Ukraina obchodzi Dzień Niepodległości. Przy tej okazji szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski został zapytany w "Faktach po Faktach" o kwestię przyszłości Ukrainy i procesu pokojowego. Podkreślił, że "to nie leży w mocy ofiary, żeby zakończyć tę wojnę". - Ją może zakończyć tylko agresor. Po prostu przestać walczyć, przestać prowadzić ataki, szturmy - dodał.
Ocenił, że "Putin popełnia błąd, bo atakując miasta, on nie ogranicza zdolności armii ukraińskiej do walki". - On tylko terroryzuje ludność cywilną - zaznaczył.
- My musimy Ukrainę nadal wspierać, bo dopiero wtedy, gdy Putin zrozumie, że nie jest w stanie wygrać, postawi bardziej realistyczne warunki zakończenia wojny - podkreślił szef MSZ.
Sikorski: Putin ma dwie karty
Według Sikorskiego "Putin ma jeszcze dwie karty". - Jedna, która jest dla niego bardzo ryzykowna, mianowicie ogłoszenie, albo bez ogłaszania, przeprowadzenie jakiejś mobilizacji. No, ale wtedy, jeśli sięgnie po zasoby Petersburga, Moskwy, dużych miast, to może mu się część nomenklatury zbuntować, która nie chce, która wie, że czas życia żołnierza rosyjskiego na froncie przy ataku to jest 30 minut - mówił.
- I druga karta, na którą Putin liczy, bo liczyli na nią przywódcy Rosji od wieków, to jest ciężka zima, w której on myśli, że jeśli zniszczy system energetyczny, ciepłowniczy Ukrainy, to to w końcu Ukrainę złamie - dodał.
- Dlatego tak ważne jest już teraz dostarczanie Ukrainie generatorów, ciepłej odzieży. Polska przygotowuje się do dostarczenia dodatkowych ilości gazu - podkreślił Sikorski. - Jeśli Putin nie złamie Ukraińców w tę zimę, to myślę, że powstaną warunki do zawieszenia broni - podsumował.
Sikorski: Rosja planuje kolejne eskalacje
Sikorski został zapytany, jakim Rosja jest teraz dla nas zagrożeniem. - Rosja nie ma zdolności do przeprowadzenia ofensywy na Zachód, a nawet na samą Polskę - odpowiedział. - My byśmy zadali jej straty jeszcze wyższe niż Ukraina. Żeby zgromadzić siły do ataku konwencjonalnego na nasz kraj, musiałaby zgromadzić setki tysięcy żołnierzy. My byśmy to z wielkim wyprzedzeniem widzieli i się do tego przygotowali. Więc to nie wchodzi w grę. Nie mają takich sił - ocenił.
- Natomiast przypominam: wojna hybrydowa to nie tylko jakieś blokady w internecie czy propaganda, czy manipulowanie mediami społecznościowymi. To są szwadrony śmierci - mówił.
Dodał, że "Rosja planuje kolejne eskalacje, o których wiemy". Zaznaczył, że nie może o nich powiedzieć.
Sikorski o wniosku o ekstradycję Ziobry
Na koniec programu prowadząca Katarzyna Kolenda-Zaleska zadała Sikorskiemu "trzy krótkie pytania".
Zapytany, czy ma jakąś odpowiedź z Departamentu Stanu USA w sprawie ekstradycji byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, odparł, że "nie spodziewamy się jej tak szybko". - To będzie rozstrzygane przez sąd z ostatecznym dopiero głosem Departamentu Stanu - zaznaczył. Dodał, że z tego, co wie, "wniosek został mocno umotywowany".
- No, a to, że poseł Ziobro nie przychodzi do Sejmu, nadal jest wiceprzewodniczącym głównej partii opozycyjnej, to wstyd dla tej partii - skwitował.
Gdzie jest Romanowski?
Szef MSZ pytany był też o to, co mówią jego dyplomatyczne kontakty w sprawie byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Z pisma, które wysłał do warszawskiego sądu okręgowego z wnioskiem o wydanie listu żelaznego wynika, że zostało ono nadane w Tyraspolu na terenie Naddniestrza - prorosyjskiego, separatystycznego regionu Mołdawii.
- To pytanie oczywiście do prokuratury. Ja nie mam uprzywilejowanej wiedzy - odpowiedział szef polskiej dyplomacji. - Paradoks polega na tym, że on twierdzi, że jest w zdominowanym przez Rosjan Naddniestrzu. Czyli on twierdzi, że jest skompromitowany, a my nie mamy pewności, na ile głęboka jest ta kompromitacja - dodał.
Sikorski o ambasadorach i "prawicowej obsesji"
Gość "Faktów po Faktach" odniósł się też do sprawy sporu z prezydentem o ambasadorów.
- Prawo się nie zmieniło. Prezydent Andrzej Duda podpisał 24 moje wnioski. Prezydent Nawrocki z jakiegoś powodu nie podpisuje. Jakaś prawicowa obsesja na punkcie dobrze pracujących ambasadorów, czy to w Rzymie, czy w Waszyngtonie - powiedział.
- Ale wiemy, że paraliżowanie instytucji państwa, takie wymuszanie błagań o podpis, który jest przecież nie tylko prerogatywą, ale i obowiązkiem prezydenta, to jest taki sposób na pokazanie, że się jest ważnym. Tak jakby się było ponad państwem polskim i tak jakby Polska nie zyskiwała na tym, gdy władze w niej współpracują - dodał.
Wspomniał, że "w ostatnich kilkudziesięciu godzinach amerykańska skądinąd agencja ratingowa Fitch, podtrzymując polski rating, stwierdziła, że weta, a więc te blokady różne pana prezydenta, to jest wręcz zagrożenie dla polskiego ratingu, a więc dla ceny, po jakich trzeba spłacać polskie obligacje. Mam nadzieję, że pan prezydent nie jest z tego dumny - mówił.