Polska

"Bezczelność i buta", "Marcin P. gra rolę. Nie wiem, czy sam ją napisał"

Polska

Bartosz Arłukowicz i Tomasz Rzymkowski byli gośćmi "Faktów po Faktach"
Bartosz Arłukowicz i Tomasz Rzymkowski byli gośćmi "Faktów po Faktach"tvn24
wideo 2/24

- Pan Marcin P. przedstawił informacje, których do tej pory komisja nie miała - stwierdził w "Faktach po Faktach" Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15), wiceprzewodniczący komisji śledczej do spraw Amber Gold. - Właściwie nie powiedział nic. Za to chętnie rzucał nazwiskami dziennikarzy, polityków - ripostował były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz (PO).

W środę sejmowa komisja śledcza przez sześć godzin przesłuchiwała w budynku warszawskiego sądu okręgowego byłego szefa Amber Gold. Świadek został dowieziony na przesłuchanie z aresztu śledczego z okolic Trójmiasta.

Marcin P. kategorycznie zaprzeczył, by Amber Gold był "piramidą finansową".

- Było to przedsiębiorstwo, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie była to piramida finansowa, żaden wyrok prawomocny w tej sprawie nie zapadł - zastrzegł. Zaznaczył zarazem, że "w systemie polskim nie istnieje coś takiego jak piramida finansowa".

"ABW zachowywała się w sposób niefrasobliwy"

Tomasz Rzymkowski w "Faktach po Faktach" stwierdził, że dzisiejsze przesłuchanie Marcina P. "zdecydowanie posuwa do przodu" sprawę wyjaśnienia afery Amber Gold. - Pan Marcin P. przedstawił informacje, których do tej pory komisja nie miała. To znaczy, że już w maju 2012 roku pierwszy sygnał o tym, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego interesuje się Amber Gold dotarł do Marcina P. On to zeznał, że taki sygnał dostał od jednego z kontrahentów z Lublina, u którego wynajmował lokal pod siedzibę oddziału Amber Gold - przekazał wiceprzewodniczący komisji śledczej.

- Świadczyć by to miało, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego co najmniej zachowywała się w sposób niefrasobliwy. To znaczy pozwoliła na to, że osoba, którą się interesuje, dowiedziała się o tym zainteresowaniu. I to jest najdelikatniej, co można powiedzieć, bo mam wrażenie, że celem było zupełnie co innego - wyjaśniał.

- Marcin P. na tle innych świadków dosyć rzeczowo odpowiadał na pytania i nie zasłaniał się prawie w ogóle "niepamięcią". Nawet jeśli nie pamiętał, starał się nakierunkować odpowiedź tak, żeby była wyczerpująca - ocenił poseł Kukiz'15.

Rzymkowski zwrócił też uwagę na "bezczelność i butę" byłego szefa Amber Gold oraz "to, co powiedział do zwykłych Polaków, poszkodowanych - że nie ma nic sobie do zarzucenia".

Marcin P. "właściwie nie powiedział nic"

Poseł PO Bartosz Arłukowicz (PO) ocenił, że "tak naprawdę w kluczowej sprawie to przesłuchanie wniosło niewiele".

- Pan Marcin P. pytany o to, skąd wzięły się środki na rozpoczęcie tej całej działalności, kto skonstruował cały ten mechanizm finansowy, na którym potem Polacy stracili pieniądze - od każdej z tych odpowiedzi się uchylał - ocenił poseł Platformy.

- Właściwie nie powiedział nic. Za to chętnie rzucał nazwiskami dziennikarzy, polityków. Ja miałem nieodparte wrażenie, że to jest pewnego rodzaju spektakl polityczny, w którym on odgrywał dosyć poważną rolę, jeśli nie główną rolę. Nie wiem, czy sam sobie tę rolę napisał - powiedział Arłukowicz.

- Dzisiaj uderzyła mnie jedna rzecz. W momencie, w którym poseł [Krzysztof] Brejza zaczął dosyć precyzyjnie dopytywać o mechanizmy finansowe, jak ta konstrukcja powstała, czy były związki ze SKOK-ami, ewentualnie jakie - on zadawał twarde pytania i głos był mu odbierany - podkreślił poseł PO.

"Ta komisja ma cel: dogonić Tuska"

- Jeśli komisja, która ma wyjaśnić Polakom, jak to się stało, że pieniądze ich przepadły, siedem i pół godzin przesłuchuje Michała Tuska, a w pięć godzin kończy przesłuchanie głównego reżysera, twórcy całej tej piramidy finansowej, to pokazuje, że ta komisja ma cel: dogonić Tuska - kontynuował.

- To przesłuchanie Tuska było z wielką determinacją przeprowadzane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dzisiaj tej determinacji w przesłuchaniu nie widziałem. Na pewno widziałem determinację w przerywaniu Brejzie. Kiedy wchodził tylko i wyłącznie w moment związku finansowego z twórcami prawdziwymi tej afery, głos był mu odbierany. Ale Brejza sobie poradził. Brejza wie jedno. Nigdy nie zadajemy pytań, na które nie znamy odpowiedzi. I on te odpowiedzi zna, i on to udowodnił - dodał Arłukowicz.

- O godzinie 16 musieliśmy dziś zakończyć. Wrócimy do przesłuchania - zapewnił Rzymkowski. - Musimy przede wszystkim dojść do kwestii, dlaczego państwo polskie zawiodło, dlaczego szereg instytucji absolutnie nie zareagowało - zaznaczył.

"Najbardziej zawiodła prokuratura"

- Dla mnie kluczowe było głosowanie w 2006 roku nad poprawką, która wkładała SKOK-i pod nadzór Komisji Nadzoru Finansowego. Posłowie PiS zagłosowali przeciw. Potem już była kaskada zmian, która dzisiaj doprowadza nas do tego typu komisji śledczej. Macie ważne państwowe zadanie: wyjaśnić, gdzie były źródła - zwrócił się Arłukowicz do Rzymkowskiego.

- Najbardziej zawiodła prokuratura, którą Platforma odłączyła od ministra sprawiedliwości. Wystarczyło popatrzeć na przedstawicieli prokuratury, jak oni działali - odpowiedział mu Rzymkowski.

- Ja nie przeczę temu, co pan mówi, że zawiodły struktury prokuratury w tej sprawie. Mówię, że jako komisja śledcza musicie wyjaśnić, gdzie pierwotny korzeń tej całej piramidy tkwił. Ktoś, to skonstruował, ktoś to wymyślił, ktoś to przeprowadził przez całe lata. Tu mam pretensje, że odpytujecie Tuska o jego przeczucia, odczucia i hobby, a macie P. przed sobą i zadowalacie się, gdy on nie daje odpowiedzi na pytanie - podkreślił poseł PO.

"Tak się pracuje w komisji śledczej"

- Ja też czuję niedosyt - oświadczył wiceprzewodniczący komisji śledczej. - Problem polegał na tym, że mieliśmy ograniczenia czasowe. W przypadku Michała Tuska mieliśmy tego czasu znacznie więcej i wypowiedzi Tuska były znacznie bardziej lapidarne w stosunku do długich wypowiedzi Marcina P. - dodał.

Arłukowicz ripostował, że "zadaniem komisji śledczej, jeśli nie jest przesłonięta cieniem politycznym, powinno być, żeby zadać mu 150 pytań, żeby w 151. dojść do prawdy".

- Tak się pracuje w komisji śledczej - zaznaczył poseł PO.

Tusk "już w 2011 roku starał się o tę pracę"

Tomasz Rzymkowski podkreślił istotne - jego zdaniem - informacje, które przekazał były szef Amber Gold w czasie przesłuchania.

- Pan Marcin P. powiedział dziś, że Michał Tusk już w 2011 roku starał się o tę pracę. Nawet Marcin P. powiedział, jakie były tego powody, o których Michał Tusk nam nie powiedział. Redukowano jego pracę w "Gazecie Wyborczej" - zaznaczył wiceprzewodniczący komisji śledczej.

- Patrzę z takim politowaniem na nadętą hipokryzję moralności, która prezentują politycy PiS-u, dochodząc do prawdy, czemu młody Tusk, młody chłopak, który traci pracę w jednej firmie, szuka drugiej i nie chce wsparcia ojca - wtrącił Bartosz Arłukowicz.

- Ja powtórzę po raz kolejny - nie chcę wnikać w państwa kompetencje, nie znam kuluarów tej sprawy, ale ja bym chciał, żeby mój syn szedł sam, w poprzek życia, mimo że jego ojciec jest ministrem czy kimś bardzo ważnym. Ja to tak czytam - podkreślił poseł Platformy.

"Ta komisja ma wydrukowane w genach: dopaść Tuska"

- Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ta komisja ma wydrukowane w genach: dopaść Tuska. Ja nie wierzę ekipie, która zmontowała SKOK-i, które upadają jeden po drugim, która głosowała przeciwko temu, żeby objąć je nadzorem KNF-u, że nagle stali się tacy moralnie wzniośli i postanowili wyjaśnić Amber Gold - zaznaczył Arłukowicz.

Rzymkowski odniósł się roli Michała Tuska w relacji z Marcinem P.

- Marcin P. dzisiaj jednoznacznie powiedział, jaka była rola Michała Tuska. On wyciągał informacje, które absolutnie nie były dostępne w domenie publicznej, o tym, jakie elementy wsparcia dla poszczególnych linii lotniczych są przekazywane "pod stołem" przez porty lotnicze. Ta kwestia, która była objęta swoistą tajemnicą handlową, była Michałowi Tuskowi znana i on ją przekazywał Marcinowi P. - ocenił.

"Jeśli jest związek biznesowo-dziennikarski, to musi się źle skończyć"

Bartosz Arłukowicz odniósł się jeszcze do wątku dziennikarza wspomnianego przez Marcina P. podczas przesłuchania.

- Dlaczego jest tak, że człowiek, który jest zamieszany w taką dużą sprawę finansową, publicznie mówi, że współpracuje z prawicowymi dziennikarzami? Że są dziennikarze, którzy opisują Amber Gold w kontekście tego, że KNF ich próbuje zniszczyć? - zapytał.

- Jest to dziennikarz, który pracuje w telewizji pana Kurskiego, jest pełnomocnikiem zarządu do Światowych Dni Młodzieży? Odnajduje się w tym prawicowym, narodowym środowisku telewizyjnym, jednocześnie pisze artykuł o tym, że KNF próbuje zniszczyć Amber Gold. Wyjaśnijcie to, bo to pokazuje, że jeśli jest związek biznesowo-dziennikarski, to musi się źle skończyć - podkreślił poseł PO.

"Pan Marcin P. powiedział o wiele ciekawszą rzecz"
"Pan Marcin P. powiedział o wiele ciekawszą rzecz"tvn24

Złota afera Amber Gold

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 roku. Miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W 2011 roku firma zainwestowała też w linie lotnicze. OLT Express funkcjonowały przez kilka miesięcy w 2012 roku. 13 sierpnia 2012 roku Amber Gold ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od powierzonych środków.

W czwartek przed komisją stanąć ma żona Marcina P. - Katarzyna - współoskarżona w procesie dotyczącym Amber Gold.

ZOBACZ CAŁE "FAKTY PO FAKTACH"

Autor: bpm//now / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości