|

Ona nigdzie nie pasuje

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach
Źródło: TVN24
Po dwóch miesiącach pobytu w szpitalu pani Mirella wróciła do domu rodziców, gdzie z licealistki stała się rencistką. Po ponad pół roku pracy socjalnej nad tym, żeby zaczęła wychodzić z domu, miasto i prokuratura chcą ją zamknąć w domu pomocy społecznej. To znaczy, że po 27 latach izolacji nigdy nie wróci do społeczeństwa.Artykuł dostępny w subskrypcji

- Ja wierzę, że tam pracowało grono specjalistów, którzy mieli plan. Ale praca socjalna z osobą, która nie wychodziła z domu przez 27 lat, nie potrwa sześć miesięcy. To jest długotrwały proces. To jest budowanie zaufania z całą rodziną, z rodzicami też. Przecież oni tam są, popełnili jakieś błędy, ale nie umarli. A jak budować zaufanie z reporterami na plecach, którzy chcą zrobić zdjęcie? - pyta pracownik socjalny ze Świętochłowic.

- To jest kilkuletnia praca od podstaw, od wyrobienia dowodu osobistego. To jest pokazywanie pani Mirelli świata powoli, a nie na siłę. Ty teraz musisz wyjść, a my musimy wejść do ciebie, sprawdzić, czy oddychasz. To jest wchodzenie w społeczeństwo takimi kroczkami jak wyjście na ławeczkę przed blok i poznawanie sąsiadów. A jakby ona teraz siadła przed blokiem, to wyobrażam sobie, co by się działo. Ktoś ją w ogóle pytał, czy ona chce wyjść? My, społeczeństwo, tą nagonką zrobiliśmy jej traumę z wyjścia z domu. Ona boi się wyjść. Dlatego zamykamy ją teraz w domu pomocy społecznej. Nie mamy wyboru - przekonuje.

Zdjęcia

Z tego dnia, kiedy pierwszy raz po 27 latach wyszła z domu, ktoś zrobił jej to zdjęcie z góry, od tyłu, jak idzie zgarbiona w fartuchu, podtrzymywana przez policjanta. W szpitalu siedziała przodem do aparatu, na zbliżeniach pokazywano jej nogi. Czy wiedziała, że jest fotografowana? Widziała te zdjęcia w gazetach i telewizji?

Od pół roku ciągle ktoś dobija się do jej mieszkania. Dlaczego nigdy nie stanęła w drzwiach? Dlaczego nie podejdzie do okna, nie uchyli firanki, nie da jakiegoś znaku?

Idźcie stąd.

Albo ratujcie.

Prosiliśmy w ośrodku pomocy społecznej, żeby ją zapytali, czy porozmawiałaby z dziennikarzami. Odpowiedź: "Osoba, której dotyczy sprawa, nie wyraziła zgody".

Ale czy ona mówi to, co myśli? Czy nie jest zastraszona? Czego się boi? Że zostanie w tym mieszkaniu sama z rodzicami i będzie jak dawniej czy że ją stamtąd zabiorą?

Nikt nie wierzy w to, co ona mówi. A czy ona wierzy, że wszyscy chcą dla niej dobra? 31 marca sąd zdecyduje, czy umieścić ją w domu pomocy społecznej bez jej zgody.

Czytaj także: