Przyszli emeryci nabici w butelkę

 
"Gazeta Wyborcza": Przyszli emeryci nabici w butelkę
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Zamienił emeryt siekierkę na kijek - tak działalność funduszy emerytalnych opisuje "Gazeta Wyborcza". Jak wylicza, w listopadzie co druga osoba zmieniająca fundusz przepisała się do... gorszego. Przyszłych emerytów namawiają do tego agenci, bo oni i ich firmy słono zarabiają na zdobywaniu nowych członków.

Fundusze emerytalne, które w ostatnim roku z powodu giełdowej bessy straciły większość zysków wypracowanych w poprzednich latach, skupiają się teraz na zdobywaniu nowych członków, bo to na nich zarabiają prawdziwe pieniądze - pisze "Gazeta Wyborcza". Im więcej klientów, tym więcej dostają prowizji. Od początku roku w formie opłat zebrały od nas niemal 1,4 mld zł. Z tego aż 620 mln zł to dla nich czysty zysk.

Agenci omamili

Z wyliczeń "Wyborczej" wynika jednak, że w listopadzie co druga osoba (spośród 116 tysięcy, które zdecydowały się na zmianę), w rezultacie omamienia jej przez agenta, zdecydowała się na zmianę swojego funduszu na gorszy.

Średnia stawka na rynku to dla agenta 700 zł za "złowioną" osobę. Fundusze na wynagrodzenia armii agentów wydają grube miliony. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że w pierwszych trzech kwartałach było to 270 mln zł, niemal 42 mln zł więcej niż przed rokiem.

Źródło: "Gazeta Wyborcza", PAP

Czytaj także: