Kluczowa amunicja. "Nie możemy na pewno mówić o pięciu dniach. Ale wciąż jej wartość nie jest zadowalająca"

Wiesław Kukuła
Generał Kukuła o kluczowej amunicji: wciąż jej wartość nie jest zadowalająca
Źródło: TVN24

- Mamy pewne grupy amunicji, z której wielkości jesteśmy niezadowoleni - przyznał w "Faktach po Faktach" w TVN24 szef Sztabu Generalnego WP generał Wiesław Kukuła. Zaznaczył, że "istnieje wiele asortymentów", które pozwalają prowadzić ewentualną wojnę "nawet przez długie miesiące".

Generał Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, był w środę gościem "Faktów po Faktach" w TVN24. Został zapytany między innymi o niedawne słowa szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego generała Dariusza Łukowskiego dotyczące polskich zapasów amunicji. Łukowski na pytanie, czy to prawda, że wojsko ma zapas amunicji na ledwie pięć dni wojny, odpowiedział, że "jest to możliwe w wielu typach amunicji", ale nie można powiedzieć, że "we wszystkich typach środków mamy taką samą sytuację".

Generał Kukuła ocenił w TVN24, że "to jest uproszczenie". - Mówił o pewnej grupie lub asortymencie amunicji. I rzeczywiście, mamy pewne grupy amunicji, z której wielkości jesteśmy niezadowoleni. Są duże niedobory spowodowane dwoma czynnikami - mówił. - Pierwszy ten czynnik to jest (to, że) po prostu wiele tej amunicji donowaliśmy na Ukrainę. A drugi, że nie mamy dostatecznej odpowiedzi z przemysłu na uzupełnianie tych naszych zapasów - wyjaśniał.

- Ale też istnieje wiele asortymentów, które pozwoli nam prowadzić tę wojnę, nie daj Boże, nawet przez długie miesiące - zaznaczył.

Generał Kukuła dopytywany był, czy amunicja, której brakuje najbardziej, to ta o kalibrze 155 mm, która jest kluczowa dla artylerii. - Tu nie możemy na pewno mówić o pięciu dniach. Ale rzeczywiście wciąż jej wartość nie jest zadowalająca - odparł.

- Jak grzyby po deszczu i w Europie Zachodniej, i w niektórych innych częściach świata, rośnie zdolność produkcyjna w tym zakresie. Więc pytanie tylko, jak szybko osiągniemy zdolność, żeby kupować tą amunicję w polskim przemyśle. Bo siłą rzeczy dzisiaj najbardziej nam powinno zależeć na tym, abyśmy pieniądze podatnika na dedykowane obronności wydawali właśnie w polskim przemyśle - powiedział.

Kukuła był również pytany o to, kiedy mogłoby dojść do ewentualnej wojny z Rosją. - Mogę się tutaj powołać na raporty wywiadowcze, z którymi się zgadzamy. Jeśli chodzi o konflikt konwencjonalny, w pełni symetryczny, jaki się dzisiaj toczy na Ukrainie, to wszystkie wskazówki, wszystkie dane określają ten czas do roku 2030, że taka sytuacja może się wydarzyć - odpowiedział. Wyjaśniał, że wtedy "po prostu Federacja Rosyjska osiągnie potencjał do prowadzenia takiej wojny z NATO".

Generał Kukuła: dane mówią, że do roku 2030 Rosja osiągnie potencjał do prowadzenia wojny z NATO
Źródło: TVN24

Na pytanie, czy jest zadowolony z tempa, w jakim zbroi się polska armia i w jakim szkoli żołnierzy, odpowiedział, że "nigdy nie jest zadowolony". Zaznaczył, że dzisiaj "mamy bardzo krótki okres, w którym musimy nadrobić około dwudziestu, trzydziestu lat niedofinansowania Sił Zbrojnych".

- Dzisiaj nie mamy czasu, więc potrzebujemy w krótszym okresie wydać większą ilość pieniędzy. I są dwie przeszkody. Po pierwsze, wysokość naszego budżetu, który jest ograniczony z wielu powodów. A po drugie, wydajność przemysłu i tego, jak przemysł reaguje na zapotrzebowanie Sił Zbrojnych - podał szef sztabu.

- Wykorzystaliśmy szereg szans, na przykład przez zakupy w Korei. Ale dzisiaj rynek się zmienia i wszyscy cieszymy się, że kraje europejskie dramatycznie podnoszą swoje budżety. Ale co to znaczy dla nas na rynku, który jest rynkiem, który się jeszcze nie zaczął dostatecznie szybko rozrastać? To znaczy, że wzrosną ceny zakupów, a to znaczy, że siła nabywcza naszego budżetu spadnie, więc ma to szansę, daje to szansę, ale może mieć negatywny wpływ na rozwój naszych zdolności obronnych. Po prostu zwyczajnie możemy potrzebować jeszcze więcej pieniędzy - zaznaczył.

Gen. Kukuła: musimy nadrobić około dwudziestu, trzydziestu lat niedofinansowania Sił Zbrojnych
Źródło: TVN24

"Na razie nie obawiajmy się. Nie wróci zasadnicza służba wojskowa"

Kukuła był też pytany, czy dojdzie do odwieszenia zasadniczej służby wojskowej i wróci pobór.

- Na razie nie obawiajmy się. Nie wróci zasadnicza służba wojskowa - odpowiedział. Według niego "dzisiaj powinniśmy się skoncentrować, aby zagospodarować potencjał zainteresowany pełnieniem służby wojskowej". - To jest dzisiaj nasze krytyczne zadanie - podkreślał.

Przekazał też, że "są obszary, w których mamy więcej kandydatów niż zdolności do zaproponowania im na przykład szkolenia wojskowego". Wyjaśniał, że "dzisiaj z logistycznego punktu widzenia odwieszenie zasadniczej służby wojskowej napotkałoby na szereg wyzwań natury szkoleniowej, wydajnościowej, jeśli chodzi o zabezpieczenie jakości tego szkolenia".

Zauważył też, że "żadne z państw europejskich nie odblokowało zasadniczej służby wojskowej w wymiarze pełnym". - Na przykład Szwecja typuje tylko grono spośród osób przeznaczonych do jej pełnienia, część państw zorganizuje losowania. Chodzi o to, że nie ma potrzeby, abyśmy w tak szerokim zakresie dzisiaj odwieszali zasadniczą służbę wojskową. Nasze potrzeby wypełnia dobrowolna zasadnicza służba wojskowa - zaznaczył.

Gen. Kukuła: na razie nie obawiajmy się, nie wróci zasadnicza służba wojska
Źródło: TVN24

Szkolenia wojskowe. "Wiemy, jak to będzie wyglądać"

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego mówił też o planowanym programie powszechnych zasadniczych szkoleń wojskowych.

- Dzisiaj jesteśmy na etapie, że zakończyliśmy programowanie. Wiemy, jak to będzie wyglądać. Budujemy jeszcze tylko kwestie związane z gratyfikowaniem i określamy tak zwane kwestie bonusów - przekazał, zaznaczając, że "systemy ochotnicze mają to do siebie, że stoją za nimi systemy motywacyjne w państwie".

ZOBACZ TEŻ: Powszechne szkolenia wojskowe. Dla kogo, kiedy, co wiadomo?

Mówił, że będą to szkolenia dla dwóch grup. Pierwsza grupa - wyjaśniał - będzie złożona z "osób, które nie chcą być żołnierzami, ale chcą posiąść kompetencje co do tego, jak zachować się, jak przetrwać w razie kryzysu lub konfliktu zbrojnego". - A druga grupa to będą wszyscy ci, którzy deklarują chęć obrony ojczyzny z bronią w ręku. Mamy dla nich świetną ofertę służby w rezerwie, świetnego balansowania czasu służby, pracy zawodowej i życia rodzinnego - kontynuował.

Generał przekazał również, że "planujemy do 2035 roku osiągnąć 300 tysięcy żołnierzy aktywnej służby wojskowej". - Czyli 300 tysięcy żołnierzy zawodowych, terytorialnej służby wojskowej i dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej. Całą resztę naszych zdolności wypełni aktywna rezerwa i pasywna rezerwa - dodał.

Dwa scenariusze, które "uznajemy za najbardziej prawdopodobne"

Kukuła mówił też o możliwych losach wojny w Ukrainie i o ewentualnym rozejmie tego państwa z Rosją. - Jest bardzo wiele scenariuszy tego dotyczących. Mogę powiedzieć o takich dwóch, które dzisiaj uznajemy za najbardziej prawdopodobne - oznajmił.

- Jeden to jest po prostu zawieszenie broni. A drugi polega na tym, że ta wojna będzie się toczyć jeszcze przez długi czas, zmieni tylko swoją intensywność. To będzie wojna średniej i niskiej intensywności, która będzie wojną na wyniszczenie każdej ze stron. I będzie po prostu czekanie na tak zwane okno możliwości do ewentualnego zawieszenia broni lub zawarcia pokoju na innych warunkach - wyjaśnił generał Kukuła.

Przemysł zbrojeniowy. "W dwa do trzech lat prześcigniemy Federację Rosyjską"

Pytany o szefa Polskiej Grupy Zbrojeniowej, który podał się w środę do dymisji, generał odparł, że jeśli to potwierdzona informacja, to życzy nowemu prezesowi, aby "jak najszybciej rozpoczął transformację Polskiej Grupy Zbrojeniowej w taki sposób, aby ona nadążała za transformacją sił zbrojnych". - Na pewno potrzebujemy ciągłości w zarządzaniu, ciągłości w przywództwie. To jest zupełnie naturalne. Ale proszę wybaczyć, nie znam odpowiedzi, nie znam okoliczności rezygnacji - dodał.

Gen. Kukuła był też pytany, czy armie krajów Unii Europejskiej są w stanie zapewnić pomoc Ukrainie bez wsparcia USA. Ocenił, że dziś przemysł w UE nie jest "na tyle wydolny, żeby zaspokoić nasze potrzeby i Ukrainy". Jednakże, w jego ocenie "w dwa do trzech lat prześcigniemy Federację Rosyjską w produkcji".

Pytany o spotkanie przedstawicieli państw sojuszniczych Ukrainy z państw UE i NATO w Paryżu stwierdził: - Jeszcze nigdy nie widziałem takiej determinacji - zarówno po stronie przemysłu w Unii Europejskiej, czy również administracji Unii Europejskiej, jak również odpowiedzialnych za obronność w poszczególnych państwach.

Czytaj także: