TVN24 | Polska

Koronawirus w Polsce. COVID-19 nadal groźny. Lekarze ostrzegają przed jesienią

TVN24 | Polska

Autor:
Karolina
Kowalska
Źródło:
tvn24.pl
Zmiana zasad testowania i ich wpływ na liczbę wykonywanych testów (materiał "Faktów" TVN)
Zmiana zasad testowania i ich wpływ na liczbę wykonywanych testów (materiał "Faktów" TVN)Fakty TVN
wideo 2/7
Fakty TVNZmiana zasad testowania i ich wpływ na liczbę wykonywanych testów (materiał "Faktów" TVN)

Przychodnie przeżywają niespotykany o tej porze napór pacjentów z objawami przeziębienia. Choć w wielu przypadkach podejrzewają zakażenie omikronem, nie zawsze mają jak to sprawdzić. Eksperci przyznają, że COVID-19 nie zniknął i wciąż zagraża osobom niezaszczepionym i o obniżonej odporności. I z obawą myślą o jesieni.

- Na infekcje zapada zdecydowanie więcej osób niż zwykle pod koniec maja - przyznaje Paweł Doczekalski z Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL), lekarz podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). - W wielu przypadkach objawy przypominają COVID-19, ale nie mamy możliwości tego zweryfikować, ponieważ od 1 kwietnia 2022 roku Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia wycofały się z finansowania testów w kierunku covid - tłumaczy lekarz.

Choć swoim pacjentom zaleca wykonanie testu aptecznego, rzadko który wraca do niego z informacją, czy wyszedł pozytywny: - Być może barierą jest te kilkadziesiąt złotych, które trzeba wydać na niego w aptece - zastanawia się Paweł Doczekalski.

Po 1 kwietnia część gabinetów POZ zamówiła z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych darmowe testy kasetkowe, szybkie testy antygenowe, które można wykonać w gabinecie. Lekarze rzadko jednak z nich korzystają: - Moja paczka leży nietknięta - przyznaje doktor Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie.

- Uważam, że nie ma sensu wykonywać testu, który w żaden sposób nie zmienia sposobu postępowania z pacjentem. Jeśli bowiem okaże się, że chory ma covid, mogę najwyżej wysłać go do domu i - podobnie jak w przypadku innej infekcji - zalecić samoizolację. Nie mam możliwości nałożyć na niego izolacji. Skoro Ministerstwo Zdrowia uznało, że covid nie jest już problemem, nie będę się wyłamywał - ironizuje Zieliński.

Zakażeni koronawirusem nadal trafiają na intensywną terapię

Choć ministerialne statystyki różnią się od tych sprzed zaledwie kilku miesięcy (od 19 do 25 maja odnotowano 1871 zakażeń, a zmarło 60 osób chorujących na COVID-19), koronawirus, a ściślej choroba, którą wywołuje, nie zniknęła zupełnie ze szpitali.

24 maja zakażeni koronawirusem zajmowali 523 łóżka, część z nich te intensywnej terapii. - Obecnie na oddziale intensywnej terapii leży dwóch pacjentów z SARS-CoV-2 - jeden to osoba z obniżoną odpornością, drugi osoba, która nigdy nie była szczepiona - mówi dr Artur Zaczyński, dyrektor dyrektora Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA ds. medycznych.

Dr Zaczyński dodaje, że choć koronawirus zmutował w formę mniej zakaźną i pacjenci w większości przechodzą go jak inne łagodne infekcje wirusowe, szpitale wciąż powinny być przygotowane na hospitalizację chorych z SARS-CoV-2. - W naszym szpitalu osoby z objawami wskazującymi na covid są testowane, a jeżeli wymagają hospitalizacji, umieszczane w izolatkach przygotowanych na każdym oddziale - tłumaczy.

"W interesie pacjenta jest wiedzieć, z czym ma do czynienia"

Zdaniem profesora Marcina Czecha, kierownika zespołu ds. zakażeń szpitalnych Instytutu Matki i Dziecka, dobrze by było, gdyby lekarze mogli wydawać skierowania na bezpłatne testy jak wcześniej. - W interesie samego pacjenta jest, by wiedzieć, z czym ma do czynienia. Jeśli jesteśmy zakażeni koronawirusem w wariancie omikron, warto się samoizolować dla ochrony rodziny czy współpracowników - uważa.

Również profesor Tomasz J. Wąsik, kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii i Wirusologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, uważa, że należy powrócić do przesiewowego testowania w kierunku COVID-19.

- Dzięki panu ministrowi zdrowia Adamowi Niedzielskiemu nie testujemy osób z podejrzeniem koronawirusa i nie wiemy, co się dzieje. Tymczasem mutacje są bezkierunkowe i istnieje szansa, że na jesieni może pojawić się wyjątkowo zjadliwa. Pamiętajmy, że pandemia wcale się nie skończyła i wirus krąży w populacji, która jest w małym stopniu wyszczepiona - argumentuje.

- Jesienią na pewno będzie znaczny wzrost zakażeń i prawdopodobnie będziemy musieli wrócić do maseczek - ostrzega profesor Wąsik. Dodaje, że prawdopodobne jest wyselekcjonowanie się nowego, również zjadliwego wariantu wirusa.

Wersja optymistyczna, wersja pesymistyczna

- Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Europejskie Centrum do spraw Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) opracowały trzy scenariusze rozwoju sytuacji. Optymistyczny zakłada, że przejdzie on w wirus endemiczny, a pesymistyczna, że powstanie wariant bardzo zjadliwy, który spowoduje gwałtowny przyrost zakażeń i wybuch epidemii z dużą śmiertelnością. To też spowoduje szybki koniec pandemii, ale dużym kosztem - wyjaśnia profesor Wąsik.

Dodaje, że przechorowanie wariantu delta może już nie chronić przed omikronem: - To, co raczy opowiadać pan minister Niedzielski, należy włożyć między bajki. W dodatku osoby, które były szczepione trzecią dawką we wrześniu, będą tą odporność traciły i się zarażały - podsumowuje.

Autor:Karolina Kowalska

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Pozostałe wiadomości