Mariusz Kamiński zeznawał we wtorek przed komisją śledczą do sprawy wyborów kopertowych. Początek przesłuchania miał burzliwy przebieg. Po jednym z pytań ze strony przewodniczącego wstał i opuścił salę. Po kilku minutach wrócił. W swoich zeznaniach Kamiński odpowiadał między innymi na pytania o jego decyzje związane z przygotowaniem wyborów i o niepodpisanie umowy z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych.
Na początku przesłuchania Kamińskiego przez komisję śledczą do spraw wyborów kopertowych przewodniczący Dariusz Joński zadał mu pytanie, opierając się na zeznaniach Michała Wypija, byłego posła Porozumienia. - Dlaczego podczas spotkania w willi premiera pan wpadł w furię do tego stopnia, że sam prezes Kaczyński musiał pana uspokoić? Chciałbym pana wprost zapytać, czy był pan pod wpływem środków, substancji odurzających, czy był pan trzeźwy? - zapytał Joński.
- Pytam świadka, bo nie wyobrażam sobie, żeby koordynator służb specjalnych zachowywał się wobec posłów taki sposób, jak opisał to Wypij pod przysięgą. Pytam pana wprost, czy był pan wtedy trzeźwy? - dodał Joński.
- Szanowny panie. Jest pan zwykłą... - zaczął mówić świadek, ale został mu wyłączony mikrofon.
Na sali wybuchło oburzenie ze strony polityków PiS. - Szanowny panie, sposób, w jaki sformułował pan to pytanie, świadczy o tym, że jest pan pozbawiony jakiejkolwiek... - mówił Kamiński, ale Joński ponownie wyłączył mu mikrofon.
- Może pan odpowiadać na pytania? - zwrócił mu uwagę Joński. - Tak, chcę odpowiedzieć na to pytanie. Jest pan świnią - powiedział Kamiński. Po tych słowach wstał i wyszedł z sali.
Kamiński wrócił, chciał wyłączenia Jońskiego z przesłuchania
Po kilku minutach Kamiński wrócił. - Padły obrażające, znieważające, niczym niepoparte stwierdzenia. Zaprzeczyłem, że takie fakty miały miejsce, a mimo to przewodniczący formułował wobec mnie insynuacje. To niebywałe, oburzające, tego nie można tolerować - powiedział dziennikarzom.
Po wznowieniu przesłuchania Kamiński zgłosił wniosek o wyłączenie Jońskiego z posiedzenia. Za były 3 osoby, przeciw 5, wniosek nie przeszedł.
Joński dalej zadawał pytania. Kilkukrotnie Kamiński próbował komentować zachowanie przewodniczącego, ale wtedy Joński przerywał jego wypowiedź, wyłączając mu mikrofon. - To są kłamstwa, powiedziałem o tym wyraźnie. Pan nawet nie cytował Wypija. Pan insynuował rzeczy, których nawet on nie powiedział - oskarżał Jońskiego. - Sprawa pana insynuacji, manipulacji, będzie miała swój dalszy ciąg - zapowiedział Kamiński, zwracając się do przewodniczącego.
Michał Wypij, którego zeznania przed komisją śledczą były podstawą do spięcia między Kamińskim a Jońskim, skomentował tę sytuację w mediach społecznościowych.
"Po raz kolejny Kamińskiemu puszczają nerwy. Na pytanie Jońskiego o trzeźwość wystarczyło zaprzeczyć. Jego zachowanie tylko utwierdza słuszność podejrzeń" - napisał. Zapewnił, że "pod przysięgą zeznał całą prawdę i tylko prawdę".
Kamiński powiedział później, że spotkanie w wilii było spotkaniem informacyjnym, w którym uczestniczyli przedstawiciele PiS oraz Porozumienia Jarosława Gowina. - Nie było tam żadnej nerwowości, żadnej awantury - przekonywał świadek. Powiedział, że ze strony partii Gowina w spotkaniu uczestniczyła m.in. Jadwiga Emilewicz, Michał Wypij i Marcin Ociepa, a ze strony PiS premier Mateusz Morawiecki, prezes Jarosław Kaczyński, minister Jacek Sasin.
Jak powiedział Kamiński obecny był również szef Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot. Mówił, że podczas spotkania przedstawił informację jak wyglądają przygotowania PWPW do przeprowadzenia wyborów kopertowych, natomiast Sasin mówił, "jak to będzie wyglądało ze strony Poczty". Kamiński zapewnił, że nie pamięta "żadnych wypowiedzi ani pana Wypija, ani pana Ociepy".
- Jestem przekonany, że kłamstwo, które zostało przekazane Komisji w odniesieniu do jakoby mojego niestandardowego zachowania, zostanie stwierdzone podczas zeznań innych uczestników tego spotkania - wskazał. Zapewnił też, że nie słyszał, "żeby mówiono, że ktoś straci stanowisko jak nie przeprowadzi wyborów".
"Pierwszy raz mamy taką sytuację, że świadek mówi, że jest kimś, kim nie jest"
Do spięcia między Kamińskim i Jońskim doszło już wcześniej, na samym początku przesłuchania. Kiedy przewodniczący poprosił Kamińskiego, żeby się przedstawił i podał swój zawód, ten stwierdził, że jest posłem. - To posiedzenie się mogło odbyć w zakładzie karnym. Odbywa się tutaj tylko dlatego, bo pan Andrzej Duda skorzystał z prawa łaski - powiedział wtedy Joński.
Dodał, że umówienie się na przesłuchanie "nie było łatwe". - Zakład karny, prokuratura, inne komisje śledcze. Informuję pana, że pan nie jest posłem, bo został pan prawomocnie skazany. Jeśli już na początku wprowadza pan opinię publiczną w błąd i mówi o tym, kim może pan chciałby być, ale nie jest, ja muszę reagować - powiedział przewodniczący.
- Pana uwagi są niestosowne i świadczą o negatywnym nastawieniu i braku bezstronności - odpowiedział Kamiński.
- Jestem posłem. (...) Postanowieniem dnia 5 stycznia i nowym postanowieniem z dnia 11 kwietnia Sąd Najwyższy stwierdził, że decyzja marszałka Sejmu o wygaszeniu mojego mandatu jest anulowana - mówił polityk PiS.
Joński odparł. - Jest pan prawomocnie skazany. Chciałbym, żeby w protokole odnotować, że świadek mówi, że jest posłem, a tym posłem nie jest. Pierwszy raz mamy taką sytuację, że świadek mówi, że jest kimś, kim nie jest. Muszę reagować. W protokole będzie zaznaczone, że pan się podaje za kogoś, kim pan nie jest - zwrócił się do świadka.
Czemu nie podpisał umowy z PWPW? "Wystawiłem coś, co można określić jako promesę"
W czasie przesłuchania Kamiński był pytany między innymi o to, dlaczego nie podpisał umowy z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych w sprawie przygotowania wyborów. Decyzja ówczesnego premiera zobowiązywała ministra spraw wewnętrznych do pokrycia kosztów poniesionych przez PWPW w związku z wyborami korespondencyjnymi.
- Informuję, że żeby podpisać umowę pokrycia kosztów, trzeba te koszty znać - powiedział Kamiński. Kilka razy powtarzał, że zamierzał podpisać umowę z PWPW. - Wystawiłem coś, co można by określić jako promesę dla PWPW, że po realizacji zadania zleconego decyzją premiera i uzyskaniu informacji o kosztach, jakie PWPW poniosło, te koszty zostaną zrefundowane - poinformował.
Dodał, że zamierzał podpisać umowę po uzyskaniu informacji, jakie koszty poniosła PWPW i że decyzja premiera nie obligowała go co do daty i terminu jej podpisania. - Żeby podpisać umowy, trzeba mieć przygotowaną pozycję w budżecie MSWiA na pokrycie kosztów wyborczych. Ja takich kosztów nie miałem. Uzgodniłem z premierem, że w momencie, kiedy będą znane koszty poniesione przez PWPW w związku z przygotowaniem do wyborów, zwrócę się do premiera o przesunięcie z odpowiednich rezerw środków na pokrycie - powiedział Kamiński.
Jak zeznał były minister, ówczesny premier "miał świadomość, że po przelaniu środków ta umowa będzie podpisana". - Ale żeby były przelane, to musiałem mieć informację o kwocie. Wtedy nie było wiadomo, jak się ostatecznie ta kwota ukształtuje, nie było powodu, żeby natychmiast podpisywać tę umowę - ocenił.
Zdaniem Kamińskiego było potrzeby podpisania umowy między MSWiA a Wytwórnią przed realizacją zadania, ale "byłaby ona podpisana w odpowiednim momencie".
Kamiński stwierdził, że to "interes partyjny" zdecydował o tym, że "wybory nie zostały przeprowadzone". Jak mówił, miała na to wpłynąć ówczesna opozycyjna większość w Senacie.
Pytany czy materiały wyborcze były należycie zabezpieczone, powiedział, że jeśli chodzi o PWPW to były, natomiast jeśli chodzi o Pocztę Polską to - jak zeznał - "nie badał, nie ma wiedzy". Wskazał też że zabezpieczenia były takie, że "po przeszkoleniu członkowie komisji wyborczych nie mieliby wątpliwości, które karty są prawdziwe, a które nie".
Autorka/Autor: ads//mrz
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24