Na początku 2026 roku na trasie do Morskiego Oka miała nastąpić rewolucja. Trasa, którą poruszają się konne zaprzęgi z turystami, miała zostać skrócona z około siedmiu kilometrów do 2,5 kilometra. Jako punkt końcowy, zamiast Włosienicy, wyznaczone zostały Wodogrzmoty Mickiewicza. Stamtąd w dalszą trasę miały wyruszać elektryczne busy.
Był to efekt porozumienia z lutego 2025 roku. Wynikało z niego, że resort klimatu i środowiska sfinansuje zakup kolejnych 16 elektrycznych busów, które zastąpią konie na najbardziej wymagającym odcinku trasy. Kolejnych, bo wcześniej z rezerwy celowej sfinansowano już cztery takie pojazdy.
Do obsługi busów mieli zostać zaangażowani fiakrzy. To transakcja wiązana. Chodziło o to, by nie odebrać zarobku niechętnym do zmian wozakom, a jednocześnie ulżyć koniom.
Dyrektor wskazuje, kiedy miało dojść do skrócenia trasy
Z końcem roku okazało się, że ustalenia nie zostaną spełnione w podanym terminie. To dlatego, że park nadal nie otrzymał obiecanych elektrycznych busów.
- Wszystkie zmiany w organizacji ruchu będą wdrażane kompleksowo i zgodnie z przyjętym planem działań. Dopóki nie zostaną zrealizowane wszystkie elementy porozumienia, w tym uruchomienie w pełnym zakresie alternatywnego transportu, Tatrzański Park Narodowy nie może jednostronnie skrócić trasy zaprzęgów konnych - powiedział w rozmowie z tvn24.pl dyrektor TPN Szymon Ziobrowski.
Jak wyjaśnił, "docelowo mniejsze wozy mają poruszać się na krótkim odcinku trasy, przy zapewnieniu, że lokalni przewoźnicy nie stracą dochodów". - Dlatego, zgodnie z porozumieniem, fiakrzy mają zostać włączeni w obsługę autobusów elektrycznych. Warunkiem tych zmian jest wcześniejsze pozyskanie finansowania na dodatkowe busy - podkreślił dyrektor.
Jednak busy - nawet gdyby były - przez najbliższe miesiące nie wyjechałyby na trasę. Przewozy realizowane z czterema pojazdami, które kursują już do Morskiego Oka, zostały wstrzymane ze względu na zimowe warunki. Najprawdopodobniej ruszą z powrotem wiosną.
Co więc mają z tym wspólnego busy, które i tak przez najbliższe miesiące najpewniej nie byłyby wykorzystywane? - Skrócenie trasy zaprzęgów miało nastąpić równolegle z uruchomieniem dodatkowych busów, których obsługę mieli przejąć fiakrzy jako formę rekompensaty. Ponieważ flota nie została jeszcze uzupełniona, a obecne pojazdy są wyłączone zimą, wdrożenie zmian zostało przesunięte - powiedział Szymon Ziobrowski.
Dyrektor parku wyjaśnił, że Tatrzański Park Narodowy przygotowuje się do udziału w programie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, którego celem jest dofinansowanie zakupu pojazdów elektrycznych przez parki narodowe. Ogłoszenie naboru zapowiadane jest przez NFOŚiGW na styczeń, a udział w nim jest warunkiem koniecznym, by możliwe było pozyskanie brakujących busów. Pozytywne rozpatrzenie wniosku złożonego przez TPN umożliwi sfinansowanie floty, bez której dalsza reorganizacja transportu nie może zostać wdrożona.
Fiakrzy: zostajemy na trasie
Mimo że od uzyskania porozumienia minie wkrótce rok, nadal nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Chodzi w szczególności o okres zimowy, kiedy busy mają nie kursować - by w związku z warunkami pogodowymi nie doprowadzić do tej dość stromej trasy do wypadku. W okresach, gdy na drodze zalega śnieg, zamiast zwykłych wozów pokonują je ciągnięte przez konie sanie, w których mieści się do dziewięciu turystów. Jednak - jak przyznał dyrektor - w porozumieniu nie ustalono, co z tą formą transportu. - Uzgodnienia zawarte w lutym dotyczyły transportu fasiągami konnymi. Tradycyjne sanki, które kursują zimą po trasie do Morskiego Oka i są mniejsze od fasiągów, nie były objęte tymi ustaleniami - powiedział.
Odrębną kwestią jest fakt, że decyzja o pozostawieniu dotychczasowej długości trasy dla konnego transportu została zakomunikowana z końcem grudnia - na kilka dni przed planowanym wdrożeniem nowych zasad. Kto podjął taką decyzję? Na to pytanie dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego nie odpowiedział. Wiemy jednak, że na początku stycznia 2026 roku ma dojść do spotkania grupy roboczej, która ma określić konkretne terminy zmian w organizacji transportu do Morskiego Oka.
Jak wyjaśnił Szymon Ziobrowski, w celu zapewnienia ciągłości usług każdy z 60 fiakrów otrzyma aneks do obecnej umowy, przedłużający obowiązywanie dotychczasowych warunków pracy do końca stycznia 2026 roku. Zmiana dotycząca długości trasy zostanie ujęta w nowym regulaminie, który - jak zapowiedział dyrektor - ma wejść w życie już 1 lutego.
Fiakrzy wydają się jednak pewni siebie i w rozmowie z PAP zapewniają: "jesteśmy nadal potrzebni".
- Zostajemy na trasie. Jak pokazał ostatni sezon wakacyjny, turyści chcą i bardzo chętnie korzystają z usług fiakrów (...). Planujemy podpisać z dyrekcją parku aneks do umowy na obsługę tej trasy na kolejne miesiące przyszłego roku - powiedział Andrzej Mąka, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka. Pytany o tę wypowiedź dyrektor Ziobrowski odpowiada: - Park wielokrotnie pokazał gotowość do rozmów i współpracy. Jednak nie planujemy wydłużać obecnej umowy dłużej niż do końca stycznia. TPN przygotowuje umowę opartą na nowym regulaminie przewozów, która wejdzie w życie od lutego 2026 roku.
Jak podkreślił dyrektor, fiakrzy mieli zaprezentować władzom parku narodowego prototyp nowego, lżejszego wozu konnego na początku grudnia. Nie zrobili tego. - Park, wychodząc naprzeciw fiakrom, przedłużył ten termin do końca stycznia. Jest to ostateczne przesunięcie, mające umożliwić dopracowanie rozwiązania zgodnego z wcześniejszymi założeniami. Tatrzański Park Narodowy chce konsekwentnie realizować harmonogram dalszych zmian i oczekuje, że prototyp zostanie przedstawiony przez fiakrów zgodnie z finalnym terminem - zapowiedział Szymon Ziobrowski.
W tym samym czasie przewoźnicy mają zacząć dysponować już wozem hybrydowym, skonstruowanym przez naukowców związanych z Politechniką Śląską. Jak to możliwe, skoro badania przeciążeń koni zaczęły się dopiero niedawno? I jak ta współpraca łączy się z deklaracją władz uczelni, która niedawno poprosiła swoich naukowców o "zaprzestanie kontynuacji" badań? To pozostaje zagadką, bo fiakrzy nie chcieli z nami na ten temat rozmawiać.
Obrońcy zwierząt oburzeni. "Ogon macha psem"
Wycofanie się z podawanego wcześniej terminu zmian skrytykował w mediach społecznościowych przewodnik tatrzański Marcin Kijowski, który napisał, że "w dającej się przewidzieć przyszłości konie, ku uciesze gawiedzi, dalej będą zasuwać w pocie czoła nad Morskie Oko".
"Prawie połowa XXI wieku, środek Europy koń wciąż ciągnie furmanki, pozostając ważnym środkiem transportu… Nie elementem kulturowym - np. jak w Kościeliskiej, gdzie niewielkie bryczki, swym wyglądem odwołujące się do tradycyjnych wozów z Podhala a nie wielkie przerobione wozy drabiniaste, wożą turystów po dolinie" - zaznaczył przewodnik.
Krytyki nie szczędzi również Fundacja Viva!, która domaga się całkowitej likwidacji transportu do Morskiego Oka. Jak powiedziała nam przedstawicielka tej organizacji, Anna Plaszczyk, Viva! od wielu miesięcy pytała Tatrzański Park Narodowy, jak zostanie zorganizowany transport zimą, jednak - jak twierdzi - nie otrzymała na to pytanie żadnej konkretnej odpowiedzi.
- Udało nam się dowiedzieć tylko tyle, że busy zimą nie dadzą rady. Czyli busy nie dadzą rady, ale konie muszą? Dla busów ta trasa jest zbyt niebezpieczna, a dla koni bezpieczna? To absurdalna teza, której nie rozumiem. Już jakiś czas temu wynaleziono łańcuchy na koła i samochody poruszają się dzięki nim po górskich, ośnieżonych drogach. To nie stanowi problemu nigdzie na świecie poza trasą do Morskiego Oka - powiedziała Plaszczyk.
Przedstawicielka fundacji zwróciła uwagę, że regulamin, w którym mają pojawić się zmiany dotyczące organizacji transportu na drodze do Morskiego Oka, jest tworzony od wielu miesięcy - bez widocznych efektów.
- Dla mnie jest jasne, kto podjął decyzję, by nie dotrzymywać terminu. Decyzję podjęli fiakrzy. W tej sytuacji ogon macha psem. Fiakrzy machają TPN-em, a TPN udaje, że wszystko jest w porządku, bo poddaje się presji prywatnych przedsiębiorców, którzy w sposób nieetyczny zarabiają na cierpieniu koni. Tatrzański Park Narodowy nie jest obiektywnym urzędem, stojącym z boku, tylko wyrazicielem woli fiakrów. To bulwersujące - oceniła Anna Plaszczyk z fundacji Viva!.
Do sprawy organizacji końskiego transportu w Tatrach odniosło się Ministerstwo Klimatu i Środowiska, które w przesłanym PAP stanowisku poinformowało, że w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej trwają prace nad ostatecznym kształtem listy programów priorytetowych. Wstępnie obejmuje ona program "Przestrzeń dla przyrody", zakładający m.in. zakup zeroemisyjnych pojazdów do obsługi ruchu turystycznego w parkach narodowych.
"Ostateczny kształt programu wraz z dostępnym budżetem, źródłami finansowania oraz kryteriami uprawniającymi do dofinansowania będzie znany po jego przyjęciu przez Zarząd NFOŚiGW" - poinformowało ministerstwo.
Autorka/Autor: Bartłomiej Plewnia
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Grzegorz Momot