"Każdy wiedział, że ćpała". Sąsiedzi Anny W.: urzędnicy to wszystko bagatelizowali

TVN24

Sąsiedzi wielokrotnie interweniowali w sprawie matki 9-miesięcznej Blankitvn24
wideo 2/36

Rodzicom dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka raz dziecko odebrano, gdy pracownicy opieki społecznej dowiedzieli się, że matka "chodziła po mieście z noworodkiem i usiłowała je oddać". – Każdy wiedział, że ćpała – mówią sąsiedzi. Zapewniają, że w jej sprawie wielokrotnie informowali policję. Dziewczynka jednak wróciła pod "opiekę" biologicznych rodziców, którzy tym razem zafundowali córce okrutną śmierć. Materiał magazynu "Polska i Świat".

ZOBACZ PIERWSZĄ CZĘŚĆ MAGAZYNU "POLSKA I ŚWIAT" NA TVN24GO >

ZOBACZ DRUGĄ CZĘŚĆ MAGAZYNU "POLSKA I ŚWIAT" NA TVN24GO >

Mieszkańcy z tak zwanych baraków w Olecku dobrze znają Annę W. – Każdy wiedział, że ćpała. Brała tabletki, psychotropy – opowiada jedna z sąsiadek.

35-letnia kobieta usłyszała już między innymi zarzut zabójstwa dziewięciomiesięcznej córki Blanki. Zatrzymana przez policję do niczego się nie przyznała.

Kobieta miała czwórkę dzieci z trzema partnerami. Paulina, Paweł i Patryk mieszkają ze swoimi ojcami.

- Wybrała towarzystwo: ćpanie. Te dzieci też przecież nie były z nią. Od czasu do czasu może nocowały, ale wolały być u babci – stwierdza koleżanka podejrzanej, Małgorzata.

Ojciec 9-miesięcznej Blanki, który nie mieszkał z jej matką, również został zatrzymany i także usłyszał zarzuty, między innymi zabójstwa. Była opiekunka do dzieci Anny W. opowiada, że mężczyzna lubił alkohol. – Zazwyczaj jak go widziałam, to był pod wpływem alkoholu i to dosyć mocnego – przyznaje.

"Usiłowała oddać dziecko"

Już kilka tygodni po narodzinach dziewczynki matka straciła prawo do opieki nad nią. Edyta Truszczyńska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Olecku wspomina, że Anna W. "wędrowała po mieście z noworodkiem i usiłowała oddać dziecko".

Do sądu trafił wówczas wniosek, na podstawie którego dziecko znalazło się w tymczasowej rodzinie zastępczej. Na początku bieżącego roku Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie wystąpiły do sądu o uregulowanie sytuacji prawnej dziecka. Miało wrócić do rodziny biologicznej albo zostać oddane do adopcji.

Anna Świderska z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku informuje, że dwukrotnie przeprowadzono ocenę sytuacji dziecka. – Na podstawie tych ocen ustalono, że zasadny jest dalszy pobyt dziecka w rodzinie zastępczej – podkreśla.

Powodem takiej decyzji mógł być brak stabilności emocjonalnej kobiety, leczenie w szpitalu psychiatrycznym ze względu na nawracające stany depresyjne oraz nadużywanie narkotyków, a w szczególności amfetaminy.

Dziecko wraca "pod opiekę" matki

W marcu sąd zgodził się jednak na powrót Blanki do biologicznych rodziców. Wiceprezes Sądu Rejonowego w Olecku Agnieszka Węglicka-Bogdan tłumaczy, że Anna W. "wykazała, że podjęła terapię na terenie Olecka". - Stawiała się na spotkanie z terapeutą, robione były testy na obecność środków psychoaktywnych. Z mojej wiedzy wynika, że takich testów wykonała trzy lub cztery – dodaje.

Marcin Walczak, rzecznik Sądu Okręgowego w Suwałkach, podkreśla, że orzeczenie sądu zobowiązywało kuratora do składania comiesięcznych wizyt w rodzinie. – Były sprawozdania przedkładane sądowi, z których wynikało, że wszystko jest na dobrej drodze – zapewnia.

- W ostatnim czasie były trzy wizyty – informuje Edyta Truszczyńska i przyznaje, że nic nie zaniepokoiło kuratora społecznego. Według jego relacji w domu było względnie czysto, a dziecko, w letnich ubrankach, nie miało posiniaczonych rąk ani nóg.

"Nikt nie zauważył oznak znęcania się nad dzieckiem"

Nie wszyscy sąsiedzi, z którymi rozmawiali reporterzy "Polski i Świata", wyrazili zgodę na rozmowę przed kamerą, ale poza nią przekonywali, że w tym przypadku zawiódł system lub człowiek.

Koleżanka Anny W., Małgorzata, relacjonuje, że "pani z opieki społecznej" zwróciła się do sąsiadów, żeby się nie mieszali w sprawy tej rodziny. - Moja siostra nieraz dzwoniła na policję, gdy ona była pod wpływem narkotyków – zapewnia Małgorzata.

Również była opiekunka do dzieci Anny W. ocenia, że urzędnicy "to wszystko bagatelizowali". – Stwierdzili, że w tej rodzinie nie ma problemu – dodaje.

Edyta Truszczyńska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Olecku przekonuje, że rodzinie przyglądali się kurator zawodowy, dzielnicowy i pracownik socjalny, "i nikt nie zauważył oznak znęcania się nad dzieckiem, bicia dziecka, zasinień czy zadrapań".

Olecko w województwie warmińsko-mazurskim

Autor: asty//rzw / Źródło: tvn24