Fredry, dało się przesunąć rondo o dwa metry, dąb ocalał, nawet nie został uszkodzony przy robotach drogowych tuż obok (pilnowaliśmy, a jakże!). Wokół pnia od strony ścieżki rowerowej została położona specjalna przepuszczalna nawierzchnia i lekko podniesiony poziom. Można? Można" - napisała pod wpisem Łukasza Łuczaja na Facebooku, w którym apelował o podpisanie petycji.
"Ale petycja online to chyba za mało. U nas w Rzeszowie tak się zaczęło: krzesełko, prowizoryczny stolik, petycja wydrukowana i lista do podpisów. Na drzewie wielki napis - "Przeznaczony do wycięcia. Spróbujmy uratować". Praktycznie każdy przechodzień się zatrzymywał i podpisywał. Petycja do władz miasta i do Zarządu Dróg. No i koniecznie zaangażować media - listy do wszystkich gazet, radia i telewizji - dodała w kolejnym komentarzu.
W Suwałkach przeniosą dwa drzewa
Bez protestów obyło się w Suwałkach, gdzie miejscy urzędnicy planują przebudowę fragmentu ulicy ks. Kazimierza Aleksandra Hamerszmita. W ramach inwestycji ma powstać ciąg pieszo-rowerowy oraz dwa miejsca postojowe dla rodziców dowożących dzieci do szkoły
.Władze miasta już na etapie projektowania uwzględniły ochronę zieleni - w planie przewidziano przesadzenie dwóch rosnących tam drzew. - To zdrowe drzewa, szkoda byłoby je wycinać. Po konsultacjach z ekspertami, którzy potwierdzili, że oba nadają się do przesadzenia, postanowiliśmy spróbować je przenieść - przekazał przedstawiciel władz Suwałk.
W niektórych krajach Europy inwestycje drogowe planuje się tak, by w jak największym stopniu zachować rosnące tam od lat drzewa. Przykładem jest miejscowość Cambrils w Katalonii w Hiszpanii. Przy jednej z dróg rowerowych pozostawiono tam sosnę rosnącą na jej trasie. Inwestor uznał, że skoro drzewo znajduje się tam od dawna, wystarczy odpowiednie oznakowanie i ostrożność rowerzystów.
I znów przykład z Hiszpanii - promenadę zaprojektowano tak, aby nie wycinać rosnących przy plaży drzew.
Jaki los czeka wiekowy dąb w Kolbuszowej?
Burmistrz miasta, Grzegorz Romaniuk, w rozmowie z tvn24.pl zapewnił, że drzewo pozostanie na swoim miejscu. - To ja decyduję o tym, czy zostanie wycięte, czy nie. Od samego początku byłem przekonany, że dąb zostanie, więc nie wiem, skąd wziął się ten niepokój. Co prawda w dokumentacji projektowej zaznaczono jego usunięcie, ale wspólnie z wiceburmistrzem Wójcickim jednoznacznie zdecydowaliśmy, że drzewo zostanie uratowane i robimy wszystko, by tak się stało - podkreślił.
Zapytany, czy decyzja o odstąpieniu od wycinki zapadła dopiero po medialnej burzy, burmistrz zaprzeczył. Jak tłumaczy, miasto od początku miało zamiar ochronić dąb, choć relacje lokalnych mediów wskazują co innego. Portal korsokolbuszowskie.pl, powołując się na rozmowę z wiceburmistrzem Krzysztofem Wójcickim, informował wcześniej, że sprawa "jest skomplikowana" i że "na etapie projektowania temat nie został wystarczająco zgłębiony".
Burmistrz Grzegorz Romaniuk w rozmowie z tvn24.pl przekazał, że urząd prowadzi obecnie konsultacje z Urzędem Marszałkowskim w sprawie zmian, które mają zapobiec wycince drzewa. "Czekamy na decyzję marszałka. Procedury musimy przeprowadzić zgodnie z przepisami, ale jestem przekonany, że nie będzie większych problemów. Z pewnością inwestycja będzie nas więcej kosztować, jednak od początku zakładaliśmy, że poniesiemy te wydatki, by uratować ten dąb" - zapewnił burmistrz.
"Na sto procent drzewo miało zostać, zostanie i będziemy po prostu szczęśliwi, że ono będzie razem z nami" dodał.
Autorka/Autor: Martyna Sokołowska
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Łukasz Łuczaj/Facebook/kadr z nagrania