Masz subskrypcję?
Zdrowe, lśniące włosy, nieskazitelna cera, długie paznokcie - czyli to, czego często nie mogą mieć osoby chorujące na hashimoto. Znana wokalistka i celebrytka staje przed kamerą i ogłasza: "też chorowałam, ale wyzdrowiałam". Cudownym "lekiem" miały okazać się żelki, które swoją twarzą promuje Doda.
Po obejrzeniu reklamy na platformach społecznościowych burzą się lekarze i farmaceuci. Bo przecież produkt, który sprzedaje artystka, hashimoto nie wyleczy. Zawiadamiają prokuraturę. Śledczy sprawdzają "lek" i podejmują, jak się udało ustalić TVN24+, pierwsze decyzje - wydają postanowienie o postawieniu zarzutów.
Za co konkretnie?
I czy Doda będzie musiała skończyć z reklamowaniem "leku" na chorobę Hashimoto?
"Słodki deserek" zamiast leku
"Zdiagnozowano u mnie hashimoto. Nie wzięłam ani jednego leku, postanowiłam wyleczyć się tylko i wyłącznie metodą niekonwencjonalną" - powiedziała do swoich dwóch milionów obserwatorów w social mediach Doda. Był maj 2025 roku.
Choroba, o której mówiła, to stan zapalny tarczycy.