Holenderka zgłosiła się do szpitala w Amsterdamie z możliwymi objawami choroby w czwartek. Portal RTL Nieuws przekazał, że hospitalizowana stewardesa "ma łagodne objawy i przebywa w izolatce w klinice Uniwersytetu Medycznego w Amsterdamie, gdzie przechodzi badania".
Kobietę przebadano testem na obecność patogenów hantawirusa. W piątek Światowa Organizacja Zdrowia podała, że badanie dało wynik negatywny.
Obawy stewardesy linii KLM wynikały z faktu, że miała ona 25 kwietnia kontakt z zakażoną hantawirusem Brytyjką, pasażerką statku MV Hondius. 69-letnia kobieta zeszła na ląd na Wyspie Świętej Heleny, skąd poleciała do Johannesburga w Republice Południowej Afryki, a następnego dnia chciała lecieć do Amsterdamu właśnie samolotem KLM. Załoga uznała jednak, że z powodu stanu zdrowia kobieta nie może lecieć i wyprowadziła ją z maszyny. Brytyjka zmarła dzień później w szpitalu w RPA.
Wirus na statku
Wycieczkowiec MV Hondius ze 147 pasażerami na pokładzie wypłynął w marcu z Argentyny na Wyspy Zielonego Przylądka. W trakcie rejsu na statku odkryto zakażenie hantawirusem. WHO potwierdziła w czwartek, że zarażeniu uległo w sumie pięć osób, a kolejne trzy przypadki są analizowane. Trzy osoby zmarły - 69-letnia Brytyjka w wyniku wirusa, pozostałe dwie są jeszcze badane. WHO nie wyklucza też kolejnych zakażeń.
Płynący pod holenderską banderą statek dopłynął do Wysp Zielonego Przylądka, jednak władze nie pozwoliły mu na dokowanie. Przez kilka dni cumował u wybrzeży stolicy kraju, po czym w środę skierował się na Wyspy Kanaryjskie. Do portu Granadilla na Teneryfie ma dotrzeć w ciągu trzech dni.
W czwartek media ujawniły, że kapitanem statku jest Polak. - Jan Dobrogowski, doświadczony marynarz z dwudziestoletnim stażem. Polskie MSZ przekazało, że Dobrogowski nie potrzebuje żadnego wsparcia medycznego ani konsularnego.
Główny Inspektor Sanitarny: nie porównywałbym tego do COVID
O zagrożeniu hantawirusem mówił na antenie TVN24 Główny Inspektor Sanitarny doktor Paweł Grzesiowski. - Sam hantawirus jest znany nam od ponad 50 lat. Występują również przypadki w Polsce, w Europie, w innych krajach naszego regionu, więc to nie jest jakiś nowy wirus, zaskakujący - mówił.
Zwrócił przy tym uwagę, że w przypadku wycieczkowca przebywają tam osoby z 23 krajów, które muszą do nich wrócić i, jak przypomniał, "część z nich zresztą już to zrobiła (...), co też stanowi poważny problem". - Te osoby trzeba namierzyć. Trzeba sprawdzić, z kim one leciały i czy przede wszystkim leciały zdrowe - zaznaczył Grzesiowski.
- Niestety muszę to powiedzieć, że to jest poważna choroba i oczywiście znamy różne przebiegi, od bardzo lekkich do śmiertelnych - tłumaczył. - Statystyka mówi, że nawet co trzeci pacjent może zginąć, jeżeli ma chorobę w płucach, czyli jest ta postać martwiczo-krwotocznego uszkodzenia płuc. Wówczas to przebiega naprawdę analogicznie do ciężkiego COVID-u - mówił.
Dopytywany, czy sytuacja związana z hantawirusem na wycieczkowcu jest z jego punktu widzenia tak poważna, jak ta w czasie pandemii COVID-19, Grzesiowski zaprzeczył. - Kompletnie bym tego nie porównywał - zaznaczył.