Na wiele pytań nie odpowiedziała. Prokurator od Amber Gold zasłania się niepamięcią

Polska

Aktualizacja:
Barbara Kijanko stawiła się przed komisją śledczą do spraw Amber Goldtvn24
wideo 2/35

Prokurator Barbara Kijanko została przesłuchana przez sejmową komisję śledczą do spraw Amber Gold. Wcześniej była już dwukrotnie wzywana przez komisję i nie stawiała się, przedkładając zwolnienia lekarskie. Choć we wtorek zeznawała, na część pytań posłów z komisji nie udzieliła odpowiedzi. Kilka pominęła milczeniem.

Prokurator Kijanko to pierwsza prokurator, która - w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz - zajmowała się sprawą spółki Amber Gold po złożeniu pod koniec 2009 roku zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego.

"Powodem stan zdrowia"

- Jakie były przyczyny dwukrotnego niestawiennictwa przed komisją? Czy pani obawiała się zeznawać prawdę na temat Amber Gold? - pytał świadka Jarosław Krajewski (PiS).

Kijanko odpowiedziała, że powody są ogólnie znane i jest to jej stan zdrowia. - Jeśli chodzi o ostatnie niestawiennictwo, to ja niestety nie zostałam powiadomiona. Z informacji od mojego pełnomocnika wiem, że otrzymał wezwanie już po terminie posiedzenia - zaznaczyła.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) skomentowała, że komisja wielokrotnie podejmowała próby skontaktowania się ze świadkiem oraz pełnomocnikiem prokurator Kijanko także drogą mailową i telefoniczną, które jednak nie przyniosły efektu.

Wniosek o uprzednie zwolnienie świadka z tajemnicy

Na początku wtorkowego posiedzenia pełnomocnik prokurator Kijanko mecenas Marcin Kradziecki złożył wniosek o uprzednie zwolnienie świadka z tajemnicy, gdyż - jak uzasadniał - jedyna wiedza na temat sprawy jaką posiada prokurator Kijanko została uzyskana w trakcie wykonywania przez nią prokuratorskich obowiązków służbowych.

- Nie ma podstaw do tego i nigdy nie było, abyśmy prokuratora stającego przed komisją zwalniali z tajemnicy - odpowiedziała Wassermann i przypomniała, że wszyscy poprzedni prokuratorzy składali zeznania przed komisją.

Mecenas Kradziecki zapewnił, że świadek nie zamierza się "jak na razie" uchylać od odpowiedzi na pytania.

W związku z tym szefowa komisji śledczej zdecydowała o przejściu do przesłuchania świadka i - ponieważ Kijanko nie skorzystała z prawa do swobodnej wypowiedzi - oddała głos posłom zadającym pytania do świadka.

Kijanko: nie mogę mówić o czymś, czego nie pamiętam

- Mój stan zdrowia niestety ma bardzo duży wpływ na to, w jaki sposób ja jestem w stanie dziś odtworzyć zdarzenia sprzed jakiegoś upływu czasu (...), to nie wynika z mojej złej woli, stawiłam się tutaj, bo wiem, że jest to ważne, staram się udzielić odpowiedzi, na które umiem odpowiedzieć - powiedziała Kijanko. Zastrzegła jednocześnie, że nie może jednak mówić o tym, co zatarło się jej w pamięci.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann zapytała wtedy, czy świadek wie, w jakim stanie są ludzie, którzy stracili pieniądze w Amber Gold. - Wie pani, że jest pokazywany pan w telewizji, który wpłacił pieniądze, miał je na leczenie dwóch synów. Inny miał przeznaczone na leczenie i nie podejmuje tego leczenia - zaznaczyła.

Prokurator Kijanko odpowiedziała, że mówi o swoim zdrowiu i nie kwestionuje "cierpień i konsekwencji, które ponieśli pokrzywdzeni w tej sprawie". - Nie znam tych osób - dodała.

- A wezwała pani chociaż jedną z tych osób na którymkolwiek etapie i zapytała, czy dostała swoje pieniądze po zakończeniu lokaty, dostała złoto, ten obiecywany procent? - dopytywała Wassermann.

Świadek odparła, że te wszystkie ustalenia są w aktach. - Na moim etapie nie widziałam widocznie takiej potrzeby, jeśli takiej czynności nie było - powiedziała Kijanko.

Wassermann pytała świadka o czynności sprawdzające, które dokonuje się przed podjęciem decyzji o wszczęciu lub odmowie wszczęcia postępowania. - Żeby wykonać czynności sprawdzające, to trzeba coś sprawdzić i mieć jakieś ustalenia w tym zakresie - mówiła przewodnicząca.

- Ja w tej chwili nie pamiętam i nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak szczegółowe pytanie - powiedziała Kijanko.

"Ze złamaniem Prawa bankowego miałam do czynienia tylko raz"

Kijanko była pierwszym prokuratorem, który zajmował się sprawą spółki Amber Gold po złożeniu pod koniec 2009 roku zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego. Zawiadomienie dotyczyło podejrzenia prowadzenia działalności bankowej bez zezwolenia - artykuł 171 Prawa bankowego.

- Jeśli chodzi o przestępstwo z artykułu 171 ustęp 1 Prawa bankowego, to w swojej pracy miałam do czynienia tylko raz. Z tego co się orientuję wśród moich współpracowników i przełożonych wszystkich szczebli, nikt nie miał do czynienia z tego typu czynem - oświadczyła Kijanko.

Przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wassermann dopytywała więc dlaczego, jeśli to był pierwszy taki przypadek, świadek nie przesłuchała nikogo z KNF. Na to pytanie Kijanko nie potrafiła jednak odpowiedzieć.

Zeznania policjantki prowadzącej dochodzenie

Inny członek komisji śledczej Jarosław Krajewski nawiązywał do wcześniejszych zeznań (z listopada ubiegłego roku) policjantki Katarzyny Tomaszewskiej-Szyrajew prowadzącej dochodzenie w sprawie Amber Gold. Przyznała ona przed komisją śledczą, że miała wrażenie, iż sprawa ta była lekceważona przez nadzorującą tę sprawę prokuraturę Gdańsk-Wrzeszcz. Jak oceniała kontakt z prokurator Kijanko był utrudniony, były też problemy z zabezpieczaniem dokumentów.

- Było tak, że próbowałam kontaktować się z prokuratorem telefonicznie, ale ten prokurator nie odbierał telefonów - zeznawała wówczas policjantka. - Były sytuacje tak absurdalne, że prosiłam prokuratora, który siedział w pokoju obok, by poprosił panią prokurator o odebranie telefonu - dodała. Wskazała, że właśnie z tego powodu w aktach sprawy znajdują się notatki urzędowe przesyłane faksem do prokurator Kijanko, czego - jak zaznaczała - "raczej się nie praktykuje". W jej ocenie w innych sprawach Kijanko była bardzo skrupulatna, a w sprawie Amber Gold tak nie było.

Krajewski przypomniał też fragment zeznań policjantki, która chcąc sprawdzić, czy Amber Gold przechowuje w skrytkach w BGŻ złoto, została wyśmiana przez Kijanko.

- Jestem zaskoczona tym, co pan poseł przeczytał. Nigdy takie sytuacje się nie zdarzały w mojej pracy jeśli chodzi o podejście do współpracowników. Dlatego nawet nie wiem w jaki sposób mogłabym to skomentować - odparła Kijanko. - Mogę tylko powiedzieć, że nigdy nie wyśmiewałam żadnych funkcjonariuszy, z którymi współpracowałam - dodała.

- Czy pani chce zeznać, że policjantka składała fałszywe zeznania przed komisją śledczą? - dopytywał poseł PiS. - Nie do mnie należy ocena zeznań świadka - odpowiedziała Kijanko.

Prokurator Barbara Kijanko stawiła się przed komisją śledczą do spraw Amber Goldtvn24

Świadek była też pytana o relacje pomiędzy nią a Tomaszewską-Szyrajew.

- Moje relacje ze współpracownikami są bardzo poprawne, partnerskie także. Tylko tyle mogę odpowiedzieć na to pytanie - odparła Kijanko.

Odmawiała odpowiedzi na pytania

W trakcie przesłuchania prokurator Kijanko kilkukrotnie wnosiła o odmowę odpowiedzi na niektóre pytania dotyczące jej działań, tłumacząc to tajemnicą zawodową. - Pani ma świadomość, że jeśli pani to zrobi to ja w tym momencie wyciągnę w stosunku do pani te konsekwencje, które wynikają z ustawy o prokuraturze - zwróciła się do niej Wassermann.

Ze względu na to, że Kijanko podtrzymała decyzję o uchyleniu się od odpowiedzi na część pytań, Wassermann stwierdziła, zwracając się do pozostałych członków komisji, by rozważyli zwrócenie się do Prokuratora Generalnego o "wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i wyciągnięcie najdalej idących wniosków i konsekwencji z ustawy wobec pani prokurator".

- O ile wiem, najdalej idącą konsekwencją jest wydalenie z zawodu - wskazała szefowa komisji śledczej.

Witold Zembaczyński z Nowoczesnej zawnioskował jednak, aby z przyjęciem wniosku Wassermann poczekać jeszcze i zobaczyć, czy Kijanko będzie odpowiadała na kolejne pytania. - Poczekajmy z tą decyzją do serii kolejnych pytań. Może świadek będzie chciał jeszcze mówić - powiedział Zembaczyński.

"Sprawa Amber Gold przerosła moje możliwości"

Prokurator Kijanko zaczęła odpowiadać na pytania komisji. - Z perspektywy czasu oczywiście stwierdzam, że ta sprawa przerosła zarówno moje możliwości, jako szeregowego funkcjonariusza prokuratury, jak myślę, że również prokuratury rejonowej - zeznała prokurator Kijanko, odpowiadając na pytanie Jarosława Krajewskiego.

Jednocześnie świadek zaprzeczyła, aby w tej sprawie były wobec niej stosowane jakieś naciski ze strony przełożonych lub wysuwano wobec niej sugestie dotyczące kierunku postępowania odnoszącego się do Amber Gold.

- To nie jest tak, że prokurator działa w jakiejś próżni i po prostu robi, to co mu się podoba. Istnieje coś takiego, jak wewnętrzna organizacja, system pracy, są przełożeni, (...) to stanowi jakąś formę nadzoru nad pracą prokuratora (...). Do momentu, kiedy przyszedł sierpień 2012 roku, w jakiś sposób ta sprawa nie budziła we mnie szczególnych przemyśleń czy emocji, które byłabym w stanie zapamiętać i odtworzyć minuta po minucie, w dniu dzisiejszym - powiedziała Kijanko.

- Sprawa była również kontrolowana w ramach wizytacji, zdaje się, że to Prokuratura Apelacyjna nawet to wizytowała, a więc prokuratura dwa szczeble wyższa od prokuratury rejonowej. Rozumiem, że kontrolujący, gdyby mieli inni pogląd i stwierdzili, że tę sprawę należy w jakiś inny sposób ukierunkować bądź zmienić referenta, to myślę, że takie decyzje by zapadły - dodała świadek.

Prokurator: nikt nie naciskał na mnie w sprawie Amber Goldtvn24

Kijanko powiedziała też, że nie miała pełnej świadomości skali "przedsięwzięcia i nie była w stanie zrozumieć wszystkich mechanizmów". Jak dodała, akta w sprawie Amber Gold przechodziły przez ręce wszystkich jej przełożonych i oni również w żaden sposób nie wskazali jej na jakiś inny kierunek działania.

"Działałam w dobrej wierze"

Pytana, czy kiedykolwiek informowała, że potrzebuje wsparcia w sprawie postępowania dotyczącego Amber Gold, Kijanko powiedziała, że prowadziła tę sprawę na miarę swoich możliwości, wiedzy i doświadczenia. - Nie miałam sygnałów od swoich przełożonych, że robię coś nieprawidłowo - zapewniła. - Działałam w dobrej wierze - zapewniła. Jak dodała, nigdy nie lekceważyła obowiązków związanych z jej pracą.

Pytana, czy brała udział w szkoleniach w zakresie prawa bankowego, czy prowadzenia działalności bankowej bez zezwolenia, świadek powiedziała, że nie.

"Nigdy nie przyjęłam żadnych korzyści"

Wiceprzewodniczący komisji śledczej Marek Suski (PiS) pytał świadka "co było takiego wyjątkowego w Marcinie P.". Nawiązał tu do zeznań jego kuratora, który - jak mówił Suski - przyznał, że Marcin P. go oczarował. - Czy pani też była pod wpływem tego czaru pana Marcina P., że akurat jemu udzieliła pani w zasadzie pomocy poprzez poinformowanie o planowanych czynnościach w sprawie - pytał polityk PiS.

- Mogę tylko powiedzieć, że nie znam tej osoby, nigdy nie miałam z nią żadnego kontaktu - odpowiedziała Kijanko.

- To co było powodem, że była pani tak spolegliwa akurat w tej sprawie? Czy przyjęła może pani jakąś korzyść materialną, finansową w prowadzonym postępowaniu? - dopytywał Suski.

- Nigdy w życiu w żadnej sprawie nie przyjęłam od nikogo żadnych korzyści, jakichkolwiek - odparła Kijanko.

Suski pytał też dlaczego dwukrotnie umorzyła ona postępowanie wobec Amber Gold. - Taka była moja ocena - odpowiedziała Kijanko. Dodała też, że nie pamięta, dlaczego nie wydała polecenia, by sprawdzić, czy Amber Gold przechowuje złoto w depozycie BGŻ.

Kijanko nie potrafiła też odpowiedzieć na pytania przewodniczącej komisji Małgorzaty Wassermann, dlaczego na tydzień przed przesłuchaniem Marcina P. wydała ona jego pełnomocnikowi akta toczącego się postępowania w sprawie Amber Gold.

Kijanko: nigdy w żadnej sprawie nie przyjęłam od nikogo żadnych korzyści tvn24

Wyjaśnienie mecenasa

Mecenas Marcin Kradziecki po przesłuchaniu wygłosił oświadczenie dla mediów. Jak mówił, prokurator Barbara Kijanko odmawiała odpowiedzi na pytania w związku z tajemnicą.

- Pomimo, że komisja ma prawo ją zwolnić, nie zwolniła tylko po to, żeby nie musiała wyłączać jawności tego posiedzenia, bo tak jest skonstruowana ustawa obecnie obowiązująca tę komisję. Dziwię się tylko, że planując tę komisję, nikt nie pomyślał o zmianie ustawy - podkreślił.

- Komisja posługuje się prawem instrumentalnie tylko po to, żebyście państwo mogli być na sali, bo oni dobrze wiedzą, że prawo w tej sytuacji jest jednoznaczne jak rzadko kiedy. Ta ustawa o komisji śledczej jest tak prosta, że do tego nie trzeba być prawnikiem - wyjaśniał.

Mecenas do dziennikarzy: komisja posługuje się prawem instrumentalnie tylko po to, żebyście państwo mogli być na salitvn24

"Nie potrafi wskazać na chociaż jedno działanie śledczych"

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann po przesłuchaniu oceniła, że prokurator Barbara Kijanko "nie potrafi wskazać na chociaż jedno działanie prokuratora w tym postępowaniu". - Stąd ta niepamięć. Gdyby zrobiła cokolwiek, to by powiedziała "zrobiłam to i to wydawało mi się, że to wystarczy", ale ponieważ w aktach nie ma takiego śladu, żeby zrobiła cokolwiek, to na potrzeby tego [przesłuchania - przyp. red.] przyjęła technikę taką, że nie pamięta, zasłaniała się przepisem - mówiła Wassermann.

Jej zdaniem, to wstyd, że przepis, który jest w ustawie o prokuraturze od lat i nie budzi żadnych wątpliwości zwłaszcza wśród prokuratorów był dzisiaj przedmiotem prawie godzinnej dyskusji podczas przesłuchania.

Z kolei Jarosław Krajewski powiedział, że prokurator Barbara Kijanko "będzie musiała zmierzyć się ze swoją pamięcią i odpowiedzieć na pytania prokuratury". - Ponieważ komisja śledcza złożyła zawiadomienie do prokuratury, jeśli chodzi o kwestie braku działań i braku czynności ze strony Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w postępowaniu w sprawie Amber Gold - wyjaśniał.

Jak dodał, "z punktu widzenia komisji, mając cały materiał dowodowy oraz stenogramy z przesłuchań świadków, można dzisiaj stwierdzić, że prokuratura nie działała prawidłowo, żeby zapobiec utracie środków przez kilkanaście tysięcy osób".

"To pana pozwę, jak się pan prosi". Kłótnia Suskiego i Brejzy

Na zakończenie pierwszej części wtorkowego posiedzenia komisji, jej przewodnicząca oddała głos Markowi Suskiemu, wiceprzewodniczącego komisji, w sprawie - jak to określiła - "ohydnego kłamstwa", jakie miało paść na zeszłotygodniowym posiedzeniu komisji z ust Krzysztofa Brejzy, posła PO.

- Chciałem zwrócić uwagę, że podczas przesłuchania pana Marcina P. 28 czerwca pan Krzysztof Brejza zarzucił mi, iż bawiłem się w 2006 roku na imprezie stowarzyszenia, które było finansowane przez pana Marcina P. - oświadczył Suski, który zaznaczył, że do komisji wpłynęło pismo, w którym stowarzyszenie Pomoc 2002 oświadczyło, iż organizacja nie miała żadnych związków z byłym szefem Amber Gold.

- Żądam od pana Krzysztofa Brejzy przeprosin i wycofania się z tych kłamstw, które tutaj padły - dodał poseł PiS.

Wassermann dodała, że Brejza "pomawia przeróżne instytucje". - Jeśli będzie pan to kontynuował, to albo będziemy rozważać wykluczenie pana z komisji, albo będzie miał pan akty oskarżenia za każde takie zachowanie. Nie będziemy tego tolerować. Posuwa się pan w swojej manipulacji za daleko - podkreśliła przewodnicząca komisji.

- Ja nie będę tolerować pani ostrego języka nie popartego faktami - odparł poseł PO i jak oświadczył, Suski współpracował ze stowarzyszeniem Pomoc 2002 między innymi przy obchodach czwartych urodzin organizacji, czemu polityk PiS stanowczo zaprzeczył. - Jeszcze pan dodaje tutaj kolejne kłamstwa. Oczekuję przeprosin, a jeżeli nie, to skieruję sprawę... - mówił Suski.

- To niech mnie pan pozwie za to i zweryfikujemy fakty w sądzie - wszedł mu w słowo Brejza.

- To pana pozwę, jak się pan prosi - odparł na to Suski.

Autor: kb/sk//now / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24