W środowy wieczór przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy, które zgromadził organizowany przez działaczy PiS "Marsz Pamięci". Nie zabrakło też dziennikarzy. W pewnym momencie wokół reportera publicznej telewizji zacieśnił się krąg ludzi, którzy zaczął krzyczeć: "Mówicie prawdę!". Potem pod adresem reportera poleciały wulgarne wyzwiska.
W tłumie odzywały się tez głosy w obronie atakowanego dziennikarza: "Dajcie żyć kamerzystom. To przecież nie są źli ludzie". W całym zamieszaniu padło też słowo "prowokacja". "Tylko na to czekają" - ktoś napominał.
"Nie dziwmy się"
Pytany o tę sytuację, Ryszard Czarnecki zapewnił w TVN24, że "to nie byli ani zwolennicy PiS, ani ludzie, którzy chcieli oddać hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej". - Niektóre osoby przyszły robić tam zadymę - stwierdził. - Część osób, parę-paręnaście, co tam były, ewidentnie przyszły po to, żeby później były takie obrazki w telewizji - dodał.
- Jestem przekonany, że ludzie, którzy są w obozie władzy, którzy przewidywali, że będą wielkie demonstracje - wyraz społecznego niezadowolenia, z całą pewnością mogli zadbać o to, żeby tam się pojawili także prowokatorzy, ludzie, którzy będą operować językiem niechęci czy agresji - dodawał Czarnecki.
Europoseł zapewnił, że choć nie usprawiedliwia takich zachowań, to usprawiedliwia tych, którzy "w sposób kulturalny mówią, że telewizja kłamie". - Jest tak, że niektórzy dziennikarze, ramię w ramię z rządem, na temat śledztwa smoleńskiego opowiadali różne bzdury, brednie i bajki, to później nie dziwmy się, że ludzie są wściekli i wykrzykują swoją niechęć - tłumaczył. - Natomiast przekleństw nie usprawiedliwiam, bo na to oczywiście usprawiedliwienia nie ma - dodał.
Źródło: tvn24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24