Toruń, 15. Halowe Mistrzostwa Europy Masters, 27 marca - 2 kwietnia 2026.
Do rywalizacji przystępują lekkoatletki i lekkoatleci, którzy ukończyli 35 lat, podzieleni na kategorie wiekowe.
Wśród nich jest Janina Rosińska, rocznik 1936. Nie mogło jej tu zabraknąć. Medali zgarnia aż sześć, w tym ten, o którym jest najgłośniej - złoty na dystansie 200 metrów. Z braku rywalek w samotnym biegu.
- Na tym złocie wygrawerowano czas, 61 sekund. Wygrałam też na 400 metrów. Srebro mam za 60 i 800 metrów. I jeszcze cross. Myślałam, że będę trzecia, ale jakoś wyprzedziłam rywalkę i byłam druga. Ten cross to bieg na zewnątrz, obok hali, góra-dół, zbiegi i podbiegi, jak do sufitu. Cieszyłam się, bo ja dużo biegałam po górach, na przykład po Alpach. Już miałam jechać do domu, szłam już z walizką, ale okazało się, że do drużyny w crossie "80 lat plus" brakuje jednej kobiety, bo tam biegną dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Zmobilizowali mnie, pomogli przypiąć numery i stąd drugie srebro - opisuje pani Janina.
"Skoro tak pięknie prowadzę lekcję, to muszę iść na kurs"
90. urodziny obchodzić będzie ostatniego dnia kwietnia. Mieszka w Pabianicach, pochodzi z okolic Bełchatowa.
- Jak Janina Rosińska łączy sportowe sukcesy z codziennymi wyzwaniami życia seniora?
- Dlaczego start w mistrzostwach świata w Sacramento był dla niej wyjątkowym doświadczeniem?
- Co motywuje 90-letnią biegaczkę do dalszego udziału w zawodach?
- Jakie przeszkody musiała pokonać, by zdobyć ponad 200 medali?
Na świat przyszła w rodzinnym domu, na miejscu tego starego stoi nowy, skromny, drewniany. Tam zgromadzone są jej sportowe trofea, medale i puchary. Ile ich jest? Kto by to zliczył, samych medali mistrzostw Polski, Europy i świata ponad 200. - Trochę pracowałam w Niemczech, brałam kredyty i jakoś ten dom wybudowałam. Jeżeli ktoś się ze mną umówi, to wpuszczam i oprowadzam, pokazuję i opowiadam, bo tak nieznajomego z ulicy to nie. Zimą nastawiłam temperaturę na 10 stopni Celsjusza, nie stać mnie na rachunki - mówi.
Dzieciństwo, czasy okupacji?
- Było nas czworo, dwóch braci już zmarło, żyje młodsza o 18 lat siostra. Dzieciństwo wspominam dobrze. Wiadomo, bieda, za okupacji pasłam krowę. Niemcy ciągle szukali tatusia, dużo się ukrywał i go nie znaleźli. Jednego Żyda nawet ukrył. Po drugiej stronie ulicy zamieszkali Niemcy. Nie byli dla nas źli, ich dzieci biegały z nami po okolicy, grały w palanta i skakały przez skakanki. Inna sąsiadka hodowała świnie, jak jedną zabili, to przyniosła nam trochę mięsa - wspomina.