- jak skazany w I instancji adwokat zachowywał się tuż po wypadku i w trakcie procesu,
- dlaczego sprawa, w której dowody są jednoznaczne, trwa tak długo,
- jak z żałobą i traumą po stracie radzi sobie rodzina Anny i Wandy.
Ryk syreny na moment oderwał Karolinę od przesadzania tulipanów. Kiedy znów spojrzała na doniczkę, po znajdującej się kilkaset metrów dalej drodze znowu przejechał pojazd na sygnale. Niepokój poczuła kilka minut później, kiedy na ekranie telefonu komórkowego zobaczyła, że dzwoni do niej Łukasz - tata kolegi jej syna z przedszkola.
- Karolina, przyjedź szybko. Był wypadek, ktoś się zderzył z twoją mamą - powiedział tylko.
Nie mógł wszystkiego - że wypadek jest śmiertelny, a przód srebrnego audi doszczętnie zniszczony - bo z jednej strony bał się, że zszokowana Karolina będzie miała wypadek, jadąc na miejsce, a z drugiej - po prostu nie miał w sobie do tego siły.
Kolejne minuty Karoliny przypominały pokaz slajdów - pierwszy: mówi mężowi, że coś się stało i on musi zostać z dziećmi.
Kolejny: na drodze w kierunku rodzinnych Jezioran stoją radiowozy na sygnałach, wozy strażackie i karetki. Na drodze, po której krzątają się strażacy i policjanci, leżą dziesiątki porozrywanych części samochodowych.
Kolejny: kompletnie zniszczone auto mamy w rowie otoczone czerwonym parawanem.
I jeszcze jeden: postawny mężczyzna w ciemnych włosach i z gęstą brodą. Karolina już nie pamięta, kto jej powiedział, że to kierowca auta, z którym zderzyła się jej mama. Pamięta za to bardzo dokładnie, że nieznajomy spojrzał jej w oczy, pokręcił głową i szyderczo się roześmiał.
Dlaczego? Wtedy jeszcze nie zadawała sobie tego pytania, była zbyt zszokowana tym, co słyszała od policji. Że w aucie były dwie kobiety, że obie nie żyją. Czyli - jak rozpaczliwie próbowała to sobie ułożyć w głowie Karolina - nie żyje mama, Anna, i nie żyje teściowa, Wanda.
"Wpadnijcie na kawę".
Karolina przypomniała sobie, że sama je zaprosiła. Obie babcie chętnie przyjeżdżały spotykać się z wnukami. W dniu wypadku zarówno syn, jak i córka Karoliny byli u teściowej, a wcześniej u drugiej babci.
"Dzięki Bogu dzieci zdążyliśmy odebrać".
Przez głowę Karoliny pędziły setki myśli i emocji. Strach, przerażenie, szok, smutek, niedowierzanie. W tej gonitwie nie było miejsca na nieznajomego, który zareagował śmiechem. Przypomniała sobie o nim dopiero dwa dni po tragedii, kiedy ktoś wysłał jej link do filmu na Instagramie. Na profilu "adwokat nowej ery" był ten sam mężczyzna, który roześmiał się na jej widok, i mentorskim tonem opowiadał o... bezpieczeństwie na drogach.
"Wszyscy mówią o tym, że nadmierna prędkość, że brawura, że telefony komórkowe, że pijani kierowcy.
Ale zapominamy o tym, moi drodzy, że po naszych drogach poruszają się trumny na kółkach. To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach. I między innymi dlatego te kobiety zginęły" - mówił pewnym siebie głosem.
Prawnik radził też innym, żeby "nie kupowali samochodu za trzy tysiące". "Nie lepiej wziąć kredyt? Pożyczyć od kogoś kasę? Poczekać? Uzbierać? I kupić auto bezpieczne?" - doradzał na nagraniu.
Dla Karoliny i jej męża Pawła nagranie było tak okropne, że wręcz surrealistyczne. Audi miało swoje lata, ale miesiąc temu przeszło przegląd. Paweł zresztą jechał nim dzień przed tragedią. Wszystko działało. Mama Karoliny miała kilka kategorii prawa jazdy, była świetnym kierowcą.
Skąd zatem "trumna na kółkach"? Czemu twarz mężczyzny z nagrania nie zdradza cienia żalu? Skąd ten upiorny śmiech na miejscu tragedii?
Małżeństwo wspomina, że poczuło się wtedy tak, jakby ktoś z ich tragedii urządzał groteskową tragifarsę. Potem to uczucie na przestrzeni lat będzie towarzyszyć im jeszcze wielokrotnie.
"Adwokat nowej ery"
Autorem nagrania, które zszokowało rodzinę zmarłych kobiet, był Paweł K. W momencie wypadku miał 41 lat i był na szczycie swojej popularności. O prawniku jeszcze przed tragedią na drodze pod Jezioranami w woj. warmińsko-mazurskim anegdoty chętnie opowiadali sobie przedstawiciele łódzkiej palestry.
Powodów było wystarczająco wiele. Niegdyś świetnie zapowiadający się prawnik coraz odważniej spoglądał w stronę mediów społecznościowych i dla rozpoznawalności wrzucał tam coraz bardziej kontrowersyjne treści.
Jeden z filmów wywołał nawet reakcję Okręgowej Rady Adwokackiej w Łodzi, która wszczęła postępowanie dyscyplinarne, kiedy K. krytykował prokuraturę w jednej ze spraw, w której uczestniczył jako prawnik. Na nagraniu opowiadał widzom o "informacjach, które prokuratorzy wyssali z brudnego palucha, którego nie wie, gdzie trzymali wcześniej":
- Karma jest suką, karma zawsze wraca! Elo! - mówił na nagraniu.