Z jednej strony apele o "milczenie", z drugiej obrona pierwszej damy niczym reduty. Wyemitowany w TVN24 w połowie lutego wywiad z Martą Nawrocką odbił się w Polsce szerokim echem. Być może dlatego, że do tej pory wywiadów udzielała bardzo rzadko.
Na stronie prezydenta znajdziemy informacje o innych aktywnościach pierwszej damy, takich jak wspólna wizyta z mężem na Litwie, spotkanie z podlaskim Kołem Gospodyń Wiejskich, a nawet kibicowanie w konkursie skoków narciarskich Utarło się, że prezydentowa reprezentuje państwo, angażuje się społecznie i zabiera głos w wybranych sprawach. Część tych obowiązków przypomina pracę — za którą w Polsce nie otrzymuje wynagrodzenia.
Kwestia wynagrodzenia dla małżonki prezydenta wracała w Polsce kilkukrotnie. W 2016 roku projekt ustawy przewidywał pensję w wysokości około 13,5 tysiąca złotych, a cztery lata później — około 18 tysięcy. Oba pomysły upadły.
W 2021 roku rozwiązana została za to inna - zdaje się, że bardziej paląca - kwestia. Do tego czasu nieuregulowana była sprawa ubezpieczeń emerytalno-rentowych małżonki prezydenta. Zmieniło się to za sprawą ustawy i od tamtej pory składki pierwszej damy są opłacane z budżetu kancelarii prezydenta.
Każde inne pole funkcjonowania małżonki prezydenta pozostaje wciąż poza prawnymi ramami. Czy mamy na świecie na kim się wzorować, jeśli chcielibyśmy to zmienić? O to pytamy profesor SGH, kierowniczkę Katedry Studiów Politycznych Małgorzatę Molędę-Zdziech.