We wtorek, w wieku 69 lat, zmarł po długiej chorobie dziennikarz Andrzej Morozowski. Na antenie TVN24 Marta Kuligowska opowiedziała, jak ona przeżywała ostatnie chwile ze swoim przyjacielem. - Podtrzymywałam go na duchu, mówiłam, że wszystko będzie dobrze, że patrzymy do przodu - mówiła.
"On spał, a ja po prostu mówiłam to, co chciałam mu powiedzieć"
Dziennikarka w szczerej rozmowie przyznała, że kiedy Morozowski leżał w szpitalu, chciała mu przekazać, jak ważnym jest dla niej przyjacielem, ale - jak sama oceniła - nie miała odwagi się z nim pożegnać.
- Andrzejowi nigdy tego nie powiedziałam. A to żartowaliśmy, a to rozmawialiśmy o polityce. I jak zderzyłam się z taką sytuacją, że jego może zabraknąć, to pomyślałam, że nie chciałabym mieć takiego poczucia, że (...) nawet takich prostych zdań jak "jesteś dla mnie cholernie ważny, mój drogi przyjacielu" nie powiem - opowiedziała Kuligowska.
Pewnego razu żona Andrzeja, Agata, przygotowywała mieszkanie na powrót męża i poprosiła Kuligowską, aby ta pobyła z nim w szpitalu. - On spał, a ja po prostu mówiłam to, co chciałam mu powiedzieć, bo uznałam, że on po prostu musi to wiedzieć. I jeszcze później widzieliśmy się wielokrotnie, rozmawialiśmy o polityce, nigdy do tego nie nawiązywałam - mówiła dziennikarka.
Kuligowska podkreśliła, że "w tym pędzie, który mamy, boimy się dużych słów". - To wcale nie były jakieś wielkie słowa, tylko to była kwestia przyjaźni, tego, że ktoś jest bardzo ważny, był taką częścią życia mojego i całej mojej rodziny - opisała.