"Polski nie stać na tanie państwo". Związkowcy apelują do resortu finansów

Andrzej Domański i Donald Tusk
Dorota Zatorska o strajku w ZUS. "Pracownicy są zdeterminowani"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Paweł Supernak/PAP
Nie ma bezpiecznego państwa bez sprawnej, dobrze opłacanej administracji publicznej - podkreśla przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa Piotr Szumlewicz, domagając się od rządu podwyżek w sferze budżetowej.

Piotr Szumlewicz odniósł się krytycznie do opinii Ministerstwa Finansów, zgodnie z którą w najbliższych latach nie będzie środków na zwiększenie wynagrodzeń w administracji publicznej. Jak zaznaczył, "to bardzo szkodliwy sygnał dla nas wszystkich".

- Dalsze mrożenie pensji w sektorze publicznym byłoby szkodliwe dla państwa i społeczeństwa. Brak podwyżek będzie skutkował odpływem wykwalifikowanych pracowników z kluczowych instytucji, wzrostem liczby wakatów i obniżeniem jakości usług publicznych - wyjaśnił.

Chcą podwyżek w administracji

Szumlewicz zwrócił uwagę, że trudno zrozumieć stanowisko resortu finansów, skoro "w ostatnich miesiącach same dopłaty do paliw kosztowały budżet blisko 5 mld zł", a dopłaty do nierentownych kopalń mają wynieść około 6 mld zł. Dodał, że program Rodzina 800 plus w obecnej formie pochłania ponad 60 mld zł rocznie, a korzystają z niego również osoby bardzo zamożne.

>>> Członek RPP: powrót CPN-u tylko w ostateczności

- W tym kontekście oszczędności na wynagrodzeniach dla pracowników sfery budżetowych to nie tylko błąd, ale działanie skrajnie nieodpowiedzialne. W obliczu wojny za naszą wschodnią granicą bezpieczeństwo powinno być jednym z fundamentów funkcjonowania państwa - przekazał.

Na zakończenie przewodniczący zaapelował do rządu o zmianę priorytetów. - Nie ma bezpiecznego państwa bez sprawnej, dobrze opłacanej administracji - powiedział Szumlewicz.

- Apelujemy o wzrost płac w sferze budżetowej o co najmniej 20 procent jeszcze w tym roku i zabezpieczenie środków na podwyżki w latach kolejnych. Polski nie stać na tanie państwo - podsumował.

Referendum strajkowe w ZUS

Do 6 lipca w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych trwało referendum strajkowe zainicjowane przez Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa. Jak informował związek, decyzja o jego przeprowadzeniu została podjęta po tym, jak ZUS - wbrew przepisom prawa - odmówił prowadzenia sporu zbiorowego dotyczącego wynagrodzeń. Pracodawca zaproponował wówczas jedynie 200 zł podwyżki i przerwał rozmowy z przedstawicielami pracowników.

Według informacji przekazanych przez Piotra Szumlewicza w referendum strajkowym wzięło udział ponad 51 procent zatrudnionych pracowników. Spośród głosujących aż 97 procent opowiedziało się za rozpoczęciem strajku. Głosowanie było konsekwencją narastającego niezadowolenia wśród załogi, które wcześniej znalazło wyraz w dwugodzinnym strajku ostrzegawczym, przeprowadzonym 17 czerwca w placówkach ZUS na terenie całego kraju.

Związkowcy domagają się wzrostu płac o 1200 zł brutto dla każdego pracownika ZUS, argumentując, że obecne wynagrodzenia są niewspółmierne do zakresu obowiązków i odpowiedzialności. Kierownictwo Zakładu odpowiada, że realizacja takiego postulatu wymagałaby zwiększenia budżetu wynagrodzeń o ponad 1 mld zł w 2026 roku, a ostatnia propozycja ze strony pracodawcy zakładała podwyżkę w wysokości 220 zł brutto oraz jednorazową nagrodę w wysokości 4 tys. zł.

Źródło: tvn24.pl
Zobacz także: