"Kaczyński nie śpi po wyborach, bo jest zagrożony w swoim przywództwie"

Janusz Palikot był gościem "Faktów po Faktach"
Janusz Palikot był gościem "Faktów po Faktach"
Źródło: tvn24

- Kaczyński wystawił Andrzeja Dudę jako zastępczego kandydata, bo sam nie wierzył w to, że on wygra. Kaczyński jest jedynym politykiem, który nie śpi po wyborach, bo naprawdę jest zagrożony w swoim przywództwie - stwierdził w "Faktach po Faktach" Janusz Palikot.

- Dostałem kopniaka, nie ukrywam tego - przyznał w „Faktach po Faktach” lider Twojego Ruchu Janusz Palikot, komentując swoją porażkę w wyborach prezydenckich.

- Niewiarygodne jest, że ludzie byli tak zdeterminowani, że wybrali na prezydenta naszego kraju Andrzeja Dudę i na bardzo silną postać na scenie politycznej Pawła Kukiza: dwie osoby, o których w zasadzie nic nie wiedzą - stwierdził.

- Nie oceniam, czy prezydentura Andrzeja Dudy będzie zła czy dobra. To jest człowiek, który był w drugim, trzecim szeregu, którego Jarosław Kaczyński wystawił jako zastępczego kandydata, bo sam nie wierzył w to, że on wygra. Kaczyński jest jedynym politykiem, który nie śpi po wyborach, bo naprawdę jest zagrożony w swoim przywództwie - ocenił Palikot.

Lider Twojego Ruchu wyraził swoje wątpliwości co przyszłej prezydentury Andrzeja Dudy. - To jest przede wszystkim kandydat wszystkich biskupów. To jest człowiek, który mówi, że ma takie same poglądy jak episkopat, w związku z tym jest bardzo zideologizowany. Nie zadrgała mu ręka, aby podpisać się za więzieniem za in vitro. To jest tego typu facet - powiedział.

- Spanikowany Kaczyński na chwilę wyskoczył, powiedział, że będzie premierem, żeby w partii nie działo się za wiele przeciwko niemu, ale znów jest schowany. To jest cała, niesamowita intryga, gra, aby ukryć prawdziwą intencję PiS, która nie jest obywatelska, nowoczesna. W końcu to wyjdzie (na jaw - red.) - mówił Palikot.

Palikot nie składa broni

Lider Twojego Ruchu przyznał, że wprowadzi kilka korekt do swojego programu politycznego i zapewnił, że liczy na dobry wynik w jesiennych wyborach parlamentarnych. - W programie było za dużo haseł, były zbyt skomplikowane. Trzeba mówić w sposób prostszy, jak to pokazał Paweł Kukiz. Trzeba iść swoją drogą, nie ma sensu robić jakichś kombinacji, bo ludzie w nie nie uwierzą. Kiedyś ta determinacja i wola walki przyniosą efekt. Mam poczucie, że moja obecność (na scenie politycznej - red.) będzie się wzmacniała, a nie słabła - stwierdził.

- Ja nie muszę być w polityce, ja chcę być w polityce. Jestem teraz potrzebny bardziej niż kiedykolwiek. Ludzie za kilka miesięcy docenią moja determinację. Nie potrafiłem się przebić, muszę znaleźć na to sposób i go znajdę. Jak ludzie w Polsce będą zarabiali tyle, co ludzie w Niemczech, to odejdę na emeryturę - zadeklarował.

"W tym momencie wszystko jest możliwe w polskiej polityce"

- Ludzie cierpliwie czekali, kiedy przyjdą te lepsze standardy życia. To się nie wydarzyło. Nie spełniły się te marzenia, okazało się, że PiS już nie jest taki groźny i społeczeństwo powiedziało, że sarna z krzesłem na głowie jest lepsza od PO i Komorowskiego - powiedział.

- W tym momencie wszystko jest możliwe w polskiej polityce. Takiego stanu rzeczy nie było ani po upadku SLD, ani po upadku AWS. Wtedy ogólne ramy co do demokracji pośredniej i celów polityki zagranicznej były powszechnie akceptowalne przez kolejnych polityków. Dzisiaj ponad 60 proc. wyborców powiedziało, że nie musi w Polsce być demokracji, nie muszą być te same cele euroatlantyckie. Oni powiedzieli to, bo byli wściekli. Za kilka miesięcy przyjdzie prawdziwa refleksja, co dalej - przewidywał Palikot.

Janusz Palikot przekonywał, że za wcześnie jest przesądzać o jesiennym zwycięstwie PiS i ostatecznym upadku PO. - Wszystko jest wielkim znakiem zapytania. 40 proc. wyborców ma ogromny dylemat, co zrobić dalej - zauważył.

Autor: kło//rzw / Źródło: tvn24

Czytaj także: