Według Widackiego, "tłumaczenia funkcjonariusza, który tłumaczy dlaczego dziennikarzom TVP nie pozwolono filmować czynności jakie ABW wykonywało w domu Bączka są uzasadnione". - Funkcjonariusze mieli prawo zażądać zaprzestania filmowania i opuszczenia tego miejsca. Jeżeli dziennikarze nie chcieli się do tego zastosować, mogły być użyte przeciwko nim także środki przymusu bezpośredniego - mówił Widacki, podkreślając jednak, że jego zdaniem takie sytuacje pokazują jednak, że "ABW nie ma doświadczenia w wykonywaniu czynności procesowych tego typu". WIĘCEJ O AKCJI ABW
Poseł Demokratycznego Koła Poselskiego zwracał też uwagę, że "jest wiele przepisów, choćby w ustawie powołującej ABW, które pozwalałyby na zarekwirowanie sprzętu dziennikarzy TVP". Prawnik nie wskazał jednak na konkretne artykuły.
Posłanka PiS do PO: Uderzcie się w piersi
Czy jednak konieczna była tak drobiazgowa rewizja osobista (jeden z dziennikarzy relacjonował, że kazano mu zdjąć spodnie i zdjąć podkoszulek)? - Ja bym nie wchodził w te sprawy - odpowiadał Sebastian Karpiniuk z PO. - Ale dlaczego nie? - dociekała posłanka PiS Beata Kempa.
Karpiniuk podkreślał, że z tego co wiadomo na tę chwilę, funkcjonariusze ABW działali zgodnie z procedurami. - Nie można bez zgody prokuratury wejść na teren prowadzenia czynności procesowych - argumentował poseł.
Czy rewizja musiała być aż tak osobista?
- Przecież właścicielem posesji był pan Bączek, a przypomnę, że prokuratura przesłuchiwała go tylko w charakterze świadka. Mógł więc zaprosić do siebie kogo chciał - podkreślała posłanka PiS.
- Mówiąc takie rzeczy kompromituje się pani brakiem wiedzy, jeżeli chodzi o znajomość przepisów - odpowiadał Karpiniuk. Ale Kempa twardo broniła swojego stanowiska i apelowała, by następnym razem zanim PO zacznie krytykować inne partie za wpływanie na działania śledczych, "niech sama uderzy się we własne piersi".
Dziennikarze protestują
Protest przeciwko "bezprawiu ABW" w liście otwartym przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej wyraziła grupa dziennikarzy m.in.: Kuba Sufin (szef redakcji tvn24.pl), Monika Olejnik, Piotr Gabryel, Katarzyna Hejke, Jerzy Jachowicz, Igor Janke, Michał Karnowski, Jan Pospieszalski, Maciej Rybiński, Tomasz Sakiewicz, Marcin Wolski, Piotr Zaremba i Rafał Ziemkiewicz (czytaj więcej).
- Działanie ABW wobec dziennikarzy TVP jest naruszeniem wolności słowa i prawa obywateli do informacji. Domagamy się od kierownictwa ABW wyjaśnienia sprawy i ukarania winnych tych skandalicznych działań - piszą autorzy listu.
Skargę na działalność funkcjonariuszy ABW, którzy mieli „uniemożliwić wykonywanie dziennikarskich obowiązków reporterom TVP” złożył też prezes Telewizji Polskiej Andrzej Urbański. W liście do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego napisał m.in., że „TVP S.A. domaga się wyciągnięcia konsekwencji wobec pracowników ABW wykonujących polecenia Prokuratora Krajowego, którzy dopuścili się złamania prawa".
U kogo były tajne dokumenty?
W związku z prowadzonym od listopada śledztwem we wtorek ABW przeszukała jedenaście lokali - m.in. byłego oficera WSW Aleksandra L. i dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego, oraz dwóch członków Komisji Weryfikacyjnej WSI: Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka. Członkom komisji nie postawiono żadnych zarzutów, przesłuchano ich jedynie w charakterze świadków. Z kolei Sumlińskiemu i Aleksandrowi L. przedstawiono zarzuty powoływania się na wpływy i żądania korzyści majątkowej w zamian za pozytywne rozstrzygnięcia Komisji Weryfikacyjnej WSI. Obaj nie przyznają się jednak do winy. W czwartek sąd ma zadecydować czy wobec zatrzymanych zostanie zastosowany tymczasowy areszt.
Koniec dziennikarstwa śledczego?
Roman Giertych, adwokat Sumlińskiego, też nie kryje oburzenia działaniami funkcjonariuszy ABW i prokuratorów. Były wicepremier podkreśla, że o tej „bulwersującej sprawie trudno jest mu mówić bez użycia mocniejszych słów”. - Jeżeli tak prokuratorzy będą obchodzić się z dziennikarzami śledczymi to będzie to koniec takiego dziennikarstwa w Polsce – przekonywał w „Magazynie 24 godziny” i dodawał, że "celowo o swoim mocodawcy mówi Sumliński a nie "S.", bo razem ustalili, że nie ma się on czego wstydzić i nie chce być tylko literką w dziennikarskich informacjach".
Według Giertycha „zarzut jaki usłyszał jego klient jest absurdalny i w lakoniczny sposób uargumentowany. Cała sprawa może mieć też zdaniem byłego ministra edukacji „drugie dno”: - Funkcjonariusze zabrali z jego domu dokumenty, które wskazywały na nieprawidłowości w sprawie śledztwa po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. – Wojciech Sumliński złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury i był nawet przez śledczych przesłuchiwany. Pytanie o drugie dno jest więc zasadne.
Ale Jan Widacki nie wietrzy w sprawie spiskowych teorii: - Widzę tu rutynowe działania ABW i histerię polityków. Nie wymagajmy żeby w pierwszym etapie prokuratura ujawniała wszystkie swoje dowody. Pan Giertych mówi o końcu dziennikarstwa śledczego, a ja mówię, że zarzuty, które usłyszał Wojciech S. nie mają ze „śledzeniem” nic wspólnego”. Tutaj chodzi o korupcję.
Źródło: TVN24, Fakty TVN