Profesor Jarosław Flis komentował w "Tak jest" w TVN24 rozłam w PiS i przyszłość partii. Pytany był o to, jak podział ugrupowania może wpłynąć na sytuację w samorządach.
- Kluczowe w tej sprawie jest to, co zrobi te kilka tysięcy radnych powiatowych Prawa i Sprawiedliwości - ocenił socjolog. Jak powiedział, PiS to partia, która "najszerzej startuje w powiatach i odnosi sukcesy, a w wielu miejscach rządzi".
Flis zauważył, że "bardzo blisko już jest połowa kadencji samorządowej". - Jest pytanie, o czym oni (radni powiatowi - red.) myślą? Z jednej strony o reelekcji, a z drugiej strony na czyje listy oni się dadzą wpisać w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych - mówił. Zdaniem socjologa rola radnych powiatowych jako "naganiaczy z dołu listy jest nie bez znaczenia w tych wyborach".
Jak rozłam w PiS może wpłynąć na sondaże?
Socjolog mówił także o tym, co ewentualnie powstanie partii Mateusza Morawieckiego może zmienić w sondażach partyjnych. Flis powiedział, że - jeśli partia "przeżyje" - to "oznacza to z grubsza spłaszczenie wszystkich wyników".
- Te wyniki partii są zwykle jakoś jednak powiązane. To znaczy, z jednej strony jest tak, że jeśli jest więcej mniejszych partii, to one wszystkie jakoś tam lekko się obniżają, zwłaszcza jak jest dużo takich partii o podobnym profilu. A z drugiej strony też jest tak, że każda z nich odbiera trochę poparcia jednej z tych największych partii, dwóch, tych, które są na początku - tłumaczył.
Zdaniem socjologa "polaryzacja ma sens wtedy, jeśli walczy ze sobą dwóch przeciwników". - Jeśli jeden z nich słabnie, to jednak zwykle jest tak, że odbija się to również na drugim. To znaczy wtedy potrzeba, żeby zbierać się pod szyldem tego drugiego, głównego przeciwnika, trochę się obniża - ocenił.
Jaki elektorat może odpłynąć do partii Mateusza Morawieckiego?
Według profesora do partii Morawieckiego może odpływać "były elektorat (Szymona) Hołowni, (były) bo jego już prawie w sondażach nie ma, ale też na przykład ta część, która odeszła do Konfederacji, albo ta, która jest w tym momencie w grupie niezdecydowanych".
Flis powiedział, że "to, że nie ma drugiego silnego przeciwnika, przed którym obawa mobilizuje i jakoś jednoczy po drugiej stronie" oznacza, że w przypadku Koalicji Obywatelskiej będzie "mniejsza siła przyciągania".
Socjolog ocenił, że może spowodować to sytuację podobną do tej z 2019 roku. - To znaczy, że wszyscy jednak się wystraszą progu wyborczego, pogrupują, połączą, albo przynajmniej wyborcy odpłyną od tych partii, które będą bliżej progu i zagłosują na te, które będą wyżej progu - wyjaśnił.