Jeden poseł PiS oskarża drugiego. "Wystosowałem przedsądowe wezwanie"

Gdansk, 26.07.2021 r. w Porcie Gdansk, N/z Mateusz Morawiecki, Marcin Horala, Piotr Muller, Kacper Plazynski.
Prawo i Sprawiedliwość traci poparcie. Komentarze polityków
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Lukasz Dejnarowicz / Forum
Kolejne spięcie wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Tym razem poseł Kacper Płażyński oskarżył o "łgarstwo" innego posła PiS, Marcina Horałę. Żąda od niego wpłaty 50 tysięcy złotych na fundację swojej żony.

Trwa wewnętrzny konflikt w Prawie i Sprawiedliwości. W ostatnich dniach starli się między innymi posłowie Kacper Płażyński i Marcin Horała. Horała oskarżył Płażyńskiego, jakoby ten nie pojawiał się na wiecach prezydenta Karola Nawrockiego. Płażyński odparł, że ominął jedynie "duży wiec w Gdańsku na początku kampanii", ponieważ jego żona trafiła dzień wcześniej do szpitala.

To jednak nie koniec zarzutów, jakie Horała ma wobec Płażyńskiego. W poniedziałek w Zero zarzucił mu, że był on otwarcie przeciwny kandydaturze Nawrockiego, a "na komitecie wykonawczym partii przy świadkach mówił, że Nawrocki to jest zły kandydat".

- Przygotował też raport o tym, dlaczego to jest zły kandydat. Rozsyłał go wśród naszych członków. A po miesiącu, dwóch dziwnym trafem bardzo podobny raport trafił do dziennikarzy - powiedział Horała. - I jak widzę, że ktoś taki ma czelność rozliczać Mateusza Morawieckiego z braku lojalności to mnie, że tak powiem: trzepnęło i uległem chwilowym emocjom - mówił.

Płażyński: wzywam Horałę do przeprosin

Na zarzuty zareagował we wtorek rano Płażyński. "Wczoraj na Kanale Zero Marcin Horała powiedział, że stworzyłem raport oczerniający prezydenta Karola Nawrockiego" - napisał na X. Jak zaznaczył, "to kłamstwo", ponieważ "żadnego raportu nie stworzyłem".

Płażyński napisał, że w związku z wypowiedzią Horały wystosował wobec niego "przedsądowe wezwanie do przeprosin". "Cieszę się, że łgarstwo, które kolportował przez ostatnie półtora roku, będzie mógł zweryfikować sąd" - napisał.

Płażyński domaga się też wpłaty 50 tysięcy złotych na rzecz fundacji Łączy Nas Polska.

Prezeską tej fundacji jest żona Płażyńskiego - Natalia Nitek-Płażyńska. Nitek-Płażyńska, która do 2021 roku też była w PiS, zasłynęła w 2019 roku, gdy wygrała głośny proces ze swoim byłym szefem, Hansem G. Na zarejestrowanych przez Nitek-Płażyńską nagraniach Niemiec mówił o swojej "nienawiści do Polaków", których "chciałby wszystkich zabić", a także określił siebie jako "hitlerowca".

Płażyński: jestem dumny z działalności żony

Płażyński zareagował też na zarzuty, że domaga się od Horały wpłaty na fundację własnej żony. "Kochanki nie mam, a z działaności żony i jej fundacji jestem dumny" - napisał. Jak dodał, "czym fundacja się zajmuje, można się przekonać wchodząc na jej profile".  

"Fundacja inaczej niż wszystkie inne wokół, nigdy nie brała i nie będzie brać pieniędzy publicznych" - ciągnął Płażyński. Swoją działalność, przekonywał, "prowadzi z drobnych wpłat sympatyków jej aktywności".

Sasin: Horała pokazał, że zasady są mu obce

Do zapowiedzi Płażyńskiego odniósł się Jacek Sasin, założyciel konkurencyjnego wobec Morawieckiego stowarzyszenia Po Pierwsze Polska. "Współpraca w ramach jednej partii wymaga elementarnej przyzwoitości, wzajemnego szacunku i odpowiedzialności za słowo" - napisał na X.

Jak dodał, "można się różnić", jednak wymiana odmiennych zdań powinna odbywać się "z poszanowaniem adwersarzy i zasad uczciwej debaty". Według Sasina, "to, co zrobił Marcin Horała, pokazuje, że te zasady są mu niestety obce". "Formułowanie oszczerstw wobec kolegi z własnej partii nie mieści się w kanonach odpowiedzialnej i konstruktywnej współpracy" - podkreślił.

Wyraził też nadzieję, że "sąd szybko nakaże sprostowanie tych kłamstw". Jak dodał, "w polityce można spierać się o wszystko, ale nie wolno budować swojej narracji na pomówieniach".

Konflikt w PiS i ultimatum dla polityków

Uchwalony przez kierownictwo PiS w zeszłym tygodniu zakaz funkcjonowania wewnętrznych stowarzyszeń zamiast uspokoić nastroje w partii tylko je eskalował. W kontrze do tej decyzji staje Mateusz Morawiecki i jego ludzie, którzy tworzą stowarzyszenie Rozwój Plus. Z ich deklaracji wynika, że nie zamierzają rezygnować z działalności w stowarzyszeniu.

Termin postawionego przez władze PiS ultimatum mija 23 lipca. Do tego czasu wszyscy politycy partii mają podpisać deklarację, że nie uczestniczą w żadnych stowarzyszeniach.

Ci, którzy tego nie zrobią zostaną wykluczeni z PiS - zapowiedział w zeszłym tygodniu rzecznik partii Rafał Bochenek. Oświadczenie, które przesłać mają posłowie, powołuje się na statut PiS. Ten jednak przewiduje także szereg łagodniejszych konsekwencji.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: