"Trzeba rozładować sytuację". Doradca Putina leci do Polski

Przemarsz Rosjan na stadion nie był spokojny
Przemarsz Rosjan na stadion nie był spokojny
Źródło wideo: tvn24
Źródło zdj. gł.: PAP | Rafał Guz
W związku z ekscesami przed meczem Polska-Rosja, do Warszawy w trybie pilnym udał się doradca prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka Michaił Fiedotow. Poinformował o tym sam Fiedotow, dzwoniąc z lotniska Szeremietiewo do radia Echa Moskwy, którego gościem miał być wieczorem.

- Napływają niepokojące informacje o konfliktach między kibicami dwóch krajów. Trzeba rozładować sytuację i nie dopuścić do ekscesów - oświadczył Fiedotow. - Jest to dla nas bardzo ważny mecz. Jest tam bardzo wielu naszych kibiców - dodał.

MSZ:wizyta planowana od dawna

Pytany o przyjazd doradcy Putina, rzecznik MSZ Marcin Bosacki powiedział, że o planach przyjazdu Fiedotowa do Warszawy MSZ wie od czterech dni. - Strona rosyjska poinformowała nas o przyjeździe pana Fiedotowa już w piątek 8 czerwca. W związku z czym nie bardzo rozumiemy, dlaczego on przyjeżdża tak późno - powiedział Bosacki. Dodał, że Fiedotow miał przyjechać do Warszawy, aby obejrzeć mecz Polska-Rosja. - Nie wiem, skąd taka nagła reakcja i jej nagłaśnianie. Wiedzieliśmy o planach przyjazdu pana Fiedotowa już w zeszłym tygodniu, od piątkowego popołudnia - zaznaczył Bosacki

Wersja polskiej policji

Polska policja podała, że po zamieszkach, do których doszło podczas przemarszu fanów rosyjskiej drużyny na Stadion Narodowy w Warszawie, zatrzymano ok. 100 osób - polskich i rosyjskich pseudokibiców. Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski poinformował, że grupa ok. 100 chuliganów, zarówno polskich jak i rosyjskich, próbowała doprowadzić do konfrontacji. Policjanci do tego nie dopuścili.

Rosyjskie media o bójce

Rosyjskie media relacjonowały, że policja użyła armatek wodnych, gazu i gumowej amunicji, by rozproszyć polskich fanów, którzy koło stadionu zaatakowali kibiców z Rosji, idących na mecz.

Autor: km/tr / Źródło: PAP

Czytaj także: