Werbowali do przymusowej pracy w Polsce. Są zarzuty dla podejrzanych o handel ludźmi

Polska

Sprawą zajmował się reporter "Superwizjera" Jakub Stachowiak. [Fragment programu, 04.07.17]tvn24
wideo 2/2

Prokuratura i Straż Graniczna od kilku miesięcy prowadzą śledztwo w sprawie organizowania i werbowania obywateli Ukrainy oraz Białorusi do pracy przymusowej na terenie Polski. Zatrzymano w tej sprawie dwóch mężczyzn - 44-letniego obywatela Polski Mirosława K. oraz 32-letniego obywatela Ukrainy Borysa S. Podejrzani usłyszeli zarzuty. Sprawą wykorzystywania ukraińskich pracowników zajmował się także reporter "Superwizjera" Jakub Stachowiak.

Codziennie do Polski przyjeżdżają tysiące Ukraińców w poszukiwaniu dobrze płatnej pracy. Większość, mimo że trafia do Polski legalnie, pracuje na czarno. To sprawia, że wielu pracodawców ich oszukuje, nie płacąc za wykonaną pracę. Inni stają się ofiarami przestępców.

Śledztwo w prokuraturze

Prokuratura Okręgowa w Warszawie, wspólnie z funkcjonariuszami Placówki Straży Granicznej Warszawa-Okęcie, prowadzi śledztwo w sprawie organizowania i werbowania obywateli Ukrainy oraz Białorusi do pracy przymusowej na terenie Polski.

Sprawą wykorzystywania ukraińskich pracowników zajmował się w kwietniu reporter "Superwizjera" Jakub Stachowiak.

Zobacz reportaż "Jak wykorzystać ukraińskiego pracownika".

Zatrzymani

W postępowaniu w sprawie handlu ludźmi przewijało się między innymi nazwisko Mirosława K. i nazwa jego firmy. W sądzie przeciwko mężczyźnie zeznawali Ukraińcy, którzy byli zmuszani do pracy na czarno po kilkanaście godzin dziennie. Pytany o te zeznania przez reportera "Superwizjera", Mirosław K. odpowiadał: to są kłamstwa.

16 października 2017 roku na polecenie prokuratora funkcjonariusze zatrzymali w Warszawie dwóch mężczyzn. Jeden z nich to właśnie 44-letni obywatel Polski Mirosław K. Został zatrzymany w Warszawie. Drugi to 32-letni obywatel Ukrainy Borys S. Został zatrzymany w mieszkaniu na Ursynowie.

Pani Tatiana, która pracowała u Mirosława K. w rozmowie z reporterem "Superwizjera" Jakubem Stachowiakiem opowiadała, że kiedyś rozcięła rękę. Jej szef zawiózł ją do szpitala i zostawił bez pieniędzy. Ze względu na fakt, że nie miała pieniędzy, żeby zapłacić za zszycie rany, wróciła do domu. Przedsiębiorca, pytany o tę sprawę, odpowiadał: to, co pan mówi, to jest nieprawda. - Ludzi, których on oszukał, jest dużo więcej niż ja widziałam - zapewnia z kolei Maria, która, jak twierdzi, jest jedną z ofiar Mirosława K.

Zarzuty dotyczące zbrodni handlu ludźmi

Mirosławowi K. oraz Borysowi S. prokurator przedstawił zarzuty dotyczące zbrodni handlu ludźmi. Z popełniania przestępstwa podejrzani uczynili sobie stałe źródło dochodów. Borys S. usłyszał ponadto zarzuty przywłaszczenia dokumentu stwierdzającego tożsamość innej osoby w postaci dowodu osobistego, a także ukrywania dokumentów, którymi nie miał prawa rozporządzać - poinformowała w środę Prokuratura Krajowa.

Prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec Mirosława K. tymczasowego aresztu. Wobec drugiego z podejrzanych stosowany jest środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji.

Organizowali przyjazd pod pozorem dobrze płatnej pracy

Jak informuje Prokuratura Krajowa, z ustaleń śledztwa wynika, iż podejrzani, wykorzystując krytyczną sytuację materialną osób zza wschodniej granicy, rekrutowali ich na terenie Białorusi i Ukrainy, a następnie organizowali ich przyjazd do Polski pod pozorem pewnej i dobrze płatnej pracy.

"Cudzoziemcy, nie znając procedur obowiązujących w Polsce dotyczących świadczenia pracy oraz legalizacji pobytu, trafiali do lokali gastronomicznych na terenie Warszawy. Tam byli wykorzystywani do wielogodzinnej pracy w wymiarze przekraczającym 350 godzin miesięcznie. Nie otrzymywali wynagrodzenia w terminie lub jego wypłata była uzależniana od dalszego świadczenia pracy, co uniemożliwiało im samodzielne z niej zrezygnowanie z obawy przed utratą już zarobionych pieniędzy" - czytamy w komunikacie prokuratury.

Przemoc psychiczna

Jak ustalono, podejrzani mieli stosować także przemoc psychiczną. "Używali wobec cudzoziemców słów wulgarnych i obelżywych, a także arbitralnie nakładali kary finansowe w przypadku niepodporządkowania się poleceniom. Grozili również wypełnieniem blankietów wekslowych i zawarciem umów pożyczek na ich dane osobowe" - dowiedziała się prokuratura.

Sprawa ma charakter rozwojowy. W toku dalszego śledztwa prokuratura chce ustalić dane wszystkich osób zaangażowanych w przestępczy proceder, jak też osób, które padły ofiarą działalności podejrzanych.

Autor: KB/adso / Źródło: PAP, Superwizjer TVN

Źródło zdjęcia głównego: Superwizjer TVN