Wizyta prezydenta w Azji od razu zaczęła się od wielkiego „boom”. Po tym, jak rządowy Tu-154 zamarzł na lotnisku w Ułan Bator, Lech Kaczyński był zmuszony polecieć do Japonii samolotem wyczarterowanym (za 130 tys. dol) w Mongolii. Tyle zachodu, i jak się okazało na nic. Układany od wielu miesięcy, plan wizyty w Azji spalił na panewce. Audiencja u cesarza Japonii - główny plan podróży – została odwołana.
Głowa państwa się nie poddaje
Jednak prezydent – jak podkreślał na antenie TVN24 szef jego kancelarii Piotr Kownacki - nie rezygnuje z dalszej podróży i dlatego nie wróci do Polski wcześniej. - Jedno wypadło, ale nic się nie zmieniło. Jest jeszcze przecież wizyta koreańska - powiedział Kownacki.
Szef prezydenckiej kancelarii jest dobrej myśli i liczy, że dalsza podróż Lecha Kaczyńskiego będzie się już odbywać bez niespodzianek. Choć nie wykluczył, że jeśli naprawiony już Tu-154 znów zaszwankuje, prezydent ponownie skorzysta z lotu czarterowego.
"Należy współczuć prezydentowi, ale..."
Politycy PO komentujący kolejną zagraniczną wizytę Lecha Kaczyńskiego nie są już tak dobrej myśli, jak Kownacki. Ich zdaniem głowa państwa nie ma szczęścia do wojaży. - Wczoraj zamarznięty samolot, dziś choroba cesarza. Jakiś pech jest - stwierdził szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.
- Jest pytanie o znaczenie pecha w polityce, gdyż rzeczywiście pan prezydent Kaczyński ma pecha, to widać, że ma pecha. Kolejne wizyty, i coś tam szwankuje - mówił z kolei marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. I podkreślał: - Należy oczywiście współczuć panu prezydentowi, licząc na to, że mniej będzie w tej polityce, podróży zagranicznych, a więcej merytoryczności. Wiadomo, że wizyta w Japonii to wspaniały splendor - piękne zdjęcia, przyjęcie przez cesarza, to robi wrażenie. Jeśli jednak jest inny wkład w wizytę, to taka strata, jak skasowanie audiencji u cesarza, jest po prostu mniej bolesna.
Źródło: tvn24.pl, TVN24